06.01.2024, 22:40 ✶
No cóż, zapytał.
- Nie no, to jest to, że śpisz i wiesz, że śnisz. Możesz kontlolować to, co dzieje się wokół ciebie. Ale ja zawsze budzę się po tym dwa rhazy baldziej zmęczona, niż byłam pszed zaśnięciem. Sama nie jestem pewna, dlaczego to aż tak męczy - może to świadomość tego, jak odległe to jest od naszego życia na jawie? - Gadała i gadała, właściwie to mogłaby o tym gadać jeszcze naprawdę, naprawdę długo, ale nie sprzyjała temu mnogość wątków i to, że kolejka przesuwała się podejrzanie wręcz szybko. Zupełnie tak, jakby jakaś siła bardzo nie chciała, żeby w niej stali. Może to te dźwięki cudzej sprzeczki sprzed chwili skutecznie rozgoniły biesiadujących?
- Zauważyłam. - Powiedziała z uśmiechem. A potem dotarło do niej, że to mogło zabrzmieć trochę nieuprzejmie, jak się człowiek miał domyślać, o co dokładnie jej chodziło. - Bo się nie znaliśmy. - Jakby chodził na jarmarki, to musiałby, po prostu musiałby ją chociaż trochę kojarzyć.
Na pytanie, czy stoją w kolejce tylko ze względu na jego decyzję, przytaknęła.
- Jest ich dokładnie siedem, Levie. Mogę tak do ciebie mówić? - Mógł przekazać jej odpowiedź wyłącznie gestem, bo od razu mówiła dalej. - Delikatny, miękki dźwięk dzwoneczków lub zapadająca w pamięć wesoła muzyka ich słodkich half. Silny zapach tlawy, jabłek lub dzikich fiołków. Tajemniczy chichot wydobywający się jakby znikąd. Klęgi grzybów napotkane zupełnym przypadkiem... Cztelolistne koniczyny i...! No, najłatwiej poznać to po tym, że podąża za tobą wlona lub kluk. - A później zrobiła jeszcze kilka kroków wprzód, kiedy para przed nimi usunęła się na bok i również wybrała swojego dzisiejszego drinka. Któregoś z kolei, ale tego chyba nie wypadało mówić w dzień swoich zaręczyn? - Mama nie czytała ci o nich baśni? - Wydawało jej się, że było to domeną większości czarodziejskich rodzin. - Czemu robisz taką minę? - Tylko mi nie mów, że słyszałeś dźwięk dzwonków...?
Ale Rowle nie pociągnął jej wcale w kierunku lasu, tylko tam, gdzie Macmillanowi rozpalili nowe, rytualne ogniska. Mimo magicznej atmosfery Sarah czuła wyraźną różnicę pomiędzy nimi a ogniskami rozpalanymi na polanie w Kniei Godryka - te tutaj wydawały jej się być o wiele bardziej... surowe? Z drugiej strony w te przynajmniej nie bała się spojrzeć - po historiach, jakie opowiedzieli jej Atreus i Victoria, prawdopodobnie bałaby się wyciągnąć dłoń w kierunku języków tamtego ognia.
!płomienie
I wtedy też je usłyszała. Delikatne brzęczenie, na poziomie bzyczenia muchy. I on też musiał to słyszeć, bo jego twarz odwróciła się w tym samym kierunku. Dokładnie tam, gdzie do lotu wzniósł się czarny, migoczący w blasku ognisk ptak.
- Okej, mów co chcesz, ale dla mnie to przeznaczenie.
Pociągnęła Leviathana za rękę.
- Nie no, to jest to, że śpisz i wiesz, że śnisz. Możesz kontlolować to, co dzieje się wokół ciebie. Ale ja zawsze budzę się po tym dwa rhazy baldziej zmęczona, niż byłam pszed zaśnięciem. Sama nie jestem pewna, dlaczego to aż tak męczy - może to świadomość tego, jak odległe to jest od naszego życia na jawie? - Gadała i gadała, właściwie to mogłaby o tym gadać jeszcze naprawdę, naprawdę długo, ale nie sprzyjała temu mnogość wątków i to, że kolejka przesuwała się podejrzanie wręcz szybko. Zupełnie tak, jakby jakaś siła bardzo nie chciała, żeby w niej stali. Może to te dźwięki cudzej sprzeczki sprzed chwili skutecznie rozgoniły biesiadujących?
- Zauważyłam. - Powiedziała z uśmiechem. A potem dotarło do niej, że to mogło zabrzmieć trochę nieuprzejmie, jak się człowiek miał domyślać, o co dokładnie jej chodziło. - Bo się nie znaliśmy. - Jakby chodził na jarmarki, to musiałby, po prostu musiałby ją chociaż trochę kojarzyć.
Na pytanie, czy stoją w kolejce tylko ze względu na jego decyzję, przytaknęła.
- Jest ich dokładnie siedem, Levie. Mogę tak do ciebie mówić? - Mógł przekazać jej odpowiedź wyłącznie gestem, bo od razu mówiła dalej. - Delikatny, miękki dźwięk dzwoneczków lub zapadająca w pamięć wesoła muzyka ich słodkich half. Silny zapach tlawy, jabłek lub dzikich fiołków. Tajemniczy chichot wydobywający się jakby znikąd. Klęgi grzybów napotkane zupełnym przypadkiem... Cztelolistne koniczyny i...! No, najłatwiej poznać to po tym, że podąża za tobą wlona lub kluk. - A później zrobiła jeszcze kilka kroków wprzód, kiedy para przed nimi usunęła się na bok i również wybrała swojego dzisiejszego drinka. Któregoś z kolei, ale tego chyba nie wypadało mówić w dzień swoich zaręczyn? - Mama nie czytała ci o nich baśni? - Wydawało jej się, że było to domeną większości czarodziejskich rodzin. - Czemu robisz taką minę? - Tylko mi nie mów, że słyszałeś dźwięk dzwonków...?
Ale Rowle nie pociągnął jej wcale w kierunku lasu, tylko tam, gdzie Macmillanowi rozpalili nowe, rytualne ogniska. Mimo magicznej atmosfery Sarah czuła wyraźną różnicę pomiędzy nimi a ogniskami rozpalanymi na polanie w Kniei Godryka - te tutaj wydawały jej się być o wiele bardziej... surowe? Z drugiej strony w te przynajmniej nie bała się spojrzeć - po historiach, jakie opowiedzieli jej Atreus i Victoria, prawdopodobnie bałaby się wyciągnąć dłoń w kierunku języków tamtego ognia.
!płomienie
I wtedy też je usłyszała. Delikatne brzęczenie, na poziomie bzyczenia muchy. I on też musiał to słyszeć, bo jego twarz odwróciła się w tym samym kierunku. Dokładnie tam, gdzie do lotu wzniósł się czarny, migoczący w blasku ognisk ptak.
- Okej, mów co chcesz, ale dla mnie to przeznaczenie.
Pociągnęła Leviathana za rękę.
Postacie opuszczają sesję
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.