Wood nie byłaby sobą, gdyby nie zaspokoiła swojej ciekawości. Skoro ten przepiękny śpiew nadal mogła usłyszeć gdzieś z oddali, zamierzała sprawdzić, któż że jest w stanie wydobyć z siebie takie dźwięki. Ten typ tak miał, nie była w stanie się powstrzymać jak zawsze chciała zobaczyć, co się kryje w tym wszystkim.
Szła powoli, w stronę skał zza których słyszała głos. Nie było to wcale takie łatwe, bo podłoże nie należało do równych, a trampki, które miała na stopach wcale tego nie ułatwiały. Ślizgały się na otoczakach, które miała pod nogami, czego się jednak nie robi, aby ulżyć ciekawości.
Wreszcie dostrzegła malującą się między skałami sylwetkę, chłopiec, wydawał się być jej równolatkiem. Mogła źle to oszacować, gdyż znajdowała się jeszcze sporo od niego. Nie odwróciła się jednak, nie czuła też, że może mu w czymś przeszkodzić. Heather nie do końca szanowała prywatność innych, gdy chodziło o uzyskanie informacji. Szła nadal przed siebie, z głową uniesioną do góry, wiatr przyjemnie muskał jej twarz, a włosy tańczyły w rytm dźwięku fal, które uderzały o skały.
Gdy podeszła nieco bliżej zauważyła, że ma mokre włosy, mieniły się w promieniach słońca, dostrzegła też, że nie jest ubrany, przynajmniej do końca, może przed chwilą korzystał z dobrodziejstw pogody i taplał się w morzu? To było chyba najbardziej prawdopodobne.
Jego śpiew się urwał, Wood nie przestawała się mu przyglądać, jednak najwyraźniej zauważył intruza. Nie speszyła się wcale, skoro została przyłapana na gorącym uczynku postanowiła do niego podejść, nie miała nic do stracenia. Gdy znalazła się tuż obok zobaczyła, że wyglądał nietypowo. Chyba jeszcze nigdy w swoim życiu nie spotkała tak pięknego mężczyzny, wyglądał niczym prawdziwe dzieło sztuki, nie dostrzegała w nim żadnej skazy, co powodowało, że poczuła się dziwnie. Jak to możliwe, że taka idealna istota stąpała po świecie? Jego oczy wydawały się mieć barwę morza, można było w nich utonąć. Jej spojrzenie zaczynało się robić nachalne, chociaż wcale tego nie chciała, po prostu jeszcze nigdy nie widziała kogoś takiego. Koc którym była okryta dolna część jego ciała wydawał się mokry, nie wiedziała, dlaczego się nim okrywa, może przez to, że ktoś go mógł zobaczyć.
- Witaj, przepraszam, że przeszkadzam. - Wypadało mieć w sobie chociaż odrobinę przyzwoitości. - Twój śpiew mnie sprowadził, był niesamowity. - Postanowiła wytłumaczyć dlaczego postanowiła go tutaj nawiedzić. - Jeszcze nigdy w swoim życiu nie słyszałam czegoś równie pięknego.