Funkcjonowanie z klątwą, nawet jeśli ta nie była szczególnie kłopotliwa, nie mogło być czymś przyjemnym. Chęć możliwie najszybszego pozbycia się problemu nie powinna więc nikogo dziwić. A już zwłaszcza kogoś takiego jak Camille, która pracując w Mungu, musiała przez te wszystkie lata spotkać się z wieloma różnymi przypadkami. Mniej i bardziej zapadającymi w pamięć.
- A budzenie się i zasypianie z klątwą, nie jest najprzyjemniejszym przeżyciem. - po prostu musiał się lekko odgryźć. Inaczej zapewne by się tu, w tym miejscu udusił. I padł trupem prostu do stóp blondynki. Tak już miał. Delacour zapewne zdążyła już pewne rzeczy zaobserwować, w jakimś stopniu go poznać. Wyrobić sobie na temat Theona jakąś opinie. Zapewne niekoniecznie najlepszą. - Nie tym razem, po prostu chce mieć to wreszcie z głowy. - kolejne słowa wypowiedział już nieco innym tonem. Łagodniej? Może nawet przepraszająco? Samo przepraszam jednak z jego ust nie padło. Być może wcale nie znajdywało się ono w Theonowym słowniku?
Ruszył za Camille do pomieszczenia, w którym - tak założył - miało się wszystko odbyć. Uniósł lekko ku górze brwi, kiedy zorientował się, że te w zasadzie nie było wyposażone. Umeblowane? Bo i czym było tych kilka, niskich szafek? Nie skomentował tego jednak. Odezwał się dopiero w momencie, kiedy w głowie pojawiło się pierwsze pytanie.
- Powinienem coś zrobić, jeśli poczuje się wybitnie źle? - zapytał, zakładając iż zapewne warto byłoby na taką ewentualność coś ustalić. Może jakieś konkretne słowo? Gest? Coś, co dałoby Camille do zrozumienia, że cały proces należało przerwać? O ile tylko przerwanie procesu łamania klątwy wchodziło w grę. Nie znał się na tym.
Nie czekając na odpowiedź, zrobił kilka kroków w stronę wyrysowanego kręgu, do którego następnie wszedł, starając się przy tym nie przerwać linii. Dokładnie tak jak mówiła Delacour. Nie chciał wszystkiego nagle skomplikować. Utrudnić. Zależało mu na tym, aby wszystko potoczyło się sprawnie i względnie bezproblemowo. Nie chciał do Camille wracać, ani też szukać innego medyka specjalizującego się w klątwach.
Nie to, żeby blondynka ani trochę mu nie przypadła do gustu.
Zgodnie z instrukcjami, zdecydował się usiąść. Po turecku, dłonie umieścił na kolanach. Przymknął na moment oczy. Westchnął. Czyli to było już? Teraz? Wreszcie to wszystko miało się skończyć? Nie był do końca pewien jak się z tym czuł. Czy na pewno chciał zrywać tę więź? Zrezygnować z tego, co...
Ogarnij się, to nie jest prawdziwe - upomniał samego siebie. Bo przecież taka była prawda. Nie czuł tego nigdy wcześniej. Nie powinien też czuć teraz. Nie do niej. Nie do Stelli. Żadnemu z ich dwojga nie mogło to wyjść na dobre. Musiał tylko wytrzymać tych kilka minut, pozwolić Camille działać. A później.. później już będzie mógł zostawić to za sobą.
- Zaczynamy? - zapytał, spoglądając na kobietę. Kolejne instrukcje, ostrzeżenia go nie interesowały. Jedynie efekt. Sprawne działanie. Konkrety.