— Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś ostatnią osobą mogącą wydawać mi polecenia? Przyszedłem po wyjaśnienia, po usłyszeniu których zdecyduję czy wyciągnę konsekwencje z twojej... impertynencji. — Trwająca od wielu lat ich znajomość o specyficznym charakterze, niebędąca przyjaźnią, nie pozwoliła mu na wykrzesanie z siebie dozy pobłażliwości nawet względem Roberta. Postanowił usiąść tak aby móc wysłuchać tych wyjaśnień, które pozwolą mu zdecydować jak ma postąpić z Robertem. To musiało być naprawdę coś istotnego, aby wpłynąć na niego w takim stopniu, aby nie sięgnął po czarną magię z zamiarem użycia jej wobec Roberta.
— Skomplikowały mówisz. Miałeś przejść do konkretów. — Stwierdził z nieukrywanym powątpiewaniem. Wypowiedziane przez Roberta słowa w tym momencie pozostawały pozbawionymi konkretów frazesami. Chester najbardziej nie lubił owijania w bawełnę. Obserwował sięgającego do jednej z szuflad biurka, jednocześnie słuchając tego co ma do powiedzenia. — W takim razie nie potrafiłeś zapanować nad własną żoną. Natomiast jeśli chodzi o mojego syna... zdyscyplinowaniem go zajmę się niezwłocznie po powrocie do posiadłości. — Chester doskonale wiedział, że w przypadku kobiet nie należało polegać wyłącznie na magii, jeśli chciało zabezpieczyć się swoje prywatne sprawy albo prowadziło się podwójne życie jako ktoś, kogo współcześni czarodzieje postrzegali jako terrorystów. Wyciągnął dłoń po spoczywający na biurku list. Postanowił go przeczytać, tym samym mogąc potwierdzić jego autentyczność - rozpoznał charakterystyczne pismo swojego pierworodnego. Nie zwrócił tego listu Mulciberowi - nie pytając gospodarza o pozwolenie postanowił schować go do wewnętrznej kieszeni marynarki.
— Poza nieostrożnością mojego syna to chcesz mi powiedzieć, że twoje problemy małżeńskie, twój brak czasu i twoje inne sprawy mogły wywołać katastrofalne szkody? Zgadzam się co do tego, że nie można było pozwolić aby pozostała na wolności. Czemu mnie w to nie wtajemniczyłeś i dowiaduję się o wszystkim po fakcie, zwłaszcza że to dotyczy mojej rodziny? Czy zabiłeś swoją żonę? — Po raz kolejny zamierzał postawić sprawę jasno, bez wybielania swojej rodziny nawet jak ta pozostawała dla niego bardzo istotna. Dostrzegał powagę sytuacji i słuszność działań Roberta, jednak powinien zostać w to zaangażowany od samego początku. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości.
W pierwszej chwili chciał uczynić zadość tradycji i sięgnąć po szklankę z whisky, jednak przez wzgląd na obecną sytuację po raz pierwszy postanowił się od tego powstrzymać. Może później będzie bardziej skłonny ku temu.