A jednak to robisz – na policzkach dziewczyny pojawił się rumieniec. Tak, robiła to; tak, poczuła lekkie zawstydzenie, ale nie przerwała. Starała się nie patrzeć mu w oczy. Nigdy tego nie lubiła, nigdy nie patrzyła w oczy innych osób, bo ją to przerażało jak wielu z nich potrafiło czytać z niej jak z otwartej księgi. Sama twarz nie wyrażała zbyt często emocji, ale oczy? Oczy nimi wręcz świeciły. Mama zawsze jej powtarzała, aby uważała na ludzi, aby ostrożnie dobierała tych, których do siebie dopuszczała. Avelina jednak wybierała zawsze źle. Kilka lat temu tym złym wyborem był Augutsus, a teraz miała przed sobie jego – Crowa z ciemnej uliczki. Nigdy nie lubiła tego, że niektóre gesty, tony głosu, słowa sprawiały, że się rumieniła. Zawsze przyrzekała, że nauczy się nad tym panować, ale to nadal było trudne.
Dała mu wolną rękę, ale nie usiadła, a jego dotyk na jej włosach sprawił, że gdzieś po karku przeszedł ją dreszcz. Nie potrafiła określić, czy było to dobre, czy złe uczucie, ale wolała o tym nie myśleć. Nie miała do tego nawet głowy. Problem był rozwiązany, a został po nim jedynie bałagan tu na miejscu i we wspomnieniach. Czuła jak wszystkie jej mięśnie drżą i się spinają, więc musiała się jakoś rozluźnić. Gdy Crow zajął się sprzątaniem obserwowała go ukradkiem, a sama napisała krótką wiadomość do swojego szefa i jego syna o zaistniałej sytuacji, ale nie potrafiła odpowiednio dobrać słów, więc ostatecznie karteczkę spaliła za pomocą różdżki. Będzie musiała jutro przyjść tu przed nimi i jakoś się z tego wytłumaczyć, ale tak, aby nie wmieszać w to samego Crowa. Raczej nie była na tyle głupia, aby robić mu problemy.
Zmarszczyła brwi widząc, że rzucił coś pod regał spojrzała na niego pytająco, a potem ujęła jego dłoń. – Co to jest? – wróciła na chwilę wzrokiem do regału, a potem machnęła jeszcze różdżką, aby zamknąć pomieszczenie i zabezpieczyć na noc w miarę możliwości samego miejsca, wyszła z nim tyłem po drodze zgarniając kurtkę oraz swoją torbę.