— Porozmawiam z nim o tym po powrocie do domu albo w dniu jutrzejszym. — Zapewnił Roberta. Porozmawiam z nim stanowiło całkiem ładny eufemizm na wydanie swojemu bratu stosownego polecenia. Chester nie miał żadnych oporów przed wydawaniem swojemu rodzeństwu poleceń związku działaniem na rzecz organizacji. Z posiadanych wpływów w Ministerstwie Magii zamierzał korzystać w sytuacji tego wymagającej. Teraz zachodziła taka potrzeba aby się nimi posłużyć.
— W takim razie spodziewaj się ode mnie sowy co dwa tygodnie. Nie będziemy obserwować naszego wroga, tylko twojego syna. — Poinformował swojego wspólnika. Postanowił również przyznać mu rację odnośnie popadania w nadmierną paranoję, która mu jako Aurorowi nie była obca. Przykładał ogromną wagę do dbania o swoje bezpieczeństwo, tak samo jak starał się chronić swoją rodzinę przed wieloma zagrożeniami.
— Nie wydaje mi się aby było coś więcej do omówienia w tym momencie. — Odpowiedział po chwili zastanowienia nad tym. Pozwolił na to aby Mulciber zajrzał do swojego notesu. On również prowadził tego rodzaju zapiski dotyczące swojego życia prywatnego. Za najbezpieczniejsze miejsce do przechowywania informacji powiązanych z Śmierciożercami uważał jak dotąd własną głowę.
— O omówionej godzinie będę czekać pod Gospodą pod Świńskim łbem. Jeśli mi coś nagle wypadnie to powiadomię Cię jak najszybciej. — Zapewnił Roberta. W swoich planach uwzględnił spotkanie w sprawie tego klubu, co dowodziło że traktował to bardzo poważnie. Jedynymi czynnikami, które mogły wpłynąć na jego nagłą absencję, były jego praca i zostanie wezwanym przez Czarnego Pana. Nic innego nie odciągnie go od stawienia się na tym spotkaniu.
Nie zamierzał zaprotestować w żaden sposób przeciwko odebraniu mu szklanki i opróżnieniu popielniczki. Podniósł się jedynie ze swojego miejsca i bez słowa skierował swoje kroki w stronę przedpokoju, w którym pozostawił okrycie wierzchnie. Po przejęciu peleryny od skrzata domowego Chester teleportował się z charakterystycznym trzaskiem.