Chester pozostawał nad wyraz spokojny o powodzenie tego przedsięwzięcia przez wzgląd na to, że ono spoczywało w dużej mierze na barkach Roberta, który w jego oczach jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Nie miał podstaw do tego aby zakwestionować to, że to przedsięwzięcie miało zakończyć się czymś innym, niż sukcesem. Porażka nie wchodziła w grę. W szczególności przez wzgląd na etap prac, na jaki się znajdowali z tym projektem.
Punktualność była cechą, którą Rookwood sobie bardzo cenił u wszystkich czarodziejów. Jeszcze lepiej odbierał to jak ktoś na spotkanie z nim przychodził nieco wcześniej niż o umówionej godzinie. On również nie przepadał za spóźnianiem się, nawet jeśli za jego spóźnienie odpowiadały przyczyny od niego niezależne - jak chociażby praca albo służba Czarnemu Panu. Na dalszych miejscach była jego rodzina.
Nie sposób było nie zauważyć skupionego na witrynie pobliskiego antykwariatu Roberta. Jego nadejście zdawało się odciągnąć uwagę tego czarodzieja od towarów tam wystawionych i zarazem powstrzymać go od wydania pewnej ilości galeonów na rzeczy, które on sam mógł postrzegać jako zupełnie zbędne. Nic nie powinno ich odciągać od realizacji swoich planów.
— Rzadko można mnie zobaczyć bez szluga. Chcesz? — Potwierdził ten fakt. Chester palił praktycznie bez przerwy, z tego względu musiał mieć wystarczającą ilość papierosów tak aby być skłonnym kogoś poczęstować. Doskonale wiedział, że Robert bardziej preferuje cygara, jednak może nie odmówi papierosa. — Nie czekałem długo, a przez to że mnie nie zauważyłeś to przynajmniej mogłem zapalić. — Odparł z lekkim wzruszeniem ramion. Jako Rookwood oraz Auror potrafił doskonale wtapiać się w tłum i gdyby od niego wymagała tego sytuacja to Mulciber mógłby mieć znaczne trudności z dostrzeżeniem go. Jednym z jego atutów była umiejętność dostawania się niepostrzeżenie do niezabezpieczonych pomieszczeń. Bardzo przydatne.
— Jestem gotowy. — Pozostawało to dla niego jasne. Wiedział z kim mają się spotkać i gdzie. Tyle mu wystarczało. Nie spodziewał się najgorszego po właścicielu posiadłości, z którym mieli spotkać się w publicznym miejscu. Postanowił, że wypali papierosa po drodze dlatego ruszył we właściwym kierunku wraz z Robertem. Sam zamierzał poświęcić na załatwienie tej sprawy tyle czasu, ile potrzeba.