Avelina uśmiechnęła się na słowa Alexa. Był tak ciepło przyjemny w swoich słowach, opanowaniu i wydawał się być wręcz lekki. Otwierał furtki, dbał o swoich ludzi. Ojciec zawsze mówił, że cyrk to wyzysk, gdzie wprowadza się ludzi w kompleksy, aby nie widziały swojego miejsca w społeczeństwie, że ludzie, którzy rządzą cyrkiem specjalnie dołują wszystkich artystów, aby ci siedzieli cicho w tym miejscu. Alex jednak nie wydawał się być taką osobą. W głowie rozmierzwiły wywody jej ojca na temat cyrku, ale nic nie pokrywało się z osobą Alexandra. Może on tak naprawdę grał takiego ciepłego i dobrego, a w rzeczywistości nie przyśle tu tej dziewczyny. Wręcz zatrze ślady do tej furtki? Nie miała tej pewności, musiała poczekać, aż czas pokaże.
– Oh, przykro mi – odpowiedziała na słowa o śmierci Tullyego. – Musiało być ci ciężko, a jak reszta twojej rodziny sobie poradziła z tym? Pewnie musiałeś udawać, że jesteś silny, co? – zapytała, a na jej twarzy malowało się autentyczne zmartwienie, wręcz w sumie migotało w jej ciemnych oczach. Nie znała myśli Alexa, więc nie wiedziała, czy chciał o tym pogadać, ale czuła wewnętrzną potrzebę okazania mu wsparcia. Sama nie wyobrażała sobie tego, aby stracić ojca. Nie tak dawno jej przyjaciółka straciła swojego podczas ataku na Beltane, więc wiedziała, że takie sytuacje były naprawdę ciężkie.
– O to bardzo miłe. Na pewno się przyda. Mam już trochę wprawy w dokumentacjach związanych z prowadzeniem takiego miejsca, bo szef często zostawia mnie z tym na głowie. Nie mam za bardzo życia poza pracą, więc z przyjemnością siedzę w tych dokumentach. On ma żonę, więc po prostu wolę, aby spędzał ten czas z nią – uśmiechnęła się delikatnie dopijając już powoli kawę. – Będę się powoli zbierać. – zapisała na serwetce adres apteki, w której pracowała i podsunęła mu ją – Jak będziesz potrzebować jakichś eliksirów to tam mnie znajdziesz – odparła.