• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing

[21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#8
05.01.2024, 05:11  ✶  
Patrzył, bo było na co patrzeć. Bo Laurent był osobą, na którą chciało się patrzeć. A tym bardziej przyciągało to Leviathana im bardziej miał wrażenie jak wiele ich dzieli mimo łączących ich więzi. Wydawał się delikatny i może gdyby był poetą, to ubrałby to w jakieś ładne słowa, które natychmiast pojawiłyby mu się w głowie, gotowe opisać piękno co właśnie widział. Ale nie był. Tomiki poezji też nie piętrzyły mu się w sypialni przy łóżku, na biurku czy na półkach biblioteki. Miał wrażenie, że mogłoby się to Prewettowi nawet spodobać. Gdyby niby natchniony szeptałby mu do ucha słodkie słowa, układające w jakieś wyszukane frazesy. W swoim gruboskórnym, pokrytym łuskami zanadrzu, posiadał niestety tylko parę takich zdań. Zwyczajnie wyuczonych, albo nawet ukradzionych od kogoś, kto kiedy je przy nim powiedział. Może nawet okradał i znajdującego się przed nim Laurenta.

Ciężko było powiedzieć, czy Levi faktycznie cenił tę ich bliskość nieco ponad należytą jej powierzchowność. Dla niego wszystko co międzyludzkie miało właśnie taki wydźwięk; było płytkie i rozpływało się niemal natychmiastowo pod wpływem światła następnego dnia. Było niczym słodki sen, który jednak po pewnym czasie zapominało się. Pozostawały uczucia, ale i też bladły.
- Obawiam się, że mnie przeceniasz. Romantyzm u mnie to surowiec niemal całkiem wyczerpany, ale kto wie, może taki tomik poezji nieco by go uzupełnił.
Nigdy nie żałował specjalnie tego, że w niektórych aspektach życia brakowało mu ogłady, bo przecież posiadał inne walory. Nie był poetą, ale posiadał ręce, które przyzwyczajone były do ciężkiej pracy. Potrafił porosnąć piórkami i wzbić się w powietrze, tam gdzie czuł się najlepiej i gdzie powinno być jego miejsce. Nie był przy tym skowronkiem, a drapieżnikiem, który tłukąc się w klatce powyginałby pręty, tęskniąc za wolnością, aż w końcu nie zniekształciłby jej na tyle, by się przez jej szpary przecisnąć.
- Podobno dobre towarzystwo po długiej rozłące tak działa. Ale z łatwością mógłbym powiedzieć to samo - zaśmiał się do Laurenta, mrużąc przy tym z zadowoleniem oczy.

Niektórzy uczeni wywagowali, że cechy charakterystyczne dla smoków przypisywane są stworzeniom, które na swoją ofiarę czychają i podobne ku temu tendencje może nie zauważano u większości populacji, ale zdarzało się że niektóre z ich przedstawicieli polowały w ten sposób, potem dopiero unosząc swoje ofiary do leży, gdzie je spożywały. Levi czekał, cierpliwie aż Laurent odsunie od siebie wystarczająco to, co go męczyło. To, co przygnało go w ogóle do Snowdonii i co szarpało nerwy za postronki. Czekał, żeby mógł go wreszcie porwać w swoje ramiona i sprawić, że zapomni. Na tyle, na ile tylko chciał i żeby po powrocie do rzeczywistości, tej swojej małej, znajdującej się w New Forest, mógł na nowo cierpieć, albo zachłysnąć się niepokojem. Ale najpierw ich pocałunek dobiegł końca, a Smok cofnął się od Selkie z pewnym ociąganiem, jakby chciał łapczywie przedłużyć ten moment. Przez moment jeszcze spoglądał w oczy Laurenta, aż wreszcie wyprostował się, w międzyczasie splatając z nim palce i pociągając za sobą.
- Piękne kłamstwa. Ale prysznic to coś, co i tak mi się przyda. Chodź, słyszałem że bardzo chciałeś umyć mi plecy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (3042), Leviathan Rowle (1904)




Wiadomości w tym wątku
[21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Laurent Prewett - 13.10.2023, 14:42
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Leviathan Rowle - 21.10.2023, 23:30
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Laurent Prewett - 22.10.2023, 00:26
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Leviathan Rowle - 23.11.2023, 06:10
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Laurent Prewett - 23.11.2023, 15:19
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Leviathan Rowle - 02.12.2023, 06:25
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Laurent Prewett - 08.12.2023, 13:44
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Leviathan Rowle - 05.01.2024, 05:11
RE: [21.07.1972] Leviathan & Laurent | My own thing - przez Laurent Prewett - 06.02.2024, 13:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa