04.01.2024, 06:44 ✶
- Zawsze? - zapytał, spoglądając na nią nieco bardziej zainteresowany. - To jakaś eksterioryzacja? - rzucił jednak zaraz, bo na całe nieszczęście, nigdy nie był jakoś specjalnie zainteresowany tym co działo się po zamknięciu oczu. Na palcach jednej dłoni mógłby zliczyć razy kiedy coś mu się przyśniło w okresie ostatniego pół roku, albo raczej te momenty, kiedy cokolwiek po przebudzeniu pamiętał. Może dlatego sam koncept istnienia, czy tego że ktoś chciał się bawić w świadome śnienie był dla niego obcy. Po co śnić coś, czego i tak nie będzie się pamiętało?
- Nie jestem przesadnie typem, który chodzi na jarmarki - odparł bez większego żalu w głosie. Tłok i roześmiane, jaśniejące od świątecznej atmosfery twarze jakoś nigdy go nie przekonywały. Można by pomyśleć, że był uczulony na samo szczęście innych ludzi, ale zwyczajnie wychodził z założenia, że miał coś lepszego do roboty. Jeśli już pojawiał się na takich wydarzeniach, to dla kogoś, zupełnie tak jak teraz, kiedy był tu dla swojego ojca dla niej. Zwykle jednak, kiedy przemierzał zastawione straganami alejki to dlatego, że wyciągnęła je na nie Septima, której tego typu rzeczy wydawały się o wiele bardziej przypadać do gustu.
Kiedy więc chciała, żeby sobie przypomniał, czy w jakiejś takiej zabawie kowen nie brał udziału, to w jego głowie pojawiała się absolutna pustka, która z resztą malowała się na jego twarzy. - Hm, całkiem poręczne. Czy to znaczy, że stoimy teraz w tej kolejce tylko dlatego, że ja w niej stanąłem i inaczej przepchnęlibyśmy się już dawno z boku budki? - uśmiechnął się do niej z pewnym zażenowaniem, jakby fakt że w ogóle teraz musieli czekać, to była tylko i wyłącznie jego wina. Bo w sumie na to właśnie wyglądało.
Chyba gdzieś na jakimś etapie swojego życia doszedł do wniosku, że to do czego był przyzwyczajony przez dostatnie, czystokrwiste życie, odnosiło się także do innych aspektów codzienności. Tak jak ona z łatwością była w stanie dostrzec, że skoro na wystawnych zabawach rodów najlepsze rzeczy działy się wśród obsługi i w kuchni, on w ogóle nie był w stanie tego zobaczyć. Nie patrzył tam, wepchnięty w sztywne ubranie i oczekiwania, zanudzony na śmierć i wychylający kolejny kieliszek czegokolwiek, co zawierało w sobie procenty. Jedyne, co wtedy tłukło mu się po głowie, to żeby jak najszybciej zniknąć, a nie to gdzie szukać jakiejkolwiek lepszej rozrywki. Był ślepy, ale w ten wyuczony, dziwaczny sposób.
Wróżek i elfów? Spojrzał na nią nieco pobłażliwie, zwyczajnie nie mogąc się powstrzymać. Szybko jednak oderwał od niej spojrzenie, unosząc je na niebo i chyba chcąc w ten sposób oszacować, ile zostało im jeszcze czasu, zanim będą musieli się rozstać. Było chyba później niż przypuszczał, bo słońce zdawało nieco chylić się już ku zachodowi, nieubłaganie poganiając go.
- Jakie są wyznaczniki obecności faery w okolicy? - zapytał, chyba dla samej zasady pociągnięcia tematu dalej. W tym wszystkim przesunęli się jeszcze kilka kroków, aż wreszcie znajdująca się przed nimi para odeszła od stoiska w swoją stronę i sami mieli okazję otrzymać swoje napitki.
Wziął coś co nazywało się Wróżkowy Pył, bo prawdę powiedziawszy, sytuacja się aż o to prosiła. Przypominał też trochę swoją strukturą to, co przygotowała mu w swojej chatce, błyszcząc zachęcająco wirującymi w nim drobinkami, jakby faktycznie ktoś wymieszał w nim magiczny pyłek. Dodatkowym plusem było to, że zapewniono go, że "trzepie mocniej niż wygląda".
- Zawsze możesz poszukać ich po całym zebraniu. A nawet możemy - uśmiechnął się do niej lekko znad krawędzi naczynia, upijając potężny łyk urokliwego napoju. Mogli też wreszcie ruszyć dalej, znowu zanurzając się między tłum, bo Levi chyba instynktownie, słysząc te jej wcześniejsze plany Isobelli na wieczór, ruszył w stronę tańczących radośnie ognisk. Płomieni, które tak skutecznie przyciągały wzrok, kiedy ktoś znalazł się dostatecznie blisko.
!płomienie
- Nie jestem przesadnie typem, który chodzi na jarmarki - odparł bez większego żalu w głosie. Tłok i roześmiane, jaśniejące od świątecznej atmosfery twarze jakoś nigdy go nie przekonywały. Można by pomyśleć, że był uczulony na samo szczęście innych ludzi, ale zwyczajnie wychodził z założenia, że miał coś lepszego do roboty. Jeśli już pojawiał się na takich wydarzeniach, to dla kogoś, zupełnie tak jak teraz, kiedy był tu dla swojego ojca dla niej. Zwykle jednak, kiedy przemierzał zastawione straganami alejki to dlatego, że wyciągnęła je na nie Septima, której tego typu rzeczy wydawały się o wiele bardziej przypadać do gustu.
Kiedy więc chciała, żeby sobie przypomniał, czy w jakiejś takiej zabawie kowen nie brał udziału, to w jego głowie pojawiała się absolutna pustka, która z resztą malowała się na jego twarzy. - Hm, całkiem poręczne. Czy to znaczy, że stoimy teraz w tej kolejce tylko dlatego, że ja w niej stanąłem i inaczej przepchnęlibyśmy się już dawno z boku budki? - uśmiechnął się do niej z pewnym zażenowaniem, jakby fakt że w ogóle teraz musieli czekać, to była tylko i wyłącznie jego wina. Bo w sumie na to właśnie wyglądało.
Chyba gdzieś na jakimś etapie swojego życia doszedł do wniosku, że to do czego był przyzwyczajony przez dostatnie, czystokrwiste życie, odnosiło się także do innych aspektów codzienności. Tak jak ona z łatwością była w stanie dostrzec, że skoro na wystawnych zabawach rodów najlepsze rzeczy działy się wśród obsługi i w kuchni, on w ogóle nie był w stanie tego zobaczyć. Nie patrzył tam, wepchnięty w sztywne ubranie i oczekiwania, zanudzony na śmierć i wychylający kolejny kieliszek czegokolwiek, co zawierało w sobie procenty. Jedyne, co wtedy tłukło mu się po głowie, to żeby jak najszybciej zniknąć, a nie to gdzie szukać jakiejkolwiek lepszej rozrywki. Był ślepy, ale w ten wyuczony, dziwaczny sposób.
Wróżek i elfów? Spojrzał na nią nieco pobłażliwie, zwyczajnie nie mogąc się powstrzymać. Szybko jednak oderwał od niej spojrzenie, unosząc je na niebo i chyba chcąc w ten sposób oszacować, ile zostało im jeszcze czasu, zanim będą musieli się rozstać. Było chyba później niż przypuszczał, bo słońce zdawało nieco chylić się już ku zachodowi, nieubłaganie poganiając go.
- Jakie są wyznaczniki obecności faery w okolicy? - zapytał, chyba dla samej zasady pociągnięcia tematu dalej. W tym wszystkim przesunęli się jeszcze kilka kroków, aż wreszcie znajdująca się przed nimi para odeszła od stoiska w swoją stronę i sami mieli okazję otrzymać swoje napitki.
Wziął coś co nazywało się Wróżkowy Pył, bo prawdę powiedziawszy, sytuacja się aż o to prosiła. Przypominał też trochę swoją strukturą to, co przygotowała mu w swojej chatce, błyszcząc zachęcająco wirującymi w nim drobinkami, jakby faktycznie ktoś wymieszał w nim magiczny pyłek. Dodatkowym plusem było to, że zapewniono go, że "trzepie mocniej niż wygląda".
- Zawsze możesz poszukać ich po całym zebraniu. A nawet możemy - uśmiechnął się do niej lekko znad krawędzi naczynia, upijając potężny łyk urokliwego napoju. Mogli też wreszcie ruszyć dalej, znowu zanurzając się między tłum, bo Levi chyba instynktownie, słysząc te jej wcześniejsze plany Isobelli na wieczór, ruszył w stronę tańczących radośnie ognisk. Płomieni, które tak skutecznie przyciągały wzrok, kiedy ktoś znalazł się dostatecznie blisko.
!płomienie