29.12.2023, 22:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2023, 23:41 przez The Overseer.)
Nie mogłem wpłynąć na uczucia, które właśnie obciążały serce Aveliny, ale mogłem przynajmniej przez tę drobną chwilę ją wspierać, kiedy czuła się podle. Przytuliłem ją jeszcze raz do siebie, próbując odegnać chociaż częściowo ciemne chmury znad jej głowy, ale zapewne w najlepsze sobie tam trwały. Cóż, ta jej wizja może właśnie dotyczyła jej sercowej batalii? Musiała sama stoczyć tę bitwę, więc pożegnałem się z nią ciepło. Mogła na mnie liczyć, ale rozumiałem, że wolała być teraz sama. Na jej miejscu, gdybym wiedział i czuł to, co ona, zapewne byłoby ze mną zdecydowanie gorzej i też zdecydowanie nie chciałbym jakiegokolwiek towarzystwa. Chyba że Elki.
- Uważam, że byłaś najbardziej odpowiednią partnerką na spędzenie tego sabatu. Gdybym mógł jakoś pomóc, to wpadaj śmiało. Albo pisz... Miłego wieczoru - odparłem jeszcze z lekkim uśmiechem, chcąc ją w tym utwierdzić, żeby nie miała wyrzutów sumienia za spotkanie ze mną, zniszczenie mi humoru czy coś, a to wszystko jeszcze nim zdążyła zniknąć w sieci fiuu. Czułem lekki niedosyt w związku z tym spotkaniem, bo jednak chciałem by dobrze się tu bawiła, nieco odżyła, odetchnęła, ale wyszło jak wyszło, więc... Kto wie? Może z tego nieszczęścia miało się wykluć jakieś szczęście? Poza tym nie było czego żałować, bo co nieco dowiedzieliśmy się o sobie i nasza przyjaźń awansowała zdecydowanie na wyższy poziom. Przynajmniej po mojej stronie tak to widziałem.
Obróciłem się, rozglądając wokół. Zastanawiałem się, czy też się ewakuować za pomocą sieci fiuu, czy może jednak zaczepić kogoś z cyrku, a przy okazji skontrolować zachowanie owej osoby...? Jakby nie patrzeć, byłem Overseerem, więc... Rozejrzałem się ponownie, nieco zawiedziony, że żadnych znajomych twarzy w tłumie nie dostrzegam, ale smutek szybko zniknął z mojej twarzy, gdy jednak kogoś wypatrzyłem. Właściwie, to zauważyłem Flynna i Fiery we własnej osobie i to z niezadowolonymi minami, co było obrazem nad wyraz nietypowym. Czyżby nie tylko Avelina miała dziś kiepskie popołudnie...? Postanowiłem to sprawdzić, dopytać, zbadać. Przede wszystkim dowiedzieć się co nieco.
Sam osobiście, cóż, miałem się dobrze, więc w podskokach, niczym Królewna Śnieżka, podszedłem do nich, nieco spiesznym krokiem, by mi stamtąd nigdzie nie umknęli. Jednak niemałe tłumy były na tym sabacie, a każdy stąpał jak mu się żywnie podobało, więc chwilę mi zajęło nim stanąłem u ich boków, właściwie wciskając się zgrabnie pomiędzy nich. Nie byłem pewien, czy bardziej im zagram na nerwach swoją beztroską, czy wręcz przeciwnie. W razie czego byłem gotów w każdej chwili na gaszenie nadmiernej wściekłości.
- Co towarzystwo takie zmarnowane? - zapytałem The Edge’a i The Beast. Wyglądali, jakby wcale nie mieszkali w cyrku, tylko w krematorium. Miałem ochotę cmoknąć Flynna w policzek, ale powstrzymałem się ze względu na przebywanie w publicznym miejscu. Wśród swoich mogliśmy być sobą, ale wśród obcych - niekoniecznie. - Pomiędzy tłumami chodzi Szeptucha i szepcze, że powinniśmy się zwijać do cyrku. Na wartę. Na pieczonego prosiaka, hmm? - wyszedłem z rozkazo-sugestio-pokusą. Na szczęście nie musiałem nadmiernie negocjować, więc wszyscy skierowaliśmy się grzecznie do punktu transportowego i przenieśliśmy do Little Hangelton.
Wychodzę wraz z The Edge oraz The Beast
- Uważam, że byłaś najbardziej odpowiednią partnerką na spędzenie tego sabatu. Gdybym mógł jakoś pomóc, to wpadaj śmiało. Albo pisz... Miłego wieczoru - odparłem jeszcze z lekkim uśmiechem, chcąc ją w tym utwierdzić, żeby nie miała wyrzutów sumienia za spotkanie ze mną, zniszczenie mi humoru czy coś, a to wszystko jeszcze nim zdążyła zniknąć w sieci fiuu. Czułem lekki niedosyt w związku z tym spotkaniem, bo jednak chciałem by dobrze się tu bawiła, nieco odżyła, odetchnęła, ale wyszło jak wyszło, więc... Kto wie? Może z tego nieszczęścia miało się wykluć jakieś szczęście? Poza tym nie było czego żałować, bo co nieco dowiedzieliśmy się o sobie i nasza przyjaźń awansowała zdecydowanie na wyższy poziom. Przynajmniej po mojej stronie tak to widziałem.
Obróciłem się, rozglądając wokół. Zastanawiałem się, czy też się ewakuować za pomocą sieci fiuu, czy może jednak zaczepić kogoś z cyrku, a przy okazji skontrolować zachowanie owej osoby...? Jakby nie patrzeć, byłem Overseerem, więc... Rozejrzałem się ponownie, nieco zawiedziony, że żadnych znajomych twarzy w tłumie nie dostrzegam, ale smutek szybko zniknął z mojej twarzy, gdy jednak kogoś wypatrzyłem. Właściwie, to zauważyłem Flynna i Fiery we własnej osobie i to z niezadowolonymi minami, co było obrazem nad wyraz nietypowym. Czyżby nie tylko Avelina miała dziś kiepskie popołudnie...? Postanowiłem to sprawdzić, dopytać, zbadać. Przede wszystkim dowiedzieć się co nieco.
Sam osobiście, cóż, miałem się dobrze, więc w podskokach, niczym Królewna Śnieżka, podszedłem do nich, nieco spiesznym krokiem, by mi stamtąd nigdzie nie umknęli. Jednak niemałe tłumy były na tym sabacie, a każdy stąpał jak mu się żywnie podobało, więc chwilę mi zajęło nim stanąłem u ich boków, właściwie wciskając się zgrabnie pomiędzy nich. Nie byłem pewien, czy bardziej im zagram na nerwach swoją beztroską, czy wręcz przeciwnie. W razie czego byłem gotów w każdej chwili na gaszenie nadmiernej wściekłości.
- Co towarzystwo takie zmarnowane? - zapytałem The Edge’a i The Beast. Wyglądali, jakby wcale nie mieszkali w cyrku, tylko w krematorium. Miałem ochotę cmoknąć Flynna w policzek, ale powstrzymałem się ze względu na przebywanie w publicznym miejscu. Wśród swoich mogliśmy być sobą, ale wśród obcych - niekoniecznie. - Pomiędzy tłumami chodzi Szeptucha i szepcze, że powinniśmy się zwijać do cyrku. Na wartę. Na pieczonego prosiaka, hmm? - wyszedłem z rozkazo-sugestio-pokusą. Na szczęście nie musiałem nadmiernie negocjować, więc wszyscy skierowaliśmy się grzecznie do punktu transportowego i przenieśliśmy do Little Hangelton.
Wychodzę wraz z The Edge oraz The Beast
Postacie opuszczają sesję