05.01.2024, 17:14 ✶
- Też mam taką nadzieję, synu. Gdybyś potrzebował porozmawiać na tematy sercowe, to możesz na mnie liczyć... - zaproponowałem, tym samym zachęcając go do tego, by był bardziej otwarty w stosunku do mnie.
Pragnąłem spędzać czas z moimi dziećmi, wiedzieć, czym się aktualnie zajmują, z kim spotykają, jakie drinki są ich ulubione i takie tam. I miałem świadomość, że ostatnio dosyć mocno wybuchnąłem, ale kiedy z perspektywy czasu o tym myślałem, to wcale się sobie nie dziwiłem. Pandora była niewdzięczna, ale jednocześnie taka niewinna... I, niestety, to nie była Lorka wina, że to on mi tę wieść przyniósł. Nie zamierzałem mu jednak tego mówić, tym samym przyznając się do winy.
- Masz takie... wyparcie w związku z tymi wydarzeniami. To dobre, ale jeśli nie uderzy w ciebie później ze zdwojoną siłą. Przyznam szczerze, że ludzkie emocje, hehe, znowu nam tu temat schodzi na emocje, ale ogólnie chciałem rzec, że ludzkie emocje są dosyć złożone. Każdy reaguje inaczej, co też wcześniej mówiłem w stosunku do Aydayi, ale też kiedy poznasz przynajmniej w przybliżeniu tę osobę, w sensie partnerkę, siebie czy przeciwnika, to łatwiej ci się będzie dbało o związek, siebie czy też torturowało. Zależy od sytuacji - stwierdziłem z udawanie niewinnym uśmieszkiem. Wcześniej rozsiadłem się w fotelu, zakładając nogę na nogę, więc też jak gdyby nigdy nic pomachałem nogą niewinnie.
Zresztą, Lorek był dorosły i z pewnością nie raz już słyszał o mrocznej stronie fortuny Prewettów. Czasami trzeba było kogoś przycisnąć, a najlepiej działało przyciskanie, kiedy łamało się delikwenta psychicznie. Co właściwie w tej chwili, w mojej głowie przypominało sytuację z naszego ostatniego spotkania z Lorkiem, aczkolwiek... była ułożona w całkowicie innym kontekście. Ja Lorka nie zamierzałem torturować i niszczyć dla własnych korzyści, tylko mu pomóc, wyhartować.
- A z tym ochroniarzem wystarczy tylko jedno twoje słowo. Ewentualnie mogę oddelegować Kevina, żeby nauczył cię podstaw samoobrony fizycznej i magicznej - zaproponowałem, popijając herbatkę. Może nauka walki by mu pomogła w pewności siebie? Zrobiła z niego twardego mężczyznę? Dumnie wyprostowanego, a nie tę kluchę miękką, co się ulewała ze strachu. - Mógłbyś mieć większą kontrolę w takich, cóż, niebezpiecznych sytuacjach. Czasu nie cofniemy, otoczenia nie damy rady w pełni kontrolować, biorąc pod uwagę twoje doświadczenia na Perle Morza, więc możemy sytuację uginać pod własne możliwości - odparłem w ramach uzupełnienia, bo pomyślałem, że to wcale nie musiał być zły pomysł. Może Laurent był kruchej budowy, ale wiedziałem, że były techniki, które mogłyby z niego zrobić prawdziwego, niepozornego wojownika... A przynajmniej może nie wojownika, ale obrońcę.
Napiłem się herbaty i odchrząknąłem, zanim mu odpowiedziałem na ostatnie pytanie. Jakaś część mojej dumy nakazywała mi, żebym w tej sytuacji nie obdarzał go spojrzeniem, szczególnie że niemożliwie się na nim wtedy zawiodłem.
- Nie byłem na ciebie zły o Pandorę - ująłem to krótko, zastanawiając się, czy to będzie wystarczające dla Laurenta, czy będzie miał jeszcze jakieś pytania w stosunku do tego zdarzenia.
Pragnąłem spędzać czas z moimi dziećmi, wiedzieć, czym się aktualnie zajmują, z kim spotykają, jakie drinki są ich ulubione i takie tam. I miałem świadomość, że ostatnio dosyć mocno wybuchnąłem, ale kiedy z perspektywy czasu o tym myślałem, to wcale się sobie nie dziwiłem. Pandora była niewdzięczna, ale jednocześnie taka niewinna... I, niestety, to nie była Lorka wina, że to on mi tę wieść przyniósł. Nie zamierzałem mu jednak tego mówić, tym samym przyznając się do winy.
- Masz takie... wyparcie w związku z tymi wydarzeniami. To dobre, ale jeśli nie uderzy w ciebie później ze zdwojoną siłą. Przyznam szczerze, że ludzkie emocje, hehe, znowu nam tu temat schodzi na emocje, ale ogólnie chciałem rzec, że ludzkie emocje są dosyć złożone. Każdy reaguje inaczej, co też wcześniej mówiłem w stosunku do Aydayi, ale też kiedy poznasz przynajmniej w przybliżeniu tę osobę, w sensie partnerkę, siebie czy przeciwnika, to łatwiej ci się będzie dbało o związek, siebie czy też torturowało. Zależy od sytuacji - stwierdziłem z udawanie niewinnym uśmieszkiem. Wcześniej rozsiadłem się w fotelu, zakładając nogę na nogę, więc też jak gdyby nigdy nic pomachałem nogą niewinnie.
Zresztą, Lorek był dorosły i z pewnością nie raz już słyszał o mrocznej stronie fortuny Prewettów. Czasami trzeba było kogoś przycisnąć, a najlepiej działało przyciskanie, kiedy łamało się delikwenta psychicznie. Co właściwie w tej chwili, w mojej głowie przypominało sytuację z naszego ostatniego spotkania z Lorkiem, aczkolwiek... była ułożona w całkowicie innym kontekście. Ja Lorka nie zamierzałem torturować i niszczyć dla własnych korzyści, tylko mu pomóc, wyhartować.
- A z tym ochroniarzem wystarczy tylko jedno twoje słowo. Ewentualnie mogę oddelegować Kevina, żeby nauczył cię podstaw samoobrony fizycznej i magicznej - zaproponowałem, popijając herbatkę. Może nauka walki by mu pomogła w pewności siebie? Zrobiła z niego twardego mężczyznę? Dumnie wyprostowanego, a nie tę kluchę miękką, co się ulewała ze strachu. - Mógłbyś mieć większą kontrolę w takich, cóż, niebezpiecznych sytuacjach. Czasu nie cofniemy, otoczenia nie damy rady w pełni kontrolować, biorąc pod uwagę twoje doświadczenia na Perle Morza, więc możemy sytuację uginać pod własne możliwości - odparłem w ramach uzupełnienia, bo pomyślałem, że to wcale nie musiał być zły pomysł. Może Laurent był kruchej budowy, ale wiedziałem, że były techniki, które mogłyby z niego zrobić prawdziwego, niepozornego wojownika... A przynajmniej może nie wojownika, ale obrońcę.
Napiłem się herbaty i odchrząknąłem, zanim mu odpowiedziałem na ostatnie pytanie. Jakaś część mojej dumy nakazywała mi, żebym w tej sytuacji nie obdarzał go spojrzeniem, szczególnie że niemożliwie się na nim wtedy zawiodłem.
- Nie byłem na ciebie zły o Pandorę - ująłem to krótko, zastanawiając się, czy to będzie wystarczające dla Laurenta, czy będzie miał jeszcze jakieś pytania w stosunku do tego zdarzenia.