29.12.2023, 17:34 ✶
— Szczęściarz. Obawiam się, że twoi klienci nie byliby zadowoleni, gdybym ja w ten sposób folgował swojemu geniuszowi w pracy.
Nie żeby Peregrinus narzekał na ten stan rzeczy. Wprowadzając porządek w życie Dolohova, zaprowadził go również w swoim. Gdyby wciąż utrzymywał się z okazjonalnego wróżenia, a resztę czasu poświęcał studiom, zapewne sam wpadałby regularnie w podobne uniesienia i nocne przebłyski geniuszu, zapominając, jaki był dzień tygodnia. Choć niekiedy tęsknił za tamtym życiem, coraz mocniej doceniał porządek i przewidywalną strukturę dnia.
Intryga Annaleigh natomiast rzeczywiście stawiała Vasilija w skomplikowanej sytuacji, bez oczywistego wyjścia: takiego, które nie pozostawiłoby skazy na jego wizerunku. Trelawney’owi jednak nie podobała się myśl o tym, że Dolohov miałby tak po prostu się poddać i to zaakceptować. Zanim jeszcze zaczął dla niego pracować, naturalnie słyszał o Vakelu Dolohovie, czytał nawet jego książkę. W jego głowie wykreował się wówczas obraz człowieka stanowczego i bezkompromisowego. Kogoś, kto po tym, jak został ugodzony, oddawał ze zdwojoną siłą. Peregrinus nie mógł oczywiście zmusić mężczyzny do bycia takim, jakim go sobie wyobrażał; mimo to widok tak pozbawionego nadziei Vasilija był dla niego… po prostu mu nie pasował.
— Nie mam gotowego rozwiązania, przykro mi. Ale wierzę, że istnieje jakiś sposób, aby zakończyć to szaleństwo; nawet jeśli teraz tego nie widzimy. — Obawiał się, że być może urazi tym zuchwalstwem Vakela, lecz chodzenie wokół niego na palcach po ostatnich wydarzeniach zaczynało go coraz bardziej męczyć. Starał się nie poruszać niewygodnego tematu, a jeśli poruszać, to tak asekuracyjnie, żeby na pewno nie ściągnąć na siebie jego niezadowolenia. — Nie godzi się, żeby ta kobieta w nieskończoność prowadziła cię na smyczy. Wymyślimy coś, prędzej czy później. Masz moje wsparcie.
Gdyby usłyszał w tamtej chwili myśli Vakela, zapewne obruszyłby się takim brakiem wiary w swoją lojalność. Obruszyłby się tym bardziej, że sam nie był pewien, jaka byłaby w tej chwili jego decyzja. Choć nie szukał aktywnie zmiany, bo dobrze mu było z u Dolohova, to gdyby pojawiła się oferta…
Dolohov nie hamował co prawda jego rozwoju, ale Peregrinus był w tym układzie jedynie jego wsparciem, nie jednostką wytyczającą własną drogę. Choć dla dobra matki musiał wyrzec się swoich ambicji, to praca u innego wróżbity uczyniła ten układ niezbyt bolesnym. Lecz czy tego chciał do końca swoich dni? Podążać za Vakelem dzień i noc jak cień uwiązany do jego kostek?
A jednak choć brzmiało to jak zaprzeczenie wszystkiego, o czym marzył w młodości, to — co jego samego zaskakiwało — nie było mu tu źle. Znalazł na Horyzontalnej stabilizację, towarzystwo, radę eksperta w interesującej go dziedzinie i… przyjaciela? Peregrinus sprzed dziesięciu lat miotłaby się teraz w bezsilnej wściekłości na świat, ale obecnemu Peregrinusowi to odpowiadało. Nie znaczyło to jednak, że nie nęciła go wizja niezależności i zaangażowania się na powrót w to, co porzucił przed laty.
Do pokoju Peregrinus wrócił z pełnym dzbanem kawy — oboje spożywali ją w hurtowych ilościach — i tacą ze świeżym pieczywem, wyborem serów i past kanapkowych. Zrobił na biurku Dolohova miejsce na jedzenie i napełnił dwie filiżanki. Jedną zabrał dla siebie i rozsiadł się w fotelu dla gości Vakela.
— Listy mają jakiś związek z Annaleigh? — zadał dręczące go pytanie, wziąwszy łyk parującego naparu.
Nie żeby Peregrinus narzekał na ten stan rzeczy. Wprowadzając porządek w życie Dolohova, zaprowadził go również w swoim. Gdyby wciąż utrzymywał się z okazjonalnego wróżenia, a resztę czasu poświęcał studiom, zapewne sam wpadałby regularnie w podobne uniesienia i nocne przebłyski geniuszu, zapominając, jaki był dzień tygodnia. Choć niekiedy tęsknił za tamtym życiem, coraz mocniej doceniał porządek i przewidywalną strukturę dnia.
Intryga Annaleigh natomiast rzeczywiście stawiała Vasilija w skomplikowanej sytuacji, bez oczywistego wyjścia: takiego, które nie pozostawiłoby skazy na jego wizerunku. Trelawney’owi jednak nie podobała się myśl o tym, że Dolohov miałby tak po prostu się poddać i to zaakceptować. Zanim jeszcze zaczął dla niego pracować, naturalnie słyszał o Vakelu Dolohovie, czytał nawet jego książkę. W jego głowie wykreował się wówczas obraz człowieka stanowczego i bezkompromisowego. Kogoś, kto po tym, jak został ugodzony, oddawał ze zdwojoną siłą. Peregrinus nie mógł oczywiście zmusić mężczyzny do bycia takim, jakim go sobie wyobrażał; mimo to widok tak pozbawionego nadziei Vasilija był dla niego… po prostu mu nie pasował.
— Nie mam gotowego rozwiązania, przykro mi. Ale wierzę, że istnieje jakiś sposób, aby zakończyć to szaleństwo; nawet jeśli teraz tego nie widzimy. — Obawiał się, że być może urazi tym zuchwalstwem Vakela, lecz chodzenie wokół niego na palcach po ostatnich wydarzeniach zaczynało go coraz bardziej męczyć. Starał się nie poruszać niewygodnego tematu, a jeśli poruszać, to tak asekuracyjnie, żeby na pewno nie ściągnąć na siebie jego niezadowolenia. — Nie godzi się, żeby ta kobieta w nieskończoność prowadziła cię na smyczy. Wymyślimy coś, prędzej czy później. Masz moje wsparcie.
Gdyby usłyszał w tamtej chwili myśli Vakela, zapewne obruszyłby się takim brakiem wiary w swoją lojalność. Obruszyłby się tym bardziej, że sam nie był pewien, jaka byłaby w tej chwili jego decyzja. Choć nie szukał aktywnie zmiany, bo dobrze mu było z u Dolohova, to gdyby pojawiła się oferta…
Dolohov nie hamował co prawda jego rozwoju, ale Peregrinus był w tym układzie jedynie jego wsparciem, nie jednostką wytyczającą własną drogę. Choć dla dobra matki musiał wyrzec się swoich ambicji, to praca u innego wróżbity uczyniła ten układ niezbyt bolesnym. Lecz czy tego chciał do końca swoich dni? Podążać za Vakelem dzień i noc jak cień uwiązany do jego kostek?
A jednak choć brzmiało to jak zaprzeczenie wszystkiego, o czym marzył w młodości, to — co jego samego zaskakiwało — nie było mu tu źle. Znalazł na Horyzontalnej stabilizację, towarzystwo, radę eksperta w interesującej go dziedzinie i… przyjaciela? Peregrinus sprzed dziesięciu lat miotłaby się teraz w bezsilnej wściekłości na świat, ale obecnemu Peregrinusowi to odpowiadało. Nie znaczyło to jednak, że nie nęciła go wizja niezależności i zaangażowania się na powrót w to, co porzucił przed laty.
Do pokoju Peregrinus wrócił z pełnym dzbanem kawy — oboje spożywali ją w hurtowych ilościach — i tacą ze świeżym pieczywem, wyborem serów i past kanapkowych. Zrobił na biurku Dolohova miejsce na jedzenie i napełnił dwie filiżanki. Jedną zabrał dla siebie i rozsiadł się w fotelu dla gości Vakela.
— Listy mają jakiś związek z Annaleigh? — zadał dręczące go pytanie, wziąwszy łyk parującego naparu.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie