07.01.2024, 00:23 ✶
To nie musiała być herbata, ale tę akurat zwyczajnie preferowała ponad kawę. I to też nie było tak, że w ogóle jej nie pijała, ale nigdy nie była pewna czy, spełniała jakieś odgórne zasady wróżenia z fusów, kiedy zalewała ją litrami mleka i słodziła toną cukru. Niektórzy kiedy to widzieli uśmiechali się do niej z politowaniem, śpiesząc by zapytać, czy przypadkiem nie jest na coś takiego za stara, by wyglądało to jak koktajl nastolatki. Osobiście nigdy nie rozumiała jakiejś społecznej wyższości czarnej, gęstej lury, którą niektórzy popijali, a która była gorzka tak, że wykręcała gębę na drugą stronę jeszcze zanim wzięło się łyk.
Miała takie dziwne skojarzenie z zapachem i smakiem czystej kawy, z jakiegoś powodu wiążąc go z ciężkością czarnej magii czy może niekromancji. A może dziełem nekromantycznych zaklęć? Kubek gorącej, gorzkiej kawy nieustannie stał w gabinecie mężczyzny, którego zatrudniał jego ojciec, by słowo kościany w skojarzeniu z jego zamtuzem, zawsze należycie wybrzmiewało. Ratował ludzi przed śmiercią, w nienaturalny sposób wiążąc ich z ich ciałami na dłużej, ale też zgłębiał na nich swoje nietypowe zainteresowania. Spoglądała czasem przez szparę w drzwiach, z zainteresowaniem obserwując jego poczynania i czuła wtedy ten ciężki zapach, który drażnił dziecięcy nos.
Może dlatego nie była to kawa. Bo nie chciała być stronnicza.
Rosie do Spectrum należała chyba z rozpędu i może cichej nadziei, ze coś jej to da. Że pod czujnym okiem Madame Fawley, przestanie zaledwie nieporadnie drapać paznokciem zasłonę. Trochę chyba liczyła, że ktos kto siedzi w takim klubie i chlubi się regularnymi seansami, pomoże jej jakoś faktycznie zbadać materię oddzielającą ją od limbo i może nawet przedrzeć się przez nią, nawet jeśli ta wizja zawsze napawała ją w środku niepokojem.
W pewnym momencie przyszło więc rozczarowanie, a potem znudzenie. Zgromadzenie w większości było dla niej snobistyczną rozrywką ludzi, którzy mogli sobie pozwolić na to, by zaganiać do pomieszenia kolejne duchy i zadawać im pytania. A te z uporem maniaka odpowiadały to samo, czyli absolutnie nic, jakby wyciągnięcie je przez zasłone zaburzało to, co zostało z ich wspomnień.
- Louvain - zrewanżowała mu się bez większych problemów z przekorą w głosie, bo prawdę powiedziawszy to tego pana przed nazwiskiem jeszcze parę chwil temu wypowiedziała chyba z rozpędu. Ale miło było wiedzieć, że w ogóle pamiętał jej imię, a nie musiała dukać je za niego.
- Całe szczęście. Czasem trzeba odrobiny chwili dla siebie. Zaczerpnąć świeżego powietrza, może się zabawić. Co kto lubi - uśmiechnęła się do niego jak gdyby nigdy nic, nie próbując jednak naśladować jego grymasów. Nawet jeśli czuła supeł irytacji związany gdzieś w okolicy żołądka, który uwierał ją nieustannie. Pewnie w każdym innym przypadku tylko by ją to dodatkowo denerwowało, jednak w tym konkretnym momencie działało raczej motywująco. - Zakazane jest tylko to, co do końca niezbadane - odparła filozoficznie, wyciągając na stół takię do tarota, którą miała przeznaczoną do użytku z klientami. Jeszcze tego by brakowało, żeby na Louvaina wyskoczyli niepasujący do całej reszty talii Kochankowie, albo dwa razy pokazała mu się dziesiątka mieczy, bo od końca zeszłego miesiąca trzymała w talli także tę należącą do Alexandra. Dostała ją w odpowiedzi na Gwiazdę, którą podesłała mu czując, że może mu się przydać. Że była właściwym wyborem. I teraz ta Gwiazda gryzła ją ewidentnie po kostkach.
- Nie? Szkoda, bo miałam nadzieję na rozrywkowe towarzystwo - odpowiedziała ze smutnym uśmiechem trzpiotki, która absolutnie nie miała tego na myśli. No, może trochę jednak miała, bo przecież nikt jej nie zabraniał w tym całym wygrażaniu pięściami Mulciberowi dobrze się bawić. Jak tak w sumie patrzyła na Lestrange'a to nawet pomyślała, czy może na złość nie powinna go próbować uwieść, ale szybko doszła do wniosku, że się jej nie chciało szarpać z kolejnym aroganckim dupkiem. Tych miała w życiu pod dostatkiem.
- Lou, mogę cię nauczyć wielu rzeczy, ale nie wyglądasz na kogoś, kogo bawi akurat tarot, ale spróbujmy. Mam akurat dzisiaj na niego ochotę - uśmiechnęła się do niego lekko, trochę zaczepnie, jednocześnie podsuwając w jego stronę talię. - Pomacaj - zawyrokowała, pukając na sam koniec w wierzch stosiku paznokciem. - Przetasuj karty, zastanów się nad tym, co chciałbyś wiedzieć i powiedz jakie pytanie czai ci się w głowie. Pomoże ono nadać kontekst i kierunek całemu czytaniu.
Kierunek akurat, był już z góry ustalony, ale tego akurat Louvain nie musiał wiedzieć.
Miała takie dziwne skojarzenie z zapachem i smakiem czystej kawy, z jakiegoś powodu wiążąc go z ciężkością czarnej magii czy może niekromancji. A może dziełem nekromantycznych zaklęć? Kubek gorącej, gorzkiej kawy nieustannie stał w gabinecie mężczyzny, którego zatrudniał jego ojciec, by słowo kościany w skojarzeniu z jego zamtuzem, zawsze należycie wybrzmiewało. Ratował ludzi przed śmiercią, w nienaturalny sposób wiążąc ich z ich ciałami na dłużej, ale też zgłębiał na nich swoje nietypowe zainteresowania. Spoglądała czasem przez szparę w drzwiach, z zainteresowaniem obserwując jego poczynania i czuła wtedy ten ciężki zapach, który drażnił dziecięcy nos.
Może dlatego nie była to kawa. Bo nie chciała być stronnicza.
Rosie do Spectrum należała chyba z rozpędu i może cichej nadziei, ze coś jej to da. Że pod czujnym okiem Madame Fawley, przestanie zaledwie nieporadnie drapać paznokciem zasłonę. Trochę chyba liczyła, że ktos kto siedzi w takim klubie i chlubi się regularnymi seansami, pomoże jej jakoś faktycznie zbadać materię oddzielającą ją od limbo i może nawet przedrzeć się przez nią, nawet jeśli ta wizja zawsze napawała ją w środku niepokojem.
W pewnym momencie przyszło więc rozczarowanie, a potem znudzenie. Zgromadzenie w większości było dla niej snobistyczną rozrywką ludzi, którzy mogli sobie pozwolić na to, by zaganiać do pomieszenia kolejne duchy i zadawać im pytania. A te z uporem maniaka odpowiadały to samo, czyli absolutnie nic, jakby wyciągnięcie je przez zasłone zaburzało to, co zostało z ich wspomnień.
- Louvain - zrewanżowała mu się bez większych problemów z przekorą w głosie, bo prawdę powiedziawszy to tego pana przed nazwiskiem jeszcze parę chwil temu wypowiedziała chyba z rozpędu. Ale miło było wiedzieć, że w ogóle pamiętał jej imię, a nie musiała dukać je za niego.
- Całe szczęście. Czasem trzeba odrobiny chwili dla siebie. Zaczerpnąć świeżego powietrza, może się zabawić. Co kto lubi - uśmiechnęła się do niego jak gdyby nigdy nic, nie próbując jednak naśladować jego grymasów. Nawet jeśli czuła supeł irytacji związany gdzieś w okolicy żołądka, który uwierał ją nieustannie. Pewnie w każdym innym przypadku tylko by ją to dodatkowo denerwowało, jednak w tym konkretnym momencie działało raczej motywująco. - Zakazane jest tylko to, co do końca niezbadane - odparła filozoficznie, wyciągając na stół takię do tarota, którą miała przeznaczoną do użytku z klientami. Jeszcze tego by brakowało, żeby na Louvaina wyskoczyli niepasujący do całej reszty talii Kochankowie, albo dwa razy pokazała mu się dziesiątka mieczy, bo od końca zeszłego miesiąca trzymała w talli także tę należącą do Alexandra. Dostała ją w odpowiedzi na Gwiazdę, którą podesłała mu czując, że może mu się przydać. Że była właściwym wyborem. I teraz ta Gwiazda gryzła ją ewidentnie po kostkach.
- Nie? Szkoda, bo miałam nadzieję na rozrywkowe towarzystwo - odpowiedziała ze smutnym uśmiechem trzpiotki, która absolutnie nie miała tego na myśli. No, może trochę jednak miała, bo przecież nikt jej nie zabraniał w tym całym wygrażaniu pięściami Mulciberowi dobrze się bawić. Jak tak w sumie patrzyła na Lestrange'a to nawet pomyślała, czy może na złość nie powinna go próbować uwieść, ale szybko doszła do wniosku, że się jej nie chciało szarpać z kolejnym aroganckim dupkiem. Tych miała w życiu pod dostatkiem.
- Lou, mogę cię nauczyć wielu rzeczy, ale nie wyglądasz na kogoś, kogo bawi akurat tarot, ale spróbujmy. Mam akurat dzisiaj na niego ochotę - uśmiechnęła się do niego lekko, trochę zaczepnie, jednocześnie podsuwając w jego stronę talię. - Pomacaj - zawyrokowała, pukając na sam koniec w wierzch stosiku paznokciem. - Przetasuj karty, zastanów się nad tym, co chciałbyś wiedzieć i powiedz jakie pytanie czai ci się w głowie. Pomoże ono nadać kontekst i kierunek całemu czytaniu.
Kierunek akurat, był już z góry ustalony, ale tego akurat Louvain nie musiał wiedzieć.