Dagur nie szukał tego rodzaju rozgłosu i nie zamierzał budować fałszywego ich obrazu w tym celu. Zawsze zabiegał o to aby przekazać wszystkim zainteresowanym ich kulturą prawdziwe informacje na jej temat zamiast wyssanych z palca bzdur. Za głowę się łapał słysząc nieraz niektóre rewelacje na temat ich kultury. Bardzo nie lubił ich słuchać.
— Oczywiście, że to sama receptura. Przekazywana z dziada pradziada, z ojca na syna. W jakimś stopniu tak. Nie zamierzam odrzucać tejże tradycji. Na obczyźnie jestem najstarszym Nordgersimem. — Zapewnił swojego pierworodnego o tym, że nawet przez myśl mu nie przeszło to aby w jakikolwiek sposób modyfikować przekazywanej od pokoleń receptury. Gdyby nie to, że jest kowalem to z powodzeniem mógłby zostać piwowarem. Tyle, że wtedy rodzinna receptura przestała być pilnie strzeżoną tajemnicą bo gdyby chciał warzyć i dystrybuować ten złocisty trunek to musiałby zatrudnić pracowników. Warzone przez niego piwo było przeznaczone na użytek własny na niego i pozostałych członków rodziny albo na oryginalny prezent.
— Gdy awansujesz już na mistrza rzemiosła. Lukratywne zamówienia bardzo by się nam przydały. — Odpowiedział pół żartem, pół serio jeśli chodzi o opłacanie swojego rzemieślnika. Podział zysków wydawał się być uczciwą formą zapłaty, nawet jeśli Hjalmar jest jego synem. Nie był to jednak równy podział, gdyż Dagur miał na utrzymaniu całą rodzinę i kuźnię. Zarobione przez siebie pieniądze jego pierworodny mógł wydawać na co mu się podobało - pozostawał spokojny, że jednak nie roztrwoni wszystkich swoich pieniędzy na zbytki. Nawet pracując w rodzinnym interesie i otrzymując za to wynagrodzenie młodszy Nordgersim dobrze znał wartość pieniądza. Zadbał o to. Lukratywne zamówienia były tym, czego pragnął dla nich.
— Pewnie żeby lepiej szłoby mi bez tej procy. — Żachnął się, niezadowolony ze swoich efektów. Jako swoją nagrodę wybrał sobie miniaturowego gryfa. Odebrał swoje piwo, od razu upijając jego kolejny, potężny łyk. — Normalnie powiedziałbym, żebyś nie uczył ojca dzieci robić... ale to akurat prostsze niż trafienie w tę tarczę. — Skomentował z przekąsem słowa swojego syna, pozwalając mu się również poklepać po plecach. Dopijając swoje piwo obserwował jak Hjalmar oddaje trzy strzały w stronę ruchomych tarcz, z czego dwa okazały się celne.— Całkiem dobrze ci poszło, synu. Wybierz jakąś maskotkę dla swojej dziewczyny. Ja sugeruję abraksana albo kota. — Pochwalił swojego pierworodnego za jego całkiem przyzwoite umiejętności strzeleckie i zasugerował mu wybór maskotki, którą podaruje Pandorze.
Po skończonej zabawie Dagur spostrzegł, że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, a zmierzch przyniósł przyjemne ochłodzenie. Pod stopami zaczęły kłębić mu się mgły a właściciele straganów zaczynali pakować swój dobytek. Ludzie zaczynali się powoli rozchodzić. Oznaczało to, że powinni trochę się pośpieszyć aby nie przegapić tego rytuału, który chcieli obserwować albo nawet wziąć w nim udział.