Victoria zdążyła pomyśleć tylko, że Laurent ma prawdziwego pecha – miesiąc temu ktoś zaatakował New Forest (czy to z powodu Fuego, którego dzisiaj zabrał ze sobą? Ale skąd mogli o nim wiedzieć? Czy wśród „przyjaciół” Laurenta, wśród ludzi, wokół których się obracał, komu bardzo ufał, byli jacyś Śmierciożercy, którzy nie wiedzieli, czym jest lojalność wobec ludzi, którzy im ufali?) i teraz najwyraźniej miała być powtórka. I wszystko z powodu artykułu, w którym to „dziennikarz” przekręcił jego słowa i wepchnął mu w usta te, których nigdy nie wypowiedział? Brunetka w tym momencie mogła czuć tylko złość, ta jednak skryta była pod płaszczem oklumencji – i objawiała się niemalże niezmąconą taflą… powiedzmy, że spokoju, na gładkiej twarzy panny Lestrange.
Zmąceniem tej tafli było zmarszczenie brwi, kiedy jej zaklęcie nie zadziałało. To była krótka reakcja niezadowolenia, że coś poszło nie po jej myśli, lecz przecież życie nie było na tyle proste i przyjemne, by wszystko miało się układać od razu. Teraz jednak była akcja – i reakcja. Mężczyzna (to chyba był mężczyzna… tak zakładała automatycznie) wciąż z różdżką w ręce, opleciony linami Vincenta, próbował skontrować zaklęcie – na co Victoria w wyćwiczonym odruchu machnęła różdżką, chcąc rozproszyć zaklęcie Naśladowcy (albo Śmierciożercy?).
– Duma! Bierz go! – krzyknęła do jarczuka, mając nadzieję, że ten jednak usłucha i nie zatrzyma się w miejscu, albo nie rzuci na nią samą, bądź co gorsza – na Brennę czy Vincenta. To byłoby bardzo niefortunne…
Rozpraszanie
Slaby sukces...
Wiedza przyrodnicza – czy Duma usłucha
Sukces!