24 czerwca 1972
Theon & Camille
Udało mu się przetrwać dwa kolejne dni. Z pomocą eliksirów przepisanych przez Camille, był nawet w stanie przespać całą noc. Pierwszą oraz drugą. Dzięki temu na kolejnym spotkaniu prezentował się zupełnie inaczej. Lepiej. Podobnie też się czuł. Nie brakowało mu sił oraz chęci do życia. Humor również miał znacznie lepszy. Na miejscu zjawił się o czasie. Tym razem nic mu w tym nie przeszkodziło. Nie był więc zmuszony do tłumaczenia się ze swojego braku punktualności. O ile faktycznie cokolwiek mogłoby go do tego tłumaczenia się zmusić. Zwłaszcza w tym konkretnym przypadku.
Upewniwszy się, że dotarł pod właściwy adres - dwukrotnie sprawdził dane znajdujące się na wizytówce - zapukał do drzwi. Cierpliwie czekał aż ktokolwiek zareaguje. Sama Camille? Albo może ktoś, z kim kobieta pracowała? Kiedy drzwi się otworzyły, przywitał się.
- Tym razem postarałem się nie spóźnić. - odezwał się, decydując się na te właśnie słowa, zamiast wybrać jedną z bardziej tradycyjnych opcji. Ubrany był w granatową koszulkę polo z kontrastującymi, pomarańczowymi kołnierzem oraz końcówkami rękawa, do której dobrał ciemne spodnie i lekkie, idealne na tę porę roku buty. Niczym szczególnym się nie wyróżniał. Może za wyjątkiem wzrostu, ale do tego człowiek kiedyś musiał się po prostu przyzwyczaić.
Zaproszony do środka, musiał się nieznacznie schylić podczas przechodzenia przez drzwi. Te były dla niego odrobinę zbyt niskie. Kilka kolejnych centymetrów nikomu by nie zaszkodziło. W przypadku nielicznych pacjentów, dodatkowo poskutkowałyby zdecydowanie większym komfortem.
- Długo czasu nam to zajmie? I czy tym razem na pewno nie będziemy musieli wszystkiego przekładać? - nie bawił się w grzecznościowy small talk, zamiast tego z miejsca przeszedł do tematu. Ledwie tylko znalazł się w środku i ponownie wyprostował. Obydwoje zjawili się tutaj w konkretnym celu i można było założyć, że chcieli możliwie najszybciej zająć się sprawą. Pozbyć się problemu.
Czekając na odpowiedź, rozejrzał się z zaciekawieniem po pomieszczeniu, w którym się znaleźli. Zakładał, że skoro tym razem podała mu inny adres, musiał to być jakiś prywatny gabinet. Należący do samej Camille? To wydawało się mało prawdopodobne, skoro na wizytówce znajdywało się inne nazwisko. Może więc z kimś współdzielony? Wspólny? Składało się na niego jedno czy kilka pomieszczeń? Były ona odpowiednio wyposażone? Czy faktycznie znajdywały się tutaj narzędzia, których Delacour potrzebowała, aby dać radę złamać klątwę?
To ostatnie interesowało Theona w szczególności.