— Jak mógłbym zapomnieć, skoro na każdym kroku mi o tym przypominasz?
Roześmiał się pod nosem, kręcąc z niedowierzaniem głową. Doceniał te komplementy, nawet jeśli nie do końca w nie wierzył. W domu pełnym uzdrowicieli i aptekarzy nie łatwo było zapracować sobie na tytuł najlepszego w jakiejś dziedzinie. Zwłaszcza gdy zaledwie dwa-trzy pokolenia temu to spod rąk Lupinów wyszły pierwsze fiolki eliksiru tojadowego. Poprzeczka była postawiona wysoka, a pomimo tego, że Cameron miał talent do magii leczniczej, tak nie był pewny, czy podskoczy tak wysoko.
— B-bo zakładam, że s-sprawdziłabyś się w tym na tyle dobrze, że nie p-p-potrzebowałabyś faceta, który p-p-próbowałby ustawiać pewne rzeczy pod siebie? — Wyszczerzył zęby. Gdyby tylko poprosiła o wsparcie, to rzuciłby się jej na pomoc, jednak miał ogromną wiarę w to, że gdy Heather na czymś naprawdę zależało, to mogła przenosić góry. Jeśli prowadzenie własnego biznesu przerodziłoby się w pasję, to na pewno byłby to hit.
Prawdę mówiąc nie widział siebie w biznesie typowym dla reszty Woodów. Stronił od latania, na quidditchu znał się tyle co nic, a wszelkie ciekawostki znał z ust znajomych. Dostałby kręćka, gdyby miał aktywnie sprzedawać pasty do mioteł czy tłumacząc różnicę w trzonkach mioteł wieloosobowych. Mógłby za to zajmować się zapleczem, technikaliami i wysyłkami. To byłoby przynajmniej coś znajomego. Ruda wypadłaby dużo lepiej jako twarz rodowego biznesu i na pewno przyciągnęła masę klientów przez swój status.
— Dobre mikstury pobudzające? — Uniósł brwi, jakby to wszystko wyjaśniało.
Czasem trzeba było iść w życiu na ustępstwa, a gdy większość swojego dnia spędzało się w szpitalu, pracując z żywymi pacjentami, którzy wymagali fachowej opieki, nie można było sobie pozwolić na opieszałość. Chociaż Cameron cierpiał na bezsenność i brał eliksiry na receptę, tak zdarzało mu się sięgać po środki, które mogły o rozbudzić w trakcie wieczornych dyżurów. Wolał przypłacić ten staż własnym zdrowiem, niż ryzykować, że popełni błąd, przez który zostanie skreślony w oczach wyżej postawionych uzdrowicieli.
— Ale wywiad załatwimy następnym razem, okej? — upewnił się, poprawiając demimoza spoczywającego w jego rękach. — Na pewno zrobiliby nam zdjęcie między kęsami jedzenia. — Skrzywił się na samą myśl. Zrobiliby z nich jakichś obżartuchów... Dobrze, że przynajmniej po mugolskiej stronie Londynu mieli tę kapkę anonimowości i mogli w spokoju pałaszować kebaby z piwem nad rzeką. — No to uśmiech?
Przez następne parę minut ogrzewali się w świetle fleszy, starając się jak najlepiej wypaść przed aparatem. Wprawdzie festiwal z okazji Lithy był tak formalną imprezą jak bal charytatywny Longbottomów, jednak skoro Heather chciała dobrze wypaść... To Cameron robił co w jego mocy, aby jej w tym pomóc. W tym przypadku ograniczało się to do wyprostowania pleców, objęcia Rudej parę razy i pozowania z maskotką demimoza. Nie dał się zaciągnąć do reporterów na udzielenie wywiadów, ograniczając ewentualne pytania dziennikarzy do prostego „Świetnie się tutaj wszyscy bawimy, prawda?”. Po niedługim czasie para rozpłynęła się wśród tłumu, planując kontynuować imprezę w tylko sobie znanym miejscu.