28.12.2023, 22:51 ✶
Los płatał figle, był kapryśny i plątał ze sobą ludzi, kiedy najmniej się tego spodziewali. Nie była zaskoczona, że zaryzykował, niesiony ciekawością i ewidentnie porwany - jak sam słusznie zauważył, poza granice Królestwa Brytyjskiego. Powietrze miało tu innych zapach, wszystko szumiało i tętniło życiem teoretycznie, jak w Londynie, ale malowało się w zupełnie innych kolorach. Omiotła spojrzeniem najbliższą okolicę, gdy wszystko wewnątrz jej głowy i żołądka się uspokajało, musiała też wiedzieć, którą z dróg wybrać. W tłumie było prościej, chociaż nie czuła, aby ktokolwiek ich obserwował lub śledził, każdy pędzący człowiek zajęty był swoimi sprawami. I dobrze. Idąc, mijali witryny sklepowe - krzykliwe i odmiennego od tych z Pokątnej, a wyraźny akcent, nacisk na zupełnie inne literki w wyrazach, wlewał się w uszy razem z muzyką dobiegającą z okolicznych barów, których szyldy kołysały się z cichymi skrzypnięciami na wietrze.
Czuła się znacznie lepiej, gdy miała nad wszystkim kontrolę. Nie ryzykowałaby pewnych rozmów w miejscach publicznych lub w domostwie ojca, odwiedziny u Borgina mogłyby natomiast zrodzić plotki, których żadne z nich nie potrzebowało. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, świat ucichł, a ona przymknęła na chwilę oczy, bezgłośnie nabierając więcej powietrza - nieco zakurzonego, cieplejszego. Kiedy ostatnio tutaj była? Odłożyła torebkę, uwolniła talię z przeplatającego ją paska od płaszcza, który odwiesiła na bok i przeszła kawałek po izbie, rozpalając ogień w kamiennym, dużym kominku. Pomarańczowe światło, które rozlało się po izbie, było naprawdę przyjemnie. Cisza, którą zagłuszały tylko jej obcasy i kroki, które ewentualnie wykonywał Stanley, zupełnie jej nie przeszkadzały. Gdy się odwróciła i omiotła go spojrzeniem, uważnie przypatrując się poszczególnym elementom aparycji, nienaturalnie błękitne tęczówki zmieniły swój zwykle obojętny i chłodny wyraz.
Jak długo?
Gdy znajomy zapach uderzył jej nozdrza, drgnęła niezauważanie, chociaż nie ruszyła się z miejsca i nie mrugnęła nawet, przyglądając się bezpośrednio czarnowłosemu, chwilę wcześniej przedstawiając mu treść wybranej przez siebie przysługi, chociaż to wcale nie o nią w tym wszystkim chodziło. Niektóre więzi, chwile, czy wspomnienia, kształtują człowieka tak głęboko, że niezależnie od okoliczności, nie można ich zmienić, porzucić lub zerwać. Atlas - chociaż zagranie nieodpowiedzialne i głupie ze strony przecież inteligentnego lidera szkolnej bandy, nie miał żadnego znaczenia. Był tłem, krokiem do celu, powrotem do słabych i zakurzonych nitek. Nie była już chyba jednak tak łatwym przeciwnikiem w tej tonącej w ciszy bitwie spojrzeń, jak niegdyś. A przynajmniej miała taką nadzieję. Jej palce zastygły w bezruchu, przestała uderzać o wątłe ramiona. Pokręciła głową na zapach dymu, odcienie jego szarości, które rozlały się pomiędzy nimi, niczym mleko na blacie i odprowadziła go wzrokiem, rzecz można, rozbawiona i zaintrygowana, chociaż jej mistrzowskie opanowanie mimiki twarzy sprawiło, że trudno było to rozpoznać.
- Po tych wszystkich latach, wciąż jesteś jedyną osobą, która do mnie tak mówi. - odpowiedziała po chwili milczenia, gdy jedno z pudeł pełnych wspomnień otworzyło się w jej głowie, a przed oczami zatańczyły jej obrazy będące uwieńczeniem swojego rodzaju sentymentalnej podróży. Brzmiała miękko, jakby z pewną dozą ulgi, że pomimo tego, co widziała i co słyszała na korytarzach Ministerstwa, wciąż był tamtym nieznośnym chłopakiem - chociaż odrobinę. Jej ciało się rozluźniło, dłonie opadły swobodnie w dół. Nie mogła podarować sobie pokręcenia głową - pełnego rozbawienia i nostalgii, gdy wyciągnął w jej stronę paczkę z papierosami. Pewne rzeczy się po prostu nie mogły zmienić, były tak zakotwiczone w sposobie bycia człowieka, że tworzyły jego esencję. I fragmentem Stanleyowej były właśnie fajki. - To dopiero budzi wspomnienia.. Ile to już minęło? - wysunęła dłoń, bez skrępowania łapiąc jego nadgarstek i przysuwając sobie odpalonego już papierosa do ust, zaciągnęła się krótko, tym razem bez kaszlu. Wciąż był paskudnie gorzkie i mocne, na tyle, że na ułamek sekundy musiała przymknąć oczy, zanim wypuściła z płuc przetrzymywany dym. Szarość znów zalała przestrzeń pomiędzy nimi. Blondynka zwilżyła usta, pozbywając się z nich goryczki i podniosła wzrok na jego oczy, zaciskając na kilka sekund palce na jego nadgarstku, zanim go puściła - dokładnie wiedział, o co go pytała, samym jednym gestem mógł to odczytać, była tego pewna. Dlatego przekręciła głowę na bok pytająco, poważniejąc. Tym razem było to znacznie więcej, niż perspektywa szlabanu, z którego uwolnienie go dla Cynthii nie stanowiło żadnego problemu.
Czuła się znacznie lepiej, gdy miała nad wszystkim kontrolę. Nie ryzykowałaby pewnych rozmów w miejscach publicznych lub w domostwie ojca, odwiedziny u Borgina mogłyby natomiast zrodzić plotki, których żadne z nich nie potrzebowało. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, świat ucichł, a ona przymknęła na chwilę oczy, bezgłośnie nabierając więcej powietrza - nieco zakurzonego, cieplejszego. Kiedy ostatnio tutaj była? Odłożyła torebkę, uwolniła talię z przeplatającego ją paska od płaszcza, który odwiesiła na bok i przeszła kawałek po izbie, rozpalając ogień w kamiennym, dużym kominku. Pomarańczowe światło, które rozlało się po izbie, było naprawdę przyjemnie. Cisza, którą zagłuszały tylko jej obcasy i kroki, które ewentualnie wykonywał Stanley, zupełnie jej nie przeszkadzały. Gdy się odwróciła i omiotła go spojrzeniem, uważnie przypatrując się poszczególnym elementom aparycji, nienaturalnie błękitne tęczówki zmieniły swój zwykle obojętny i chłodny wyraz.
Jak długo?
Gdy znajomy zapach uderzył jej nozdrza, drgnęła niezauważanie, chociaż nie ruszyła się z miejsca i nie mrugnęła nawet, przyglądając się bezpośrednio czarnowłosemu, chwilę wcześniej przedstawiając mu treść wybranej przez siebie przysługi, chociaż to wcale nie o nią w tym wszystkim chodziło. Niektóre więzi, chwile, czy wspomnienia, kształtują człowieka tak głęboko, że niezależnie od okoliczności, nie można ich zmienić, porzucić lub zerwać. Atlas - chociaż zagranie nieodpowiedzialne i głupie ze strony przecież inteligentnego lidera szkolnej bandy, nie miał żadnego znaczenia. Był tłem, krokiem do celu, powrotem do słabych i zakurzonych nitek. Nie była już chyba jednak tak łatwym przeciwnikiem w tej tonącej w ciszy bitwie spojrzeń, jak niegdyś. A przynajmniej miała taką nadzieję. Jej palce zastygły w bezruchu, przestała uderzać o wątłe ramiona. Pokręciła głową na zapach dymu, odcienie jego szarości, które rozlały się pomiędzy nimi, niczym mleko na blacie i odprowadziła go wzrokiem, rzecz można, rozbawiona i zaintrygowana, chociaż jej mistrzowskie opanowanie mimiki twarzy sprawiło, że trudno było to rozpoznać.
- Po tych wszystkich latach, wciąż jesteś jedyną osobą, która do mnie tak mówi. - odpowiedziała po chwili milczenia, gdy jedno z pudeł pełnych wspomnień otworzyło się w jej głowie, a przed oczami zatańczyły jej obrazy będące uwieńczeniem swojego rodzaju sentymentalnej podróży. Brzmiała miękko, jakby z pewną dozą ulgi, że pomimo tego, co widziała i co słyszała na korytarzach Ministerstwa, wciąż był tamtym nieznośnym chłopakiem - chociaż odrobinę. Jej ciało się rozluźniło, dłonie opadły swobodnie w dół. Nie mogła podarować sobie pokręcenia głową - pełnego rozbawienia i nostalgii, gdy wyciągnął w jej stronę paczkę z papierosami. Pewne rzeczy się po prostu nie mogły zmienić, były tak zakotwiczone w sposobie bycia człowieka, że tworzyły jego esencję. I fragmentem Stanleyowej były właśnie fajki. - To dopiero budzi wspomnienia.. Ile to już minęło? - wysunęła dłoń, bez skrępowania łapiąc jego nadgarstek i przysuwając sobie odpalonego już papierosa do ust, zaciągnęła się krótko, tym razem bez kaszlu. Wciąż był paskudnie gorzkie i mocne, na tyle, że na ułamek sekundy musiała przymknąć oczy, zanim wypuściła z płuc przetrzymywany dym. Szarość znów zalała przestrzeń pomiędzy nimi. Blondynka zwilżyła usta, pozbywając się z nich goryczki i podniosła wzrok na jego oczy, zaciskając na kilka sekund palce na jego nadgarstku, zanim go puściła - dokładnie wiedział, o co go pytała, samym jednym gestem mógł to odczytać, była tego pewna. Dlatego przekręciła głowę na bok pytająco, poważniejąc. Tym razem było to znacznie więcej, niż perspektywa szlabanu, z którego uwolnienie go dla Cynthii nie stanowiło żadnego problemu.