Chaos, chaos, coraz większy chaos. Ciężko było wydostać się z tłumu, ciężko było wydostać się z Pokątnej. Mimo tego Robert jednak próbował. Nie poddawał się. Przepychał się pomiędzy ludźmi, starał się dotrzeć do miejsca, z którego będzie mógł pozwolić sobie na teleportacje. Oczywiście ciężko było zapanować nad emocjami, zachować w tym wszystkim chłodną głowę i nie dać się ponieść nawet w niewielkim stopniu.
- Cholera, cholera, cholera - warczy, kiedy z powodu jakiejś dziewczyny upuszcza na drogę swoją różdżkę. Sam pod wpływem zderzenia chwieje się, ale daje radę utrzymać się na nogach. Łapie młodą kobietę za ramiona, odsuwając ją od siebie. Ruch trochę gwałtowny, ale nie można powiedzieć, żeby uścisk był mocny. - Uważaj, jak chodzisz, smarkulo! - rzuca w jej kierunku. Nie ma znaczenia kim jest dziewczyna, nie ma znaczenia, że to był tylko wypadek. Drobny wypadek, jeśli już mamy być w tym wszystkim dokładni. Zapewne powiedziałby coś więcej w tym temacie, gdyby nie różdżka. Dobrze leżała w dłoni, była dopasowana do Roberta. Nie chciałby jej stracić, a teraz leżała gdzieś na ziemi, narażona na kontakt ze stopami uczestników marszu. Nie trzeba było wiele, żeby doszło do nieszczęścia. To oczywiste. - Przez Ciebie zgubiłem różdżkę. - oczywiście poinformował pannice, która nie potrafiła patrzeć pod nogi, ani poruszać się w tłumie. Kolejna głupia gęś jakich wiele. Dla świata byłoby dużo lepiej, gdyby takie jak ona nie wychodziły z domu i zajmowały się właśnie domowymi obowiązkami. Tylko do tego się nadawały.
I do rodzenia dzieci, co niestety nie zawsze wychodziło. Zmarła żona Roberta była tego najlepszym przykładem. Pomimo wielu lat starań, zamiast syna, zdołała dać mu jedynie córkę - córkę, która nie zapewni przetrwania ich nazwisku; córkę, której nie mógł przecież przekazać wszystkiego tego nad czym pracował przez całe swoje życie. Persephone nie nadawała się do żadnego zajęcia, które by wymagało ruszenia głową. Dawno już zdołał dojść do tego rodzaju wniosków. Nie miał złudzeń.
Ignorując ludzi, wyraźnie niezadowolonych z tego, iż stał w miejscu, blokował drogę, schylił się w celu odnalezienia swojej różdżki.
Uważaj, co wyprawiasz, wariat, idiota, rusz dupę! To i wiele więcej mogli usłyszeć ze strony osób, które znajdywały się tuż obok. Nie przejmowały się nimi. Widzieli w nich tylko kłody, które ograniczały możliwości poruszania się. Stanowiły przeszkodę.