31.12.2023, 19:22 ✶
Hehe. Moja Persephonka od razu nabrała charakteru i pazurków, kiedy postanowiłem jej podokuczać. Właśnie tego oczekiwałem, więc się dumnie wyprostowałem z nią na swoim ramieniu. Trochę też grałem pewnego siebie, bo za Chiny Ludowe nie wiedziałem, w jaki sposób mogłem czynami wynagrodzić jej to, że mnie nie było, a na dodatek udowodnić, że już na zawsze przy niej zostanę, kiedy tak naprawdę nie zostanę, bo już niebawem zapowiadały mi się zmiany - trzy różne czy tam dwie, właściwie nie wiedziałem, w jakim systemie będę pracował, ale będę żółtodziobem z BUMu, więc zapewne miało mi to dostarczyć wielu mniej i bardziej ciekawych sytuacji. Jednocześnie nie mogłem się doczekać, a z tej drugiej strony to się zastanawiałem, co za zjebany pomysł miałem i dlaczego akurat ten postanowiłem zrealizować. Hehe, nie pierwszy i nie ostatni raz, a musiałem przyznać, że nie na każdym źle wychodziłem. Chociażby na tym porwaniu Persephonki to wyszedłem wybitnie genialnie. Żaden pisarz by nie wpadł na podobną historię, więc może kiedyś powinienem ją opisać...? Dawno nie tworzyłem żadnej książki, więc może czas był na rozpoczęcie kolejnych tortur?
Te jej pazury to jakieś seksowne diabelstwo było, ale chyba jednak wolałem by mi te plecy orała. Kiedy się wyszaleje, będzie łatwiejsza w obyciu - pomyślałem sobie, uśmiechając się ponownie złośliwie, czego na szczęście ani nie słyszała, ani nie widziała.
- Możesz mnie podrapać trochę niżej...? Tam mnie tak uciążliwie swędzi. Sięgniesz??? - zapytałem ją, ale tylko dla tego dokuczania, dla głupiego śmiechu, który mi zaraz rozbrzmiał w niebogłosy. W dupie miałem tych ludzi wokół. Na dobrą sprawę, to ja mogłem kogoś zaraz kopnąć całkowitym przypadkiem z obcasa Persephony, bo przecież taki dryblas i taka szamocząca się dziewoja, to wcale nie musiał być duet idealny, tylko jakiś kosmiczny chaos, co to zaraz tu więcej garnuszków całkowitymi przypadkami strąci niż przez umyślnie działanie. Szczególnie w tych, pożal się Matko, grach o pluszowe misiaki, gdzie to wszystko pic na wodę był, a te wygrane tak nierealne, że... Ale zresztą ta nagroda wołała o pomstę do nieba.
Ale, halo, już prawie łapałem kiełbasę między zęby swoją wyobraźnią, a mnie tu Persephonka kierowała w inne odmęty imprezy. JEDNAKŻE ja grzeczny chłopak byłem, więc obróciłem się gwałtownie, niestety albo stety nikogo nie zwalając z nóg swoim urokiem osobistym ani butem Persephony. Po prostu miałem w sobie wciąż za dużo ogłady, za dużo analitycznych myśli i tę talię... Och, miałem taką postawę, że nie jedna primadonna by depresji dostała, tak sądzę.
- Ale jak w ogniskach zobaczę wilka złego, to mnie tulisz do snu - zawyrokowałem, robiąc drobny skok - przy tym też nieprzyjemnie majtając Persephonką, ale na pewno to lubiła, kiedy jej się mdło robiło - przez jakiś drewniany stołek i odstawiłem ją tuż przed samym ogniskiem. Kawałek dalej, a skończyłaby jak jeden z tych drew, co to się wesoło paliły. Ująłem ją za dłoń i, cóż, spojrzałem w swą przyszłość.
!płomienie
Te jej pazury to jakieś seksowne diabelstwo było, ale chyba jednak wolałem by mi te plecy orała. Kiedy się wyszaleje, będzie łatwiejsza w obyciu - pomyślałem sobie, uśmiechając się ponownie złośliwie, czego na szczęście ani nie słyszała, ani nie widziała.
- Możesz mnie podrapać trochę niżej...? Tam mnie tak uciążliwie swędzi. Sięgniesz??? - zapytałem ją, ale tylko dla tego dokuczania, dla głupiego śmiechu, który mi zaraz rozbrzmiał w niebogłosy. W dupie miałem tych ludzi wokół. Na dobrą sprawę, to ja mogłem kogoś zaraz kopnąć całkowitym przypadkiem z obcasa Persephony, bo przecież taki dryblas i taka szamocząca się dziewoja, to wcale nie musiał być duet idealny, tylko jakiś kosmiczny chaos, co to zaraz tu więcej garnuszków całkowitymi przypadkami strąci niż przez umyślnie działanie. Szczególnie w tych, pożal się Matko, grach o pluszowe misiaki, gdzie to wszystko pic na wodę był, a te wygrane tak nierealne, że... Ale zresztą ta nagroda wołała o pomstę do nieba.
Ale, halo, już prawie łapałem kiełbasę między zęby swoją wyobraźnią, a mnie tu Persephonka kierowała w inne odmęty imprezy. JEDNAKŻE ja grzeczny chłopak byłem, więc obróciłem się gwałtownie, niestety albo stety nikogo nie zwalając z nóg swoim urokiem osobistym ani butem Persephony. Po prostu miałem w sobie wciąż za dużo ogłady, za dużo analitycznych myśli i tę talię... Och, miałem taką postawę, że nie jedna primadonna by depresji dostała, tak sądzę.
- Ale jak w ogniskach zobaczę wilka złego, to mnie tulisz do snu - zawyrokowałem, robiąc drobny skok - przy tym też nieprzyjemnie majtając Persephonką, ale na pewno to lubiła, kiedy jej się mdło robiło - przez jakiś drewniany stołek i odstawiłem ją tuż przed samym ogniskiem. Kawałek dalej, a skończyłaby jak jeden z tych drew, co to się wesoło paliły. Ująłem ją za dłoń i, cóż, spojrzałem w swą przyszłość.
!płomienie