26.12.2023, 01:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 10:32 przez Louvain Lestrange.)
Do końca taki miły i uprzejmy to on nie był, pomimo że bardzo się starał nie brzmieć jak typowy ślizgon. No bo przecież całej tej rozmowy nawet by nie było gdyby wcześniej nie zaplanował, że najpierw musi rozbić się donica, żeby cokolwiek się tutaj wydarzyło. Zawsze też mógł nie trafić zaklęciem w następny, lecący w ich kierunku kamień, albo w ogóle ten pierwszy mógł trafić Olivię w głowę i po sprawie. W sumie dość sporo zostawił przypadkowi, bo nigdy nie wiadomo co jego koleżkom mogło przyjść do głowy, jaki kolejny cwany numer mogli wykręcić tym razem własnemu koledze. Właściwie to nie zdziwiłby się tak bardzo, gdyby zamiast kamienia poleciał kubeł lodowatej wody, żeby Louvain trochę ochłonął, bo ewidentnie się podpalił myśląc, że uda mu się poderwać laskę z ostatniego rocznika. Po prostu kolejne małe świństewko do kolekcji świństw jakie udało się bandzie Borgina odwalić w ciągu tylko tego roku. Bo jeśli chodziło o dokuczanie, złośliwe żarty i zgryźliwość to tę brygadę śmiało można było obstawiać na podium i nie straciłoby się ani galeona. A to i tak te najdrobniejsze przewinienia, jakie potrafili się dopuszczać. Wyszydzanie, drwiny i prześladowanie na tle czystości krwi też znajdowały się w ich skarbczyku, szczególnie u Louvaina. Może i dobrze, że Olivia niewiele o nim wiedziała, bo pewnie nie chciałaby z nim wchodzić w żadne pogaduszki. Pewnie tylko dlatego, że jest starsza o te parę roczników, nie zdążyła przekonać się jakiego złamasa bez reguł potrafił odstawiać Lestrange.
Ten śmiech Olivki, którym zareagowała na jego prężenie muskułów, nie brzmiał jakby chciała go wyśmiać. Chyba nawet ją rozśmieszył sądząc po uśmiechu. Zarechotał razem z nią, może odrobinkę speszony, bo dziewczęta na czwartym roku nie uśmiechały się tak jak ona, oj nie. Potem wysłuchał jej dłuższego wywodu, którego nie za bardzo zrozumiał. On już dobrze wiedział jakie są jego najmocniejsze strony i do czego ma talent. Zwłaszcza po tym sezonie, zwrócił uwagę kilku selekcjonerów z drużyn krajowych, a nawet jeden, czy dwa magazyny sportowe wrzuciły niewielką rubryczkę z jego personaliami. Był pewny swojej ścieżki i na pewno nie zamierzał skończyć jak przegryw. Na usta wciskało mu się kilka złośliwych żartów, ale skrupulatnie przytrzymał język zębami i udając poważnego i zainteresowanego potakiwał. Szczerze totalnie gdzieś miał takie porady, on nie zawsze słuchał trenera i kapitana drużyny, a co dopiero świeżo poznanej koleżance. - Czyli nie tylko ja przełamuję stereotypy. - zażartował uśmiechając się zadziornie, z nosem nieco zadartym. - Buuujasz, głupich do Revenclawu nie biorą, nie oszukałabyś tiary. - sprostował szybko, nie do końca traktując poważnie to co do niego mówi. Obstawił, że ten krótki monolog był jakąś sfrustrowaną formą autorefleksji, niż złotą radą uczennicy po siódmym roku. Swoje ambicje mierzył o wiele wyżej, niż próba ucieczki od skończenia w życiu jako przegryw. - JA.. zamierzam wygrać wszystko co tylko możliwe, dlatego ciężko pracuje na każdym treningu. - odparł najmniej egocentrycznie jak tylko potrafił. O swoich planach na przyszłość, a szczególnie nadchodzących sukcesach, które miał już szczegółowo zaplanowane, mógł rozwodzić się naprawdę długo, ale skończyłby jak podręcznikowy pyszałek, więc znowu zabijał swojego ślizgona w środku.
Kiedy w końcu mu się przedstawiła, poczuł mimowolną ulgę, bo okazało się, że ruda jest czysta. Zaczynała mu się podobać ta pogawędka, więc szkoda byłoby ją nagle urywać, bo okazałaby się być mugolakiem. Mimo wszystko miał nosa do takich spraw, zresztą mugolaczki nie mają tak ślicznie piegowatych buziek. Nie musisz wymawiać mojego imienia, ale będziesz mogła je krzyczeć. Pomyślał sobie taki niewybredny żarcik w głowie, przez co musiał schować swój szczeniacki uśmieszek na twarzy za dłonią i rękawem. Jak już przełknął te malutkie skiśnięcie w środku, ugiął karku i skłonił się elegancko, nieco parodiując górnolotny sznyt i grację, która stereotypowo mogła się kojarzyć z jego nazwiskiem. Jasne, że nie musieli sobie podawać rąk, wciąż mogli dogadywać i żartować. Skrzyżował ręce na piersi, kiedy tak ze zmrużonymi oczami wlepiała w niego swój wzrok. - No jak to co... Puchar już wygrałem, rok zaliczony, teraz pora na same przyjemności... - odwzajemniając ten dociekliwy wzrok, uśmiechnął się kącikiem ust. No czego on mógł chcieć? Dziewczyna z wyższego rocznika liczyła się jak podwójna premia słowna, a ruda i ładna jak podwójna premia literowa. Oczywiście tego nie mógł powiedzieć, ale liczył, że uda się im porozmawiać nie tylko przy grzebaniu w ziemi. - Fakt na zielarstwie się nie znam, ale za to lubię kwiatuszki... - tutaj zrobił wyćwiczoną pauzę i przygryzając opuszek kciuka na moment, zlustrował ją swoim spojrzeniem - pomyślałem, że może dałabyś się wyciągnąć na imprezę zwycięzców pucharu quidditcha? - rzucił niby od niechcenia, niby ot tak uśmiechając się jak rasowy cwaniaczek. No skoro już prawie go tak rozgryzła, to nie było co dalej owijać w bawełnę. Nie ma co płakać nad rozbitą donicą, prawda?
Ten śmiech Olivki, którym zareagowała na jego prężenie muskułów, nie brzmiał jakby chciała go wyśmiać. Chyba nawet ją rozśmieszył sądząc po uśmiechu. Zarechotał razem z nią, może odrobinkę speszony, bo dziewczęta na czwartym roku nie uśmiechały się tak jak ona, oj nie. Potem wysłuchał jej dłuższego wywodu, którego nie za bardzo zrozumiał. On już dobrze wiedział jakie są jego najmocniejsze strony i do czego ma talent. Zwłaszcza po tym sezonie, zwrócił uwagę kilku selekcjonerów z drużyn krajowych, a nawet jeden, czy dwa magazyny sportowe wrzuciły niewielką rubryczkę z jego personaliami. Był pewny swojej ścieżki i na pewno nie zamierzał skończyć jak przegryw. Na usta wciskało mu się kilka złośliwych żartów, ale skrupulatnie przytrzymał język zębami i udając poważnego i zainteresowanego potakiwał. Szczerze totalnie gdzieś miał takie porady, on nie zawsze słuchał trenera i kapitana drużyny, a co dopiero świeżo poznanej koleżance. - Czyli nie tylko ja przełamuję stereotypy. - zażartował uśmiechając się zadziornie, z nosem nieco zadartym. - Buuujasz, głupich do Revenclawu nie biorą, nie oszukałabyś tiary. - sprostował szybko, nie do końca traktując poważnie to co do niego mówi. Obstawił, że ten krótki monolog był jakąś sfrustrowaną formą autorefleksji, niż złotą radą uczennicy po siódmym roku. Swoje ambicje mierzył o wiele wyżej, niż próba ucieczki od skończenia w życiu jako przegryw. - JA.. zamierzam wygrać wszystko co tylko możliwe, dlatego ciężko pracuje na każdym treningu. - odparł najmniej egocentrycznie jak tylko potrafił. O swoich planach na przyszłość, a szczególnie nadchodzących sukcesach, które miał już szczegółowo zaplanowane, mógł rozwodzić się naprawdę długo, ale skończyłby jak podręcznikowy pyszałek, więc znowu zabijał swojego ślizgona w środku.
Kiedy w końcu mu się przedstawiła, poczuł mimowolną ulgę, bo okazało się, że ruda jest czysta. Zaczynała mu się podobać ta pogawędka, więc szkoda byłoby ją nagle urywać, bo okazałaby się być mugolakiem. Mimo wszystko miał nosa do takich spraw, zresztą mugolaczki nie mają tak ślicznie piegowatych buziek. Nie musisz wymawiać mojego imienia, ale będziesz mogła je krzyczeć. Pomyślał sobie taki niewybredny żarcik w głowie, przez co musiał schować swój szczeniacki uśmieszek na twarzy za dłonią i rękawem. Jak już przełknął te malutkie skiśnięcie w środku, ugiął karku i skłonił się elegancko, nieco parodiując górnolotny sznyt i grację, która stereotypowo mogła się kojarzyć z jego nazwiskiem. Jasne, że nie musieli sobie podawać rąk, wciąż mogli dogadywać i żartować. Skrzyżował ręce na piersi, kiedy tak ze zmrużonymi oczami wlepiała w niego swój wzrok. - No jak to co... Puchar już wygrałem, rok zaliczony, teraz pora na same przyjemności... - odwzajemniając ten dociekliwy wzrok, uśmiechnął się kącikiem ust. No czego on mógł chcieć? Dziewczyna z wyższego rocznika liczyła się jak podwójna premia słowna, a ruda i ładna jak podwójna premia literowa. Oczywiście tego nie mógł powiedzieć, ale liczył, że uda się im porozmawiać nie tylko przy grzebaniu w ziemi. - Fakt na zielarstwie się nie znam, ale za to lubię kwiatuszki... - tutaj zrobił wyćwiczoną pauzę i przygryzając opuszek kciuka na moment, zlustrował ją swoim spojrzeniem - pomyślałem, że może dałabyś się wyciągnąć na imprezę zwycięzców pucharu quidditcha? - rzucił niby od niechcenia, niby ot tak uśmiechając się jak rasowy cwaniaczek. No skoro już prawie go tak rozgryzła, to nie było co dalej owijać w bawełnę. Nie ma co płakać nad rozbitą donicą, prawda?