• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony

[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#7
06.01.2024, 23:43  ✶  
Miał wysokie mniemanie o sobie, bo wszyscy go utwierdzali w tym przekonaniu, ale jeszcze wyższe było na temat jego przyjaciół. Gdy szli całą bandą korytarzem, to nie było tak silnego lumos, które lśniłoby bardziej od nich. Dzieci elity, rzekoma i wątpliwa przyszłość czarodziejskiego świata. Śmiał się z tego wewnętrznie, zachowując jednak kamienną twarz i nie dyskutując z tym, jak postrzegali ich inni. Czuł się jak Król Świata, ale w zupełnie innym sposób, niż posądzałaby go o to słodka Lorraine, będąca odzwierciedleniem gustu Stanisława. Jego świat był przecież zupełnie inny niż ten, który mu oferowano. Nie widział potrzeby też w byciu zepsutym bez potrzeby, wymagało to zbyt wiele wysiłku, który mógł przeznaczyć na coś innego — ćwiczenie kaligrafii na przykład, co było jego małym hobby i ukrytym talentem. Nie mogła jednak o tym wiedzieć, nie znała go na tyle. Dla świata był zupełnie innym obrazem niż ten, który malował się w jego wnętrzu — podszywany strachem, agresją i nienawiścią. Mimo wszystko kochał życie, dobrą zabawę, ognistą i ładne dziewczyny, jak każdy nastolatek. Czy był zabawny? Pewnie nie, ale nikt mu zwykle nie przerywał, to też robienie z siebie klauna weszło mu w nawyk. Przesunął spojrzeniem po dziewczynie, jej drobnej twarzy o dużych oczach i pełnych ustach, przypominała trochę dziewczynę do portretów. Loretta na pewno lubiła ją rysować.

Antek nie był skomplikowany, to prawda i to nawet bez kaca, był raczej człowiekiem prostym. I na pewno nie wyobrażałby sobie analizować tak wszystkiego, jak ona, bo gdzie tu zabawa i iskra adrenaliny? Pogoń za niespodzianką! A przecież przez te błyszczące oczy, Lorraine wydawała się równie impulsywna, jak on. Widocznie nie znał się na ludziach wcale, może nawet nie chciał poznać.

- Nie no, nie rób tego. Mówię tylko, że byś mogła. Dałby Ci dziesięć na dziesięć, nie ma w tym nic złego. Pewnie połowa chłopców za Tobą wzdycha, Atre i Lou też mogli się oglądać. Powinnaś być bardziej dumna.- wyjaśnił ze wzruszeniem ramion, ściągając mimo wszystko na chwilę brwi. Wcale nie chciał, aby jakakolwiek panna owinęła sobie jego ukochanego brata dookoła małego paluszka, a on, zamiast pałętać się z nimi i robić rzeczy niedobre, musiałby skakać przy niej. Już dawno wiedział, że nie musi się przy niej akurat krępować i mógł być dość swobodny. Czasem zadziornie z nią flirtował, ale to z przyzwyczajenia i chęci sprawdzenia, jak szybko ją zirytuje. Gdyby jednak miała czarne włosy i niebieskie oczy, sprawa mogłaby wyglądać całkiem inaczej i wtedy to nie Stasiek byłby zagrożony. - List nie wyszedł? - zapytał z nutą rozbawienia, jednak w treść wypisaną drobnym pismem wcale nie spoglądał, szanując cudzą prywatność. Nie zawsze mu się udawało, ale widział, że on dostałby kurwicy boskiej, gdyby ktoś jego listy podglądał. Może dlatego nie lubił ich pisać, bo jego przyjaciele znaczenia słowa "prywatność" i pojęcia "przestrzeń osobista" nie znali. A Lestrange by go zajebał, gdyby przykładowo dowiedział się, że czasem widywał się z jego siostrą bez jego obecności.

- Ah tak? Wszystko? - mruknął wciąż z rozbawieniem, ale i z zaciekawionym błyskiem w oczach, rozsiadając się wygodnie ze skrzyżowanymi dłońmi na torsie, przyglądając się jej cały czas. Nie uciekał wzrokiem od jej twarzy, miała miłą buzię, z pewnością stanowiła najlepszy punkt zaczepienia w zajmowanym przez nich wagonie. Fenomenu i popularności wróżbiarstwa wśród kobiet nie rozumiał jednak zupełnie, gówno też wiedział o przeznaczeniu — no, może tyle, że podobno nie da się go uniknąć, ale wydawało mu się to głupim kłamstwem, które miało w jakiś sposób zachęcać do przyzwoitego życia. - Wykolejenie się Hogwart Express jest równie prawdopodobne, jak to, że za dziesięć lat będziesz brała ze mną ślub Lorr. Czasem te brednie brzmią jakoś.. Nie wiem, człowiek byłby skłonny w to uwierzyć, ale mam wrażenie, że jak już tak się stanie, to będziesz w pułapce i paranoi, którą samemu sobie zgotujesz. Co ja tam kurwa wiem o przeznaczeniu. Nie powinnaś o tym myśleć, ciesz się chwilą, latem, romansem czy czym tam chcesz.
Kolejne wzruszenie ramion świadczyło o tym, że Borgin zakończył swoją wypowiedź. Może nie była zbyt elokwentna i sensowna, ale tak właśnie czuł. Przeznaczenie, bycie panem swojego losu, filozoficzne pierdolenie. On nie myślał wcale o tym, co go czeka i jaką role odegra, największym problemem był fakt, jak za kilka dni wymknąć się bez wiedzy starego do Londynu z chłopakami. Nic dalej, nic głębiej.

- Dlaczego miałbym się wstydzić? - zapytał nieco zaskoczony, przekręcając głowę na bok, a potem sięgnął po turlającą się gdzieś na siedzeniu butelkę z wodą, z której zrobił kilka łyków. Kac go wciąż męczył, tworząc w jego ustach coś na wzór pustyni, na którą ciągle przygrzewało upierdliwie słońce. - Dobrze mi z Tobą, a ona pewnie jest zajęta.- machnął dłonią, którą następnie przetarł usta z kropelek. Nie mógłby tak ryzykować, a kibel w pociągu nawet nie przeszedł mu przez głowę. - Nie pierdol o katastrofie, nic takiego się nie zdarzy, a jak zdarzy, to spróbuję Cię uratować, jak poprawi Ci to humor. W końcu w ostatecznym rozrachunku będziesz żyła dłużej niż ja.
Mówił pół żartem, pół serio, przenosząc na kilka dłuższych sekund wzrok na okno, za którym przemykający prędko krajobraz zlewał się w rozmazaną całość. Za szybko minął ten rok.

Na jej komentarz parsknął śmiechem, co zakończyło wywód o kolorach i tęczach. Szczerym i głośnym, takim, od którego na kilka chwil musiał złapać się za brzuch, gdy zsunął się niżej na pociągowym siedzisku. - Oh Lorr, żebyś wiedziała, jak często. A jednak boją się przyłożyć w większości. - wydusił w końcu, wciąż się uśmiechając, na tyle szeroko, że w policzkach zrobiły mu się dołeczki. Spojrzał na nią ponownie. - To ładna sukienka, nie martw się. - dodał na wszelki wypadek, wyciągając dłoń i łapiąc na kilka sekund skrawek materiału w palce, przyjrzał mu się badawczo. Pasuje do Slytherina, a on sam zielony kolor bardzo lubił.
Potem przyszła kolej na włosy, których odcień wcale nie był tak fascynujący, ale mienił się niczym złote galeony w słońcu, które wpadało przez szybę. Nie wyglądał na zawstydzonego, przynajmniej dopóki on miał kontrolę. Lubił mieć możliwość decydowania, samemu przesuwać granicę. Lorraine pachniała zupełnie inaczej niż Loretta, co było pierwszym, co zauważył.
- Ale są miłe i miękkie w dotyku. Milsze, niż chłodne złote kielichy i kosztowności. - zauważył tonem niezadowolonego chłopca, któremu chcieli zabrać cukierka, świdrując ją wzrokiem. Lubił się z nią droczyć, nawet jeśli niczego miało mu to nie dać. Ot, przyjemność płynąca z krótkiej chwili, którą przecież zapamięta. Lubił takie momenty, gdy twarz drugiego człowieka, ton jego głosu i sposób, w jaki na niego spoglądał, wyrażały tak wiele. Emocje go napędzały, poczuł ciepło adrenaliny. Mogła go kopnąć, mogła dać mu w mordę, mogła zrobić, co chciała, a on i tak nie miałby z tym problemu. W pewien sposób pomogła mu się nasycić, kac jakby zelżał. I za to był jej poniekąd wdzięczny. - Najchętniej to bym Cię pocałował, ale pewnie to Cię nie urządza, bo nie jestem chłopakiem, który Ci się podoba. Rani mnie to dogłębnie. - złapał się za serce, robiąc smutną minę, a potem obróci się i opadł koło niej na siedzenie, patrząc w tkwiące nad siedzeniem naprzeciw lustro, gdzie widział ich odbicie. Ona lubiła interesy, wiedział o tym — chociaż bardziej spodziewał się tego, że będzie chciała galeony. Sekrety go nieco zaskoczyły. - Nie jestem pewien, czy znam dużo sekretów Lorr, ale może jakoś uda nam się dobić targu. Możesz też mieć u mnie przysługę, do wykorzystania potem. Mogę Cię umówić ze Staszkiem, Lou albo Atre? Nie wiem, przytulić? Mógłbym też się zdrzemnąć na Twoich kolanach, ale to byłaby forma nagrody dla mnie i raczej po papierosku, bo mi świder w głowie wariuje. Zrobię, prawie wszystko, co chcesz.
Uśmiechnął się i odwrócił twarz w jej stronę. Dodał prawie, gdyby wpadło jej do głowy coś głupiego z Lorettą, co mogłoby go skłócić z Louvainem. Zsunął buty i wyprostował nogi, układając je na siedzeniu naprzeciw. Pozwolił sobie głębiej odetchnąć, przymknąć n chwilę oczy. - No i zostawiłem Twoje włosy, jak chciałaś. Wielka strata.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3722), Lorraine Malfoy (4728)




Wiadomości w tym wątku
[Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 09.10.2023, 22:01
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 10.10.2023, 21:41
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 19.10.2023, 00:56
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 09.11.2023, 20:16
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 23.11.2023, 00:20
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 15.12.2023, 15:40
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 06.01.2024, 23:43
RE: [Czerwiec 1964] Świeciło słońce, a z nieba padał deszcz | Lorraine & Anthony - przez Lorraine Malfoy - 28.02.2024, 00:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa