Nie zwrócił uwagi na zmianę, która zaszła w postawie Eden w chwili, kiedy Fortinbras zdecydował się zostawić ich samych. Robert nigdy nie był szczególnie spostrzegawczy, kiedy w grę wchodziły relacje międzyludzkie i cała ta sfera... emocjonalna. Owszem, wciąż zauważał całkiem sporo - przede wszystkim w swoim własnym mniemaniu - ale też wiele rzeczy mu umykało. Może to kwestia tego, że sam nie widział sensu w tym, aby zwracać na to uwagę, przejmować się tego rodzaju drobiazgami.
Pozwolił jej potwierdzić stan rzeczy, dodać od siebie tych kilka słów. Nie bardzo jednak zwracał uwagę na to, co mówiła. Przynajmniej w tym momencie. Ostatecznie przecież wiedział na czym stali. Musiał tylko uporządkować myśli, żeby przejść ze wszystkim dalej. Nie chciał tracić tu zbyt dużej ilości czasu. Tracić niepotrzebnie. Przede wszystkim z tego względu, że obecnie posiadał go zbyt mało. W kraju działo się wiele, w jego magicznej części, a on był w to wszystko więcej niż tylko zaangażowany.
- Pragmatyzm to dobra cecha, choć czasami bywa kulą u nogi, przeszkadzającą w pełnym rozwinięciu skrzydeł. - Reaguje na jej słowa. Tym razem przygląda się jej równie uważnie, co brandy. Tak jakby znajdywała się właśnie przed nim nie młoda kobieta, a kolejny przedmiot badawczy. Gdyby miał przed sobą notes, coś do pisania, najpewniej zacząłby już sporządzać notatki stanowiące efekt tej obserwacji. Nie zamierzał jednak wyciągać ręki w kierunku rzeczy należących do Fortinbrasa.
Nie zamierza zapewniać jej, że bilans zysków i strat będzie korzystny. Robert nie mówi nic na ten temat, pozwala go sobie po prostu przemilczeć. To nie jego rzecz, żeby o takie rzeczy zadbać. Każdy ma swój własny tyłek i musi go pilnować, o niego się troszczyć. Tylko od Eden zależy czy upilnuje swojego i będzie mogła w przyszłości coś więcej zyskać dzięki działaniom, w które się zaangażuje. Nikt tego za nią nie zrobi.
- Neron był głupcem, który spalił większą część swojej stolicy. Takim działaniem mógł tylko stracić. - Odparł, nie zgadzając się z porównaniem blondynki. Nie widział w tym przypadku zbyt dużego podobieństwa. Dla niego były to zupełnie inne historie, bez wyraźnych części wspólnych. Aczkolwiek to też nie tak, że Mulciber w większym stopniu interesował się przeszłością. Wiedzę miał w tym aspekcie mocno podstawową. Nieco większą w kontekście tych wydarzeń, które uważał za interesujące. - W takim razie nie powinno to stanowić dla Ciebie większego problemu. - Stwierdza, unosząc w jej kierunku trzymaną w dłoni szklankę. Jakby uznając, że wraz ze słowami wypowiedzianymi przez Eden, tymi o braku bolesnej straty, udało im się dojść do porozumienia. Co prawda wstępnego, ale to zawsze więcej niż żadne porozumienie.
W innej sytuacji dałby jej do zrozumienia, że nie potrzebują jej wsparcia przy planowaniu akcji. Jeden budynek, dwa, sposób działania. Mieli od tego odpowiednich ludzi. Poza tym nie było to zadaniem odpowiednim dla kobiety, która wszak - rzecz powszechnie wiadoma - dysponowała mniejszym mózgiem od tego, który posiadali mężczyźni. Teraz jednak jego uwagę przyciągnęły ostatnie słowa Eden.
- Moja droga, nie powinnaś być z tego powodu niezadowolona. - Pozwala sobie na kolejną mądrość. - Z tym grymasem nie jest Ci do twarzy. - Wtrąca, na moment odchodząc od tematu, który chciał poruszyć. - Rolą kobiety jest dbać o domowe ognisko, rodzić dzieci. Masz dużo swobody, Eden. Masz też ojca, który zawsze dba o Twoje interesy i przymyka oko na... ekscesy. - Zauważa. Sam zawsze miał pod tym względem dość konkretne poglądy, z którymi się nie krył. Nie widział takiej potrzeby. Niczego się nie wstydził. Nie uważał za niestosowne tego, co mówił. - Ale nie będziemy tracić na to czasu. Przejdźmy do szczegółów.