Szkocja. Odrobine zdziwiło go pytanie, dotyczące tej części kraju, ale nie dał tego po sobie poznać. Dopiero po krótkiej chwili przypomniał sobie, że przecież dokładnie taka wersja została pierwotnie przedstawiona Selar przez Henriette. Może jednak służąca ich rodzinie skrzatka nie była tak głupia, jak to uznawał do tej pory? Z pewnością takie przedstawienie spraw było lepszym rozwiązaniem niż poinformowanie Margaret o tym, że ojciec ruszył na poszukiwania własnej małżonki. O pewnych rzeczach córka nie powinna była wiedzieć. Nie było to jej do niczego potrzebne.
Nie śpieszył się z udzieleniem odpowiedzi. O ile wspomniane faszerowane pomidory były wciąż zbyt ciepłe dla Margaret, sam Robert nie widział w tym większego problemu. Nałożył sobie odpowiednią porcje. Napełnił też szklankę, przelewając sok ze stojącego nieopodal dzbanka. Dawało mu to kilka dodatkowych chwil, potrzebnych do tego, aby wszystko odpowiednio poukładać sobie w głowie.
- Nie można tego przyrównać do irlandzkiego Ring of Kerry. - jeśli nie jesteś w stanie udzielić odpowiedzi na dane pytanie, postaraj się to jakoś sensownie obejść. Owszem. Robert w Szkocji bywał, ale ostatni raz obecny był w tym miejscu... dobry kawał czasu temu. Raczej nie byłby w stanie przedstawić teraz w wiarygodny sposób swoich wspólnych wakacji z Henriettą. Zwłaszcza, że takowe w rzeczywistości nie miały miejsca. - Szkocja jest oczywiście urokliwa, ale hrabstwo Kerry zawsze będzie miało u mnie pierwszeństwo, z czym niekoniecznie zgadza się Henrietta. - na ile był w stanie, na tyle sprawnie pociągnął całą wypowiedź w stronę kolejnego pytania. Dotyczącego Henrietty oraz jej wrażeń z podróży. Nie miał wątpliwości, że tą konkretną wycieczkę kobieta powinna zapamiętać na długo. O ile tylko ostatecznie pozwolą jej na zachowanie tych wspomnień. Ich choćby niewielkiej części. - Zapewne pamiętasz, że posiada w tamtych okolicach niewielką posiadłość? Odziedziczoną jeszcze po rodzicach. Cała ta wyprawa była jej pomysłem. Zgodnie uznaliśmy, że kilka tygodni spędzonych tylko we dwoje, powinno pozytywnie wpłynąć na nasze relacje. - powiedział zarazem dużo, jak i niewiele. Typowy Robert, starający się sprowadzić rozmowę na tory, które bardziej mu odpowiadały. - Niestety w ostatnich dniach poczuła się słabiej, medyk jednak zapewnił nas, że to przejściowe. Na razie musi odpoczywać i nie powinniśmy jej w tym przeszkadzać.
W zasadzie, to nie powinna robić tego Margaret. Tego jednak córka powinna była się domyślić. W końcu Robert nie poruszałby tej kwestii bez powodu. Jeśli o czymś mówił, to z reguły wiązały się z tym jakieś konkretne oczekiwania. Tylko czy faktycznie musiał oczekiwać w tym przypadku czegokolwiek? Tak samo jak obok Roberta, Henrietta żyła dotąd obok jego córki. Nie zależało jej na tworzeniu z dziewczyną jakichkolwiek więzi. Mijały się, jedna drugiej nie wchodziła w drogę.
Zaczął powoli jeść. Składający się z kaszy, rozdrobnionych orzechów, mozzarelli oraz dodatku w postaci niewielkiej ilości pietruszki, farsz niekoniecznie trafiał w jego gusta. Nie narzekał jednak. Świadomie poprosił o to, aby te konkretne danie zostało przygotowane na kolacje. Właśnie z myślą o Margaret. Na ogół trzymał wobec córki dystans, ale teraz, świadomy ryzyka jakie wiązało się z jego powrotem do Londynu i zaplanowanym na kolejny dzień spotkaniem, odczuwał coś na kształt potrzeby spędzenia z nią czasu.
Ostatecznie byli przecież rodziną. Pozostawał wciąż za nią odpowiedzialny.
- Radziłaś sobie ze wszystkim przez ostatnie tygodnie? - przełknąwszy kolejną porcje, zadał pytanie. Chciał pokierować rozmową tak, żeby jak najmniej mówić o podróży. O tym, czym zajmował się przez ostatni miesiąc. - Nie pojawiły się żadne problemy?