Od jakiegoś czasu był spokój z dziwnymi wspomnieniami. To dobrze. Saurielowi wydawało się, że to jakaś droga ku lepszemu, albo przynajmniej, no właśnie - spokój. Albo nie mówiła mu o tych wspomnieniach, bo się za bardzo martwiła tym, co się z nim dzieje - taką możliwość też brał pod uwagę. Nie było jednak o tym mowy, tak jak temat Zimnych jakoś został odsunięty. Bo przecież nic wielkiego się nie działo. To tylko niedogodności, drobne, tylko zmiana ciepła skóry, pomieszanie energii ze swoim przodkiem - wielkie mi rzeczy. Wampiry były pierwsze nie z tego świata, Ameryki nie odkryli! A jednak nic nie było do końca takie, jak być powinno. Ten pozornie błogosławiony spokój miał być okupiony czymś zupełnie koszmarnym. Czymś, co się zbliżało, a czego Sauriel nie przeczuwał. Nie widział tego w żadnym ze swoich snów, jakie prowadził na jawie. Bo kiedy zamykał oczy - żaden sen nie pojawiał się w jego głowie.
- Grubsza sprawa. Ze srającym animagiem do doniczek. - Okej, to już brzmiało zupełnie absurdalnie. Ci z Nokturna też mieli sporo opowieści do przekazania i bywały równie mocne, ale to był dla niego jeden z hitów. Chyba miał się okazać jeszcze większym. Równie idiotyczne co PAN ZAGADKA. Jak ludziom o tym poważnie mówić? I jeszcze weź kogokolwiek przekonaj, że to naprawdę istotna sprawa, że typ jest niebezpieczny. Wyobrażał sobie więc, jakie zamieszania sprowadzała na nich ta zabawna sprawa. Już chciał kontynuować, choć nie ten temat - temat trucizn. Ale zrozumiał. To pokręcenie głową i uśmiech. Zrozumiał. Czasami lepiej się zamknąć, a cisza potrafiła być platyną ponad złotem. Nie musieli o tym rozmawiać, bo pewne rzeczy były zwyczajnie oczywiste i nie wymagały dopowiedzenia. Nie z jej pracą. Nie z jej wyobraźnią. Więc pominął to. Przeskoczył gładko do dalszego ciągu wydarzeń, jakim było wieszanie obrazu.
- Typ jest pojebany, w ogóle to ma chyba jakiegoś brata bliźniaka czy chuj wie co... myślałem, że go zajebałem, a on dalej biega jak pojebany. Jest ich dwóch, czy ma naśladowce... kurwa prześladowce jebanego. - Mógł pominąć, że było ich w sumie TRZECH, jeśli wliczyć tą samą osobę, która była odpowiedzialna za przedstawienie mu rośliny-pisanki. - Robi oba. Kurwa, ale wierszykami sypie durnymi. Odjechane. Nawet jakbym chciał to nie powtórzę. Zresztą nie to, żebym z nim gadał. Więc... tak. - Jakoś tak było lepiej. On czuł się trochę lepiej. To chyba zasługa tego aparatu. Tego, że Victoria dała mu zajęcie. Kreatywne zajęcie.
Zszedł z tej drabiny chcąc udawać zirytowanego, ale w sumie to wcale wkurwiony nie był. Nie wiedział, ile ten stan uspokojenia potrwa, ale jak na razie ciężej było go wytrącić z równowagi niż zazwyczaj.
- Cho. Sama sobie poprawisz. - Kucnął i obrócił się do niej plecami, żeby wskoczyła mu na barana.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.