- Czyli nie dość, że urocza, to jeszcze bystra. - zasyczał ze śmiechu jak nastroszony kot. Oh nie, został przejrzany. I co teraz? No oczywiście, że obracanie sytuacji w dowcip. Zaciągnął się papierosem, głęboko i na całą objętość płuc. Do tego wypuścił trochę dymu ustami, by w łobuziarskim stylu wciągnąć odrobinę nosem, tworząc złudzenie zamkniętego obiegu dymu. Na koniec otworzył usta i wygiął je w okrąg, by zaraz potem delikatnie stukać się w nasadę szczęki, by z każdym stuknięciem małe, szare i dymiące kółeczka dryfowały w przestrzeni w kierunku Effi. Z jednym przynajmniej nie kłamał, rzeczywiście była tak niewinne i uroczo śliczna, że był nawet w stanie zapomnieć o jej wszystkich wadach fabrycznych, wszystkim tym co przy zdrowym rozsądku przekreślało ją nawet do miana bliższej znajomej. Mieszana krew z zdecydowanie niższego stanu, niepoprawnie spokojna i zbyt łagodna w usposobieniu. Ten Gryffindor był jeszcze do przebaczenia, bo chociaż dom najmniej szanowany przez Lestrange, to przynajmniej zabójczo szczerze oddawał jej wnętrze i aurę którą roztaczała. Nie miał takich zdolności jak ona, ale intuicja mu podpowiadał, że miała uzdrowicielską naturę. Chociaż ledwo się znali, a ona zdążyła go już raz obrazić, chociaż prawie uronił łzę wzruszenia przy tym, wytknęła mu bajeranctwo to czuł się podniesiony na duchu. No i przede wszystkim dobrze się bawił tym drobnym przekomarzaniem.
- Uwielbiam skrajności i nieposkromione żywioły. - odparł szybko na jej krótką wrzutkę potwierdzającą, iż jest medium. Nie do końca może rozumiał jak działają takie zdolności, ale w swoim wyobrażeniu widział jak Effi oddaje kontrolę nad sobą o wiele wyższym i silniejszym mocom. Czy brak kontroli, a dokładniej jej utrata była czymś podniecającym? Tak i to cholernie. Powoli uzależniony od adrenaliny Louvain był ciekaw jak ta fantazja miała się do rzeczywistości, ale obcowanie z duchami wydawało się być prawdziwym żywiołem.
Wzdrygnął się okropnie kiedy blada zjawa pojawiła się jego oczom. - Precz paskudo! - zawołał instynktownie i rzucił w jej kierunku odpalony papieros, a ten jedynie przeleciał przez półprzeźroczystą, unoszącą się w powietrzy sylwetkę dziewczyny. Zsunął się z umywalki o którą się wcześniej opierał, wyszedł do przodu kilka kroków, chowając Effi za swoim ramieniem, jakby cholera wie co miało się zaraz stać. Chyba był po prostu zbyt mało oczytany, by wiedzieć, że gdyby coś im miało zagrażać do duch i tak by już im coś zrobił, oprócz głupich gadek, ale instynkty działały szybciej, niż rozum w jego przypadku. Nie wiedział jaki miał plan, ale jakby trzeba było to biłby się ze zjawą na pięści. - Co?! Skąd ją znasz?! Gadaj brzydalko! - odwarknął, kiedy do jego rozumu w końcu dotarło co powiedziała. Jak to było, że jakaś okularnica rozpoznawała go jako brata Loretty i skąd ona w ogóle wiedziała o niej? Co jest grane?