— Czytałem ten artykuł w czasie przerwy w biurze. To... bestialstwo. — Odparł nie mniej posępnym tonem, w którym pobrzmiewała złość i odczuwana przez niego bezsilność. W przeciwieństwie do Brenny, ukrywanie emocji przychodziło mu z trudem w takich sytuacjach. Brakowało mu odpowiednich słów względem czynów, jakich dopuszczali się zwolennicy Lorda Voldemorta. Nie popierał tych wszystkich postulatów tego czarodzieja, które stały się przedmiotem burzliwych rozmów w jego domu rodzinnym i wśród jego znajomych. Jego rodzice nie zamierzali popierać tych fanatyków. Byli gotowi chwycić za swoje różdżki i wystąpić przeciwko nim. W rozmowach, jakie odbywał ze swoimi znajomymi, panowały podobne nastroje. Sam chętnie zrobił coś więcej, niż tylko potępiać te brutalne akty przemocy wobec mugoli i czarodziejów mugolskiego pochodzenia. Nie był jednak w stanie bezpośrednio opowiedzieć się przeciwko zwolennikom Lorda Voldemorta.
Leon już dawno podjął decyzję o zaprenumerowaniu Proroka Codziennego. Najnowszy numer zawsze czekał na niego na parapecie wraz z dostarczającą go sową. Opłatę w wysokości jednego knuta wrzucał do przywiązanego do jej nóżki woreczka. Była to dla niego znacznie bardziej dogodna forma pozyskiwania dostępu do prasy. Chciał być na bieżąco ze wszystkim, co się dzieje zarówno w świecie czarodziejów, jak i mugoli. Niezależnie od tego, jak bardzo niepokojące albo przerażające doniesienia zaczną pojawiać się w czarodziejskiej prasie, nie było nic gorszego od niewiedzy oraz niemożności zastosowania samoobrony w obliczu zagrożenia. Jedynym rozwiązaniem byłaby ucieczka.
— Tak. To może być ostatnia okazja do spotkania się z nimi. — Odparł na słowa swojej przyjaciółki. Leon miał nieodparte wrażenie, że Dolina Godryka nie będzie już taka sama. Ostatnie wydarzenia w jego oczach odzierały to miejsce z cechującej je sielskiej aury. Z dnia na dzień zdawali się tracić sąsiadów, nie mając gwarancji, że czy i kiedy zobaczy się ich ponownie, czy któregoś dnia nie przeczytają o tym, że zostali bestialsko zamordowani.
— On o tym wie. Gdyby faktycznie napisał taki artykuł to znalazłby się wraz z moją matką na celowniku zwolenników tego czarnoksiężnika. Ojciec uważa, że ważne jest aby postępować słusznie nawet pomimo ryzyka. Nie chciałbym aby w odwecie zabili moich rodziców, więc pomimo tego, że zgadzam się ze swoim ojcem, mam nadzieję, że ostatecznie nie napisze tego artykułu. — Jako, że Leon miał ze swoimi rodzicami bardzo dobry kontakt to mógł z nimi porozmawiać o wszystkim. Dotyczyło to również zmieniającej się sytuacji w kraju. Ojciec jako dziennikarz nie bał się poruszać trudnych tematów, choć teraz to niosło za sobą znacznie większe ryzyko niż oburzenie bohatera artykułu napisanego przez tego czarodzieja. Sam nie mieszkał ze swoimi rodzicami, aczkolwiek pewna rozpoznawalność jaką cieszył się w pewnych kręgach Ministerstwa Magii mogłaby się zwrócić się przeciwko niemu. Wolał tego uniknąć.