Grzeczne dziewczynki szły do nieba, a Bellatrix chodziła tam, gdzie jej się podobało. I w tym, w czym jej się podobało. Nie było żadnego "nie i amen". Był tylko "amen i do przodu". Kropka końca zdania była dla niej ledwo początkiem następnego. Spotkanie z kimś takim po tych burzach, cyrkach i marazmie, w którym chodziłeś sobie po dnie i szukałeś tu porzuconych przez Królewnę Śnieżkę krasnoludków było całkiem spoko, ale a) stawiało cię na równi z karłami, b) stawiało cię na równo z porzuconymi przegrywami i c) lepiej było jednak iść do jazz klubu z piękną damą i zabalować na parkiecie. Generalnie - po co. Po co tkwić w ciemnościach własnego przegrywu, skoro na świecie nawet jak było kurewsko źle to nadal organizowali imprezy? Zobacz - tylu zmarło, a nadal wszyscy potrafili się rewelacyjnie bawić. Pleść wianki i pić drinki z palemkami, wygrzewać się na plażach albo przeżywać upadki i wzloty swoich miłości i miłostek. Tak, spotkanie z kobietą, która z uśmiechem witała poranki było czymś, czego potrzebował. Wyśnił sobie inny start tego spotkania w ostatnim tygodniu, ale teraz była szansa obrócenia tego snu w coś bardziej realnego. I całkowicie rzeczywistego.
Nie zauważył jej. Czarnej Królowej, Nocnej Mary, a w przypływie humoru powiedziałby, że Pogromczyni Szlam i Innego Zła Koniecznego. Albo Zła Niechcianego. W ten czy inny sposób ich nie tylko gromiła, ale i nawet - poskramiała! W swojej wielkiej zawziętości i całkowitym oddaniu bycia właśnie tym - pieprzonym Śmierciożercą. Czymś, czemu Sauriel się nigdy nie oddał w pełni serca. To jest - jeśli chodziło o ideę. I to nie była żadna wielka tajemnica. Ostatnie miesiące przyniosły zmianę. Przyniosły jego zaangażowanie, jakąś walkę. W ramach idei? Nie. W ramach czegoś innego. Podziwu. Smaku na to, żeby jednak dostać od tego kurewskiego życia cokolwiek więcej. Jakkolwiek więcej.
W pierwszym odruchu się napiął, mina mu zrzedła i nerwowy trik wskazywał na to, że niewiele brakowało do tego, żeby Bella przeleciała przez jego ramię prosto na barek. Och, ależ by goście mieli sensację! Taka piękność wyłożona na blacie - a nawet jeszcze nie wypiła... Odruch jednak został powstrzymany - przez słowa. Przez głos. Przez znajomy śmiech, który sprawił, że się rozluźnił.
- Mmm nie zgadnę... na pewno nie Chester Rookwood. - Nawet kąciki ust lekko mu drgnęły, a gdyby tylko nastrój miał lepszy to na pewno podzieliłby jej śmiech swoim klasycznym parsknięciem. - Słyszę jakiś piękny, kobiecy głos. Może dama wypije drinka z samotnym dżentelmenem. - Ni to pytanie, ni to propozycja. Hej, przecież już się zgodziła! Sauriel lubił sobie tak... troszkę pobajerować kobiety. Troszkę. Dla sportu. Dla przyjemności. Jakby to miało sprawić, że dzięki temu nie zapomni, jak to jest w ogóle być człowiekiem. Być mężczyznom. Bo najważniejsze było to, że niczego przy tym "bajerowaniu" nie oczekiwał. A wręcz przeciwnie, jak miało się zrobić poważnie to było pięć kroków w tył i "sorry mała". Jakoś w przypadku Belli się o taki rzeczy nie martwił.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.