03.01.2024, 14:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2024, 14:29 przez Vakel Dolohov.)
Uściśnięta przez Dolohova ręka Morpheusa, była jedną z wielu, a on sam o Longbottomie słyszał niewiele. Nie dało się go ignorować przez pięć lat życia w jednej szkole, ale nie ulegało wątpliwości, że z ich dwójki tą osobą zapadającą w pamięć nie był on, ale Dolohov właśnie. I kiedy tak się nad nim pochylił, żeby uścisnąć mu tę dłoń, a później wrócił do bardzo żywej rozmowy o teorii wykraczającej poza program wróżbiarstwa, Morpheus mógł zauważyć, w jaki sposób ten gagatek owinął sobie panią prefekt wokół palca. To nie był łatwy przepis. Chłopak nie należał do tych z kategorii szczególnie urodziwych. Nazwisko miał rosyjskie - pierwsza myśl: może czarował egzotyką zza żelaznej kurtyny, ale brzmiał i wyglądał jak anglik. Niby wysoki, zadbany, a jednak zabrakło mu twarzy z katalogu - miał w sobie tylko taki młodzieńczy, chłopięcy urok, co z komicznie opadającą na oko grzywką i bardzo dużą dozą delikatności w budowie ciała i urodzie, tworzyłoby pewnie obraz zniewieściałego młodzieńca, o którego zamartwia się babcia, a dziadek wykupuje mu karnet na boisko, żeby nabrał masy i stał się wreszcie prawdziwym mężczyzną. Mało atrakcyjne dla żeńskiej części szkolnej społeczności, nawet jeżeli przyciągało uwagę, ale...
No właśnie - ale. Vakel Dolohov wszystkie te wady, mankamenty, niedociągnięcia, jakie się składały na jego obraz, szybko rozmazywał niesamowicie silnym, ekstrawertycznym charakterem. Miał takie żywe, radosne, błyszczące oczy i spoglądał nimi na świat, jakby ci takim głupim uściskiem dłoni na powitanie próbował rzucić najcięższe z możliwych, życiowych wyzwań. Ale wcale nie musiałeś się przy nim męczyć. Prowadził w rozmowie tak, jak dobry tancerz prowadził cię w tańcu. W jaki sposób to robił? Część osób postawiłoby na obszerną wiedzę o świecie, inni na talent wrodzony - charyzmę wyssaną z mlekiem matki, ale ktoś tak spostrzegawczy jak Longbottom mógł znaleźć odpowiedź w tym, jak Dolohov wodzi spojrzeniem po rozmówcy. On wszystko widział. Czytał z ludzi jak z otwartych książek, zachowywał się czasami, jakby przejrzał ich następny, lub wymarzony ruch i wychodził z jakąś propozycją, zanim otworzyło się usta. Jego siłę dało się opisać w trzech aspektach. W wyostrzonej percepcji niewątpliwie wzbogaconej siłą trzeciego oka, o którym tak szeroko się o nim mówiło. Przy drugim można było się zawahać - albo spryt, albo intuicja, bo potrafił swój dar wykorzystać w niebanalny sposób. Trzeci - kreatywność, a może bardziej twórczość, rozumiana jako cecha charakteru. On tym swoim uśmiechem, bez problemu tkanymi słowami, gestem delikatnej dłoni, tworzył personę, taki wyidealizowany obraz człowieka, któremu możesz zdradzić wszystkie swoje sekrety, bo on i tak wyczytał już wszystkie w gwiazdach, a być może odnajdzie w nich również remedium na dręczące cię problemy.
To byłby idealny dzień nowego króla szkoły, ale nie wyszła mu jedna, niby mikroskopijna rzecz. Non stop, podczas wspólnej podróży, spoglądał w kierunku Morpheusa. Kiedy się na tym przyłapywał, szybko powracał wzrokiem do pani prefekt, ale w końcu nie wytrzymał i zawiesił na nim spojrzenie na tak długo, że wreszcie wszyscy znajdujący się w przedziale siedzieli odwróceni kolanami w jego kierunku i słuchali, cóż takiego niesamowitego stało się w te wakacje.
To nie było ani trochę ciekawe. Wszyscy wróciliby pewnie do swoich spraw, ale aktualna gwiazda socjometryczna uśmiechnęła się szerzej.
- To twoje rodzeństwo? - Zapytał, nie trafiając kompletnie. Nie wodził spojrzeniem po twarzy Longbottoma, nie analizował go wcale. Wzrok mysich oczu wlepiony był konkretnie w jego oczy, tylko i wyłącznie. Siedząca obok niego pani prefekt udawała, że tak, to było totalnie to, o czym chciała teraz rozmawiać. Teraz kiedy stykała się udem z Vakelem Dolohovem.
No właśnie - ale. Vakel Dolohov wszystkie te wady, mankamenty, niedociągnięcia, jakie się składały na jego obraz, szybko rozmazywał niesamowicie silnym, ekstrawertycznym charakterem. Miał takie żywe, radosne, błyszczące oczy i spoglądał nimi na świat, jakby ci takim głupim uściskiem dłoni na powitanie próbował rzucić najcięższe z możliwych, życiowych wyzwań. Ale wcale nie musiałeś się przy nim męczyć. Prowadził w rozmowie tak, jak dobry tancerz prowadził cię w tańcu. W jaki sposób to robił? Część osób postawiłoby na obszerną wiedzę o świecie, inni na talent wrodzony - charyzmę wyssaną z mlekiem matki, ale ktoś tak spostrzegawczy jak Longbottom mógł znaleźć odpowiedź w tym, jak Dolohov wodzi spojrzeniem po rozmówcy. On wszystko widział. Czytał z ludzi jak z otwartych książek, zachowywał się czasami, jakby przejrzał ich następny, lub wymarzony ruch i wychodził z jakąś propozycją, zanim otworzyło się usta. Jego siłę dało się opisać w trzech aspektach. W wyostrzonej percepcji niewątpliwie wzbogaconej siłą trzeciego oka, o którym tak szeroko się o nim mówiło. Przy drugim można było się zawahać - albo spryt, albo intuicja, bo potrafił swój dar wykorzystać w niebanalny sposób. Trzeci - kreatywność, a może bardziej twórczość, rozumiana jako cecha charakteru. On tym swoim uśmiechem, bez problemu tkanymi słowami, gestem delikatnej dłoni, tworzył personę, taki wyidealizowany obraz człowieka, któremu możesz zdradzić wszystkie swoje sekrety, bo on i tak wyczytał już wszystkie w gwiazdach, a być może odnajdzie w nich również remedium na dręczące cię problemy.
To byłby idealny dzień nowego króla szkoły, ale nie wyszła mu jedna, niby mikroskopijna rzecz. Non stop, podczas wspólnej podróży, spoglądał w kierunku Morpheusa. Kiedy się na tym przyłapywał, szybko powracał wzrokiem do pani prefekt, ale w końcu nie wytrzymał i zawiesił na nim spojrzenie na tak długo, że wreszcie wszyscy znajdujący się w przedziale siedzieli odwróceni kolanami w jego kierunku i słuchali, cóż takiego niesamowitego stało się w te wakacje.
To nie było ani trochę ciekawe. Wszyscy wróciliby pewnie do swoich spraw, ale aktualna gwiazda socjometryczna uśmiechnęła się szerzej.
- To twoje rodzeństwo? - Zapytał, nie trafiając kompletnie. Nie wodził spojrzeniem po twarzy Longbottoma, nie analizował go wcale. Wzrok mysich oczu wlepiony był konkretnie w jego oczy, tylko i wyłącznie. Siedząca obok niego pani prefekt udawała, że tak, to było totalnie to, o czym chciała teraz rozmawiać. Teraz kiedy stykała się udem z Vakelem Dolohovem.
with all due respect, which is none