01.01.2024, 01:40 ✶
Huhuhu! Czyżby Vinnie zawrócił w głowie tej oto pannie i sobie wyjechał bezdusznie daleko, zostawiając ją tu samą...? Koniecznie musiałem napisać mu listowne reprymendy, żeby ogarnął swoją dupę i pasję, bo naprawdę świetna laska z niej była. Może nie w moim typie, ale niemalże równie szalona i tłukła rzeczy, nawet więcej niż ja, więc mógłbym na nią zwalać wszystkie potłuczone przeze mnie naczynia w domu rodzinnym, a tak miałem sam osobiście być tym szaleńcem, co to miejsca wiecznie nie mógł sobie znaleźć, a jednocześnie odnajdował ich niezliczone chmary.
Ale nie powiedziałem nic o tym Vinnie, bo nie chciałem sobie pogarszać znajomości z Szefową. Niech se będzie, gdzie tam był. Ja tu byłem i zamierzałem pracować jak diabli. Albo wylegiwać się za kontuarem. Na pewno miał tam wygodne, drewniane półeczki.
- Powiem ci... Noro, że nie będę zabierał ci podium w tłuczeniu talerzy. Pozostawię ci go z lekkim sercem, ale drinka... zrobię z alkoholem, ale słabego. Nie ma czegoś takiego jak drink bezalkoholowy. To wtedy jest kompot - uparłem się, a co! Niech wie, jakiego ma barmana. Czasami robiłem drinki z wodą zamiast alkoholu mocnego, ale to tylko tym najbardziej nachlanym delikwentom, żeby trochę ich wytrzeźwieć, a też trochę zaoszczędzić. Jednak sporo pieniędzy zostawało w kieszeni, a ja miałem nos do biznesów. Ogólnie miałem nos do wielu rzeczy... na przykład do kociej konkurencji. Choć do tej, to ja ewidentnie miałem czystego pecha. Ale może nie miało być tak źle...?
- O, i tak sobie myślę, że kto wie, ale może nawet miałem okazję poznać te wasze kociaki - zaśmiałem się z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. - Pokażę ci coś, ale to zanim ci zrobię tego drinka, tylko się nie przeraź, bo to nic strasznego, po prostu jestem indywiduum takim, hehe. Aby nie wiem, co powiedzą na to twoje koty. Albo się polubimy, albo wręcz przeciwnie - śmiałem się w najlepsze, choć Norka to jeszcze nie wiedziała, co pod tą moją bujną czupryną się skrywało. Sięgnąłem po różdżkę do kieszeni i machnąłem odpowiednie zaklęcie, aby przemienić się w rudego kocura. Zniknąłem za barem, siedząc sobie na krześle, więc zaraz skoczyłem spranie na bar i przeciągnąłem się dumnie, jak gdybym chciał pokazać całemu światu, jaką to miałem cudowną, złocistą sierść. Pani Norko Figg, może mnie pani swobodnie wielbić. Do usług.
Ale nie powiedziałem nic o tym Vinnie, bo nie chciałem sobie pogarszać znajomości z Szefową. Niech se będzie, gdzie tam był. Ja tu byłem i zamierzałem pracować jak diabli. Albo wylegiwać się za kontuarem. Na pewno miał tam wygodne, drewniane półeczki.
- Powiem ci... Noro, że nie będę zabierał ci podium w tłuczeniu talerzy. Pozostawię ci go z lekkim sercem, ale drinka... zrobię z alkoholem, ale słabego. Nie ma czegoś takiego jak drink bezalkoholowy. To wtedy jest kompot - uparłem się, a co! Niech wie, jakiego ma barmana. Czasami robiłem drinki z wodą zamiast alkoholu mocnego, ale to tylko tym najbardziej nachlanym delikwentom, żeby trochę ich wytrzeźwieć, a też trochę zaoszczędzić. Jednak sporo pieniędzy zostawało w kieszeni, a ja miałem nos do biznesów. Ogólnie miałem nos do wielu rzeczy... na przykład do kociej konkurencji. Choć do tej, to ja ewidentnie miałem czystego pecha. Ale może nie miało być tak źle...?
- O, i tak sobie myślę, że kto wie, ale może nawet miałem okazję poznać te wasze kociaki - zaśmiałem się z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. - Pokażę ci coś, ale to zanim ci zrobię tego drinka, tylko się nie przeraź, bo to nic strasznego, po prostu jestem indywiduum takim, hehe. Aby nie wiem, co powiedzą na to twoje koty. Albo się polubimy, albo wręcz przeciwnie - śmiałem się w najlepsze, choć Norka to jeszcze nie wiedziała, co pod tą moją bujną czupryną się skrywało. Sięgnąłem po różdżkę do kieszeni i machnąłem odpowiednie zaklęcie, aby przemienić się w rudego kocura. Zniknąłem za barem, siedząc sobie na krześle, więc zaraz skoczyłem spranie na bar i przeciągnąłem się dumnie, jak gdybym chciał pokazać całemu światu, jaką to miałem cudowną, złocistą sierść. Pani Norko Figg, może mnie pani swobodnie wielbić. Do usług.