Och, och, ależ oczywiście, że nie było się czego wstydzić! Chociaż już z serii pytań czemu przed nim to znalazłoby się parę odpowiedzi. Chociażby to, że nago przed sobą jak dotąd nie paradowali. A najbardziej obnażoną ją widział, kiedy była ranna, umierająca i taplająca się we własnej krwi jakby właśnie chciała zażyć w niej kąpieli. W końcu była ponoć taka wampirzyca, która we krwi się kąpała regularnie. Joseph o niej wspominał - z dość krytyczną miną. Jego zdaniem - nie pożyła długo. Kwestia jednak wstydu była bardzo mętna i pląsała się w pozorach zrozumienia ich relacji. W tych dziwnych rozmowach, pewnych gestach, przecież czułych, w spojrzeniach. W słowach. Komplementach, które przekazywane były z obu stron wręcz nieśmiało. Czasami zaś chyba nader dosadnie. Skąpił jej tych czułych słów, jakimi potrafił zabawiać inne damy. Z prostej przyczyny - z nią to nie była zabawa. Nie chciał, żeby wpadała w pułapkę, gdzie większości panien powiedziałby dawno: spierdalaj. Jej po prostu nie chciał tego mówić. Z drugiej strony nie chciał, żeby robiła sobie jakieś fałszywe nadzieje. Więc? Jak to rozegrać? Na razie gra toczyła się o jakąś dziwną stawkę. Nie trudno było zauważyć, że Victoria zachowywała się inaczej. Bo jak mogłaby się zachowywać TAK SAMO po tym wszystkim? On też zachowywał się inaczej. Bo było inaczej. Bardziej leniwie, bardziej wolno, bardziej nijako. Tak, racja, mógłby chyba tak całymi dniami leżeć, ale to nie tak, że zakopywał się w jaskini i nie wychodził. To nie tak, że się do tego wielce zmuszał. Miał nadal swój cel, a wręcz pojawił się teraz jasny jak łuna z płonącego Rzymu za czasów Nerona. A ona? Miała swój cel? Parszywa walka z przeciwnościami losu, jak on? Tylko swoimi własnymi? Znając ją pewnie znowu wymyśliła sobie misję ratowania świata. Czyjegoś świata. Najpewniej, niestety, jego.
- Taa jakaś pisanka niepospolita czy inne gówno... - Machnął lekko ręką, chuj w tą nazwę. Ale skoro mówiła, że może zapytać to zapyta. O ile, no właśnie, zapamięta. Zrobił sobie notatkę, taką mentalną, żeby jednak zapamiętać. Żeby się nie zapomnieć. Może pierdoła, ale skoro chciała wiedzieć - a lubiła kwiatki - to warto było to maleńkie życzenie spełnić. Chciał je spełnić. Przecież go nic to nie kosztowało no i... - Mówiłem, żeby nie jeść owoców? - Przystanął na momencik, odwracając się dla pewności do Victorii. Ruszył dalej. W kierunku salonu, bo przecież drogę już znał. Przynajmniej raz mu wystarczył, żeby ta "plątanina korytarzy" przestała być dla niego wielkim sekretem. - Pomóc ci? Coś ciężkiego do wypakowania czy coś. - Skoro już tu był... podobno jak chcesz się u kogoś zatrzymać - albo z kimś zatrzymać - to zawsze znajdziesz dobry pretekst do tego, żeby zostać. I coś porobić dalej. Pretekst jak pretekst, Sauriel niekoniecznie jakiegoś potrzebował. Ale też nie chciał zostawać na zbyt długo. Stwierdził natomiast, że odwiedzenie jej wcale nie będzie najgorszym pomysłem, jaki miał. A miał ich całkiem sporo. Tych głupich pomysłów.
- Zazwyczaj nie chce mi się pisać wiadomości. - I niespecjalni się przy nich starał. Chociaż jak chciał to potrafił, jeszcze jak! Raz jej wysłał wiadomość, która w ogóle nie miała słów. A mówiła więcej, niż wyraziłoby słów dziesięć! Czy tam, jak to mawiają w jednej reklamie - więcej niż tysiąc słów! - To nic. - Nadmienił apropo tych rozciętych ust. - Mała sprzeczka. - Albo duże mordobicie jak na to, że większość jego sprzeczek kończyła się jednak w pierwszych paru sekundach zabawy. - Jakby cię tu nie było to by cię nie było. I poszedłbym dalej. - Spojrzał na nią, odrywając wzrok od pudeł i pudełek, które już zostały tu przyniesione i jeszcze nie zostały rozpakowane. A ona oparła się właśnie o regał i... nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Jak się zachowywać, co mówić, czego nie mówić. A on tego problemu był zwyczajnie nieświadomy.
- Brakuje ci tu kolorów? - Jakby to była najbardziej istotna rzecz, jakiej mogłoby tutaj brakować. JEJ brakować. Kolory. Kolory... życia. Tak. Zdecydowanie przydałoby jej się trochę barw w tym smutnym jak pizda świecie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.