Dagura zarazem cieszyło to, że tu na obczyźnie angielscy czarodzieje obchodzili sabaty, które nie różniły się tak bardzo od tych odbywających się w ich stronach. Biesiadowali jak równy z równym, oddawali cześć bogom, handlarze wystawiali swoje towary. Z tymi, którzy odrzucili tradycję, starał się utrzymywać kontakt. Głupotą było zaprzepaścić lata przyjaznych stosunków z całymi rodzinami przez odmienny stosunek do tradycji.
— Hełm z rogami? Ależ wymyślił, synu. Niewygodne to tam pół biedy. Taki hełm nie nadawałby się do noszenia podczas walki. Tego typu element osłabiłby tylko konstrukcję hełmu, a poza tym przeciwnik mógłby za nie chwycić. — Dagur roześmiał się wesoło na cały głos. Jak tylko przestał się śmiać to postanowił wygłosić swoją fachową opinię, którą mógł poszczycić się tak wykwalifikowany rzemieślnik jak on. Gdyby ktoś zgłosił się do niego ze zleceniem wykonania hełmu z rogami to sam Odyn mu świadkiem że odmówiłby wykonania tego rodzaju zamówienia. Powiada się że klient - nasz pan, płaci to wymaga, ale jego rolą jako mistrza rzemiosła jest wykonanie przedmiotu najwyżej jakości. To on powinien wiedzieć, co dla jego klienta jest dobre.
Dagur wychodził z założenia, że nadchodził taki czas kiedy ojciec z synem muszą zasiąść razem w salonie i porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną o kobietach. Jego zdaniem nadszedł taki właśnie moment. Tej jedynej nieraz szukało się przez całe życie, nie mając gwarancji takowej znalezienia. Kiedy znalazło się taką właśnie kobietę nie powinno się zwlekać. Nie chciał aby jego syn obudził się któregoś dnia, dowiadując się że Pandora została zaręczona z innym mężczyzną albo nawet wyszła za innego czarodzieja, którego wybrali dla niej rodzice. Z tego co się dowiedział to w czystokrwistych angielskich rodzinach aranżowanie małżeństw było powszechne. Dla niego status krwi nie miał znaczenia. Nie zamierzał zaaranżować żadnego małżeństwa dla swoich dzieci. Jedynie mógł je wspierać, licząc że osoba, którą pokochają, okaże się dla nich odpowiednia. Mógł też odprawić każdą osobą, która mu się nie spodoba. Zwłaszcza w przypadku jego kochanych córeczek.
— Czuć, że karczmarz zna się na swojej robocie. O wiele smaczniejsze. — Tym razem to on przyznał swojemu synowi rację co do piwa. Dagur uważał, że sprzedawane piwo w londyńskich pubach było rozwodnione, pozbawione smaku i charakteru. — A to, które ja warzę, nie jest smaczne? Uczyłem się od mistrza. — Postanowił podroczyć się z synem, bezbłędnie udając oburzenie. Gdyby nie wesołość w oczach i błąkający się mu na ustach radosny uśmiech to można było uznać, że oburzył się na poważnie. Upił raz jeszcze potężny łyk trunku ze swojego rogu, samemu ocierając usta wierzchem potężnej dłoni.
— Patrzymy, ale tylko dzisiaj możemy w płomieniach dojrzeć coś więcej, niż spalające się bryłki węgla. — O tym, że ten żart przypadł mu do gustu świadczyło, że znowu się roześmiał. Zdecydowanie powinni uczynić zadość tradycji.
— To co zobaczyłem w płomieniach utwierdziło mnie w przekonaniu, że naprawdę powinniśmy wyruszyć do naszej ojczyzny... i to może nawet wcześniej, niż pod koniec lata. — Zwrócił się do swojego pierworodnego. W buchających w górę płomieniach ujrzał ciągnięty przez dwa konie rydwan. Dokąd chciałby się udać? Na ojcowiznę i to z całą swoją rodziną. Nie zapytał Hjalmara o to, co on ujrzał w płomieniach. Jeśli będzie chciał mu powiedzieć to mu powie.
Niedługo potem odeszli od ognisk, kierując się dalej przed siebie. Górujący ponad tłumem świętujących Dagur dostrzegł stoiska cieszące się ogromną uwagą dorosłych i dzieci. Wskazał jedno z nich synowi, zachęcając go do tego aby podeszli bliżej i zobaczyli o co chodzi.— Potrzymaj mi piwo, synu. Spróbuję wygrać tę największą. Potem twoja kolej, Pandorze z pewnością spodoba się wybrana przez ciebie maskotka. — Powiedział do Hjalmara, wyciągając ku niemu swój róg. Zamierzał go odebrać po oddaniu trzech strzałów. — Jak mam strzelać z tej procy to musisz ją powiększyć. — Polecił właścicielowi stoiska, który sięgnął po swoją różdżkę i powiększył dla niego ten przedmiot oraz pociski. Dagur pewnie ją chwycił w lewą dłoń, nakładając uprzednio każdy z pocisków. Oddawał raz za razem trzy strzały. Jeśli uda mu się trafić w ruchomą tarczę to jak nic pojawi się w niej spore wgłębienie, o ile w ogóle nie spadnie. Przewyższał siłą większość ludzi.
Rzucam 3k100 na AF na strzelanie z procy
Akcja nieudana
Sukces!
Akcja nieudana