- Stracił przytomność, a potem nie wiem... Słuchaj, przypomniało mi się o jeszcze jednej takiej sprawie... - Jebać tamtego gościa, który przypierdolił w ścianę. Co najwyżej z ciekawości popyta, czy typ nadal się uważa za buchorożca, czy jednak - wziął i zdechł. Nie interesował go los tego człowieka. Tak samo zresztą tego pojeba srającego do doniczek, ale już sama historia była miodna. Zgadza się - idealna do towarzystwa. - Wyobraź sobie, że mieliśmy pojebaną historię raz. - Uśmiechnął się teraz niemal triumfalnie, opierając ręce na biodrach. - Jeden gość miał romans z dziwką. Wredna baba w chuj, ale typ nie widział tego, za dobrze mu chuja obciągała. - Machnął lekko ręką na znak, że to nie jest najbardziej istotna część tej historii. - W końcu miał jej dość i chciał jej zostawić. Ale co, babie było dobrze. Nie chciała od niego odejść, zaczęła odpierdalać szajs. Ale jej hitem było, jak, uwaga, nasrała mu na łóżko. Kurwa, do dzisiaj pamiętam jej imię. Amber. - Wyszczerzył swoje kły w uśmiechu, prychając śmiechem. Trochę wulgarna opowieść. Trochę. Ale ten cały zabawny klimat żartów wziął i jebnął na łeb i szyję.
- To wystarczy, że pojedziesz do Ameryki czy Skandynawii i tam się tobą odpowiednio zajmą. - Machnął lekko ręką z irytacją. Nie chciał słyszeć o żadnym umieraniu z jej strony. A tym bardziej, kiedy to było niepewne. Bo energia się wyczerpuje? No... tak, wiedział, jak to działa. Rozumiał zasadę wymiany energii i to, jak funkcjonują wampiry. Żywe trupy kradnące energię przetaczaną przez żyły. Energia, która uzupełniała się magicznie sama brzmiała... nierealnie. - Ktoś może ci zawsze przekazać swoją energię. - To w końcu też była odpowiedź, tak w razie czego. Dopóki czegoś nie wymyślą. - Okej, poleganie na Ministerstwie nie jest w moim stylu. - Wystawił teraz rękę przed siebie w takim znaku 'stop, przemyślmy to'. To on musiał to przemyśleć, zaatakowany informacją, jaką został nakarmiony. - Ale założę się, że jakieś mózgi Niewymowne siedzą i nad tym dumają. - Byle tylko coś wydumali w odpowiednim czasie. Albo nie dumali. Może naprawdę mieli to w piździe i Zimni byli zdani sami na siebie.
- Za co ty mnie przepraszasz? - Proszę bardzo. I się wkurwił. - Jak: mnie skrzywdziłaś? Co ty pierdolisz? - Wyglądała teraz żałośnie, jak cień samej siebie. Struchlała, wystraszona. Zlękniona w obliczu śmierci. - Nie będzie żadnego umierania, przestań. - Kurwa... Jebaćjebaćjebać... Podszedł do niej i ją przytulił. - Nie daj się nastraszyć, zobaczysz, że nic się nie stanie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.