22.11.2022, 03:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2022, 03:36 przez Alastor Moody.)
Przepowiednie przepowiedniami, ale Depertament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie mógł pozwolić sobie na to, aby tak wielkie zgromadzenie pozbawione było obecności służb bezpieczeństwa. I chociaż w poprzednich latach można było pozwolić sobie na obecność na sabacie samej Brygady, to odkąd Śmierciożercy zasiali w ludziach ziarno strachu, Harper była zdecydowana w postanowieniu, że przynajmniej jeden mundurowy z Biura Aurorów powinien się na Ostarze pojawić. Moody nie do końca się z nią zgadzał. Owszem - docierała do niego koncepcja tego, że obecność doświadczonego Aurora budowała jakieś poczucie spokoju wśród zgromadzonych - był on przecież niejako symbolem gotowości na wzięcie ciężaru ewentualnej potyczki z Naśladowcami „Czarnego Pana” na swoje barki... Alastor miał jednak wrażenie, że kiedy tak stał razem z Ashling i przyglądał się odpoczywającym w słońcu czarodziejom, jego obecność nie była tu do końca mile widziana. Nie przez bycie przeciwnym działaniom Ministerstwa. Po prostu srebrne zdobienia na jego mundurze przypominały wszystkim, dlaczego w ogóle Moody tu jest.
Bo jest potrzebny.
Bo jest niebezpiecznie.
Nie doczekał się więc szczególnie szerokiej gamy skierowanej do siebie uśmiechów - napotkani ludzie zdawali się raczej uciekać od niego spojrzeniem, jakby nie chcieli dopuścić do świadomości potrzeby tego, aby w wiarę bogów musieli mieszać się ci, których szkolono do ścigania czarnoksiężników. Koszula uwierała go jakoś bardziej niż zwykle. Czarna narzuta sprawiała, że się niemożebnie pocił (bo na pewno nie robił tego przez to, że go ta sytuacja zwyczajnie denerwowała). Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, jak wiele bodźców docierało do niego zewsząd. Moody, nawet jeżeli powoli osiągał obsesję na punkcie zachowywania czujności, wciąż pozostawał jedynie człowiekiem. Przyciągały go kolory, pachnące potrawy, taniec, zabawa, przypadkowe rozmowy o osiągnięciu eutierry, której sam nigdy nie doświadczył. Jednocześnie był tu na służbie. Udanie się w podróż w poszukiwaniu czekoladowych jajek było najgorszym, co mógł postanowić, a mimo tego - koncepcja przejścia się po kniei nie opuszczała jego myśli od dobrych kilku minut.
- Kram z wilami - rzucił nagle, upuszczając jedzone jabłko i chwytając za różdżkę o wiele szybciej niż powinien. Brodaty, podejrzany mężczyzna, który dziwacznie sięgał do swojej kieszeni, ostatecznie wyciągnął z niej portmonetkę. - Nieważne. - Odrobinę zażenowany schylił się po ten nieszczęsny owoc i otrzepał go z piachu. - Jest teraz pewnie w popiele po tych, którym nie udało się w ostatnią Lithę przeskoczyć nad ogniskiem. Chcesz gryza?
Odwrócił się w stronę Ashling i przyjrzał jej uważnie, chcąc odczytać z jej wyrazu twarzy to, jak zapatruje się na stanie tu przez następnych kilka godzin.
@Ashling Greyback
Bo jest potrzebny.
Bo jest niebezpiecznie.
Nie doczekał się więc szczególnie szerokiej gamy skierowanej do siebie uśmiechów - napotkani ludzie zdawali się raczej uciekać od niego spojrzeniem, jakby nie chcieli dopuścić do świadomości potrzeby tego, aby w wiarę bogów musieli mieszać się ci, których szkolono do ścigania czarnoksiężników. Koszula uwierała go jakoś bardziej niż zwykle. Czarna narzuta sprawiała, że się niemożebnie pocił (bo na pewno nie robił tego przez to, że go ta sytuacja zwyczajnie denerwowała). Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, jak wiele bodźców docierało do niego zewsząd. Moody, nawet jeżeli powoli osiągał obsesję na punkcie zachowywania czujności, wciąż pozostawał jedynie człowiekiem. Przyciągały go kolory, pachnące potrawy, taniec, zabawa, przypadkowe rozmowy o osiągnięciu eutierry, której sam nigdy nie doświadczył. Jednocześnie był tu na służbie. Udanie się w podróż w poszukiwaniu czekoladowych jajek było najgorszym, co mógł postanowić, a mimo tego - koncepcja przejścia się po kniei nie opuszczała jego myśli od dobrych kilku minut.
- Kram z wilami - rzucił nagle, upuszczając jedzone jabłko i chwytając za różdżkę o wiele szybciej niż powinien. Brodaty, podejrzany mężczyzna, który dziwacznie sięgał do swojej kieszeni, ostatecznie wyciągnął z niej portmonetkę. - Nieważne. - Odrobinę zażenowany schylił się po ten nieszczęsny owoc i otrzepał go z piachu. - Jest teraz pewnie w popiele po tych, którym nie udało się w ostatnią Lithę przeskoczyć nad ogniskiem. Chcesz gryza?
Odwrócił się w stronę Ashling i przyjrzał jej uważnie, chcąc odczytać z jej wyrazu twarzy to, jak zapatruje się na stanie tu przez następnych kilka godzin.
@Ashling Greyback
fear is the mind-killer.