Oh jak on nienawidził duchów. Właśnie utwierdził się tym przekonaniu po tysiąckroć. Latała taka bździągwa, niematerialna i nienamacalna, mogła gadać co tylko ślina na język jej przyniosła i nie ponosiła żadnych konsekwencji. Bo jak tu taką ukarać za pieprzenie takich bezeceństw? Co z tego, że już nie żyła, że to co najgorsze w życiu człowieka może spotkać dopadło i ją? To totalnie nie miało teraz znaczenia dla Lou, kiedy tak o, z czystej złośliwości, paplała jakieś głupoty na temat jego kochanej siostrzyczki. W normalnych okolicznościach odpalała mu się reverse zdolność rodowa Longbottom i zmuszony był stoczyć kompletnie niehonorowy pojedynek do odszczekania swoich słów oponenta. Ten jeden błędny rycerzyk w całym Hogwarcie, który był gotów machać szabelką na wszystkie strony, byle nie pozwolić na drwiny z bliźniaczki. A im byli starsi tym bardziej go to wkurwiało. W końcu najmroczniejsza wywłoka w całej szkole, z każdym kolejnym rokiem, tylko dorzucała kolejnych argumentów do tej gorzkiej zupy "największego kurwiska", a Louvain Chichot musiał wypić tę zupę i to bez najdrobniejszego grymasu, by nie dawać wszystkim szczekaczkom nawet cienia szansy do prowokacji go. Biedaczysko, jeszcze minie dekada tej nie równej walki z wiatrakami.
- No! Dokończ wywłoko, to napluje ci w te brudne kłaki! - dorzucił rozsierdzony, aż zaczął się cały trząść. To zdecydowanie był jego najczulszy punkt. Drwiny z niego samego jeszcze mógł dźwignąć, albo chociaż odpowiedzieć pięknym za nadobne odpowiednią wiązanką. Zresztą nikt nie powiedziałby o nim czegoś negatywnego do czego sam by się nie przyznał z uśmiechem na twarzy. Tak był niezłym dupkiem. Oczywiście, że traktował wszystkich poza swoimi kumplami z wyższością i pogardą. Znęcanie się i prześladowanie słabszych, lub młodszych? Stały element w jego raiderze.
Ta złość jednak wyparowała jakby ktoś rzucił na niego zaklęcie. I chociaż żadna różdżka nie została w niego wycelowana, to słowa Effi były niczym inkantacja wieczystego spokoju. Powiedzieć, że się tego nie spodziewał to za mało. Zesztywniał na moment, kompletnie wybity z rytmu. Zwykle kiedy ktoś próbował go uspokoić to podpalał go jeszcze bardziej, ale teraz? Cała jego aura żądna przemocy i krwi dosłownie wyparowała. Poczuł uścisk na swojej talii i spojrzał w dół, by dostrzec jak drobne dłonie oplatają się wokół niego. Nie przypuszczał, że tak drobne gesty są w stanie nim poruszyć do tego stopnia. Stał tak kilka sekund, zaskoczony nagłym obrotem spraw. Skąd w tym rumianym loczku pojawiło się nagle tyle odwagi, by dotknąć go? Żeby tylko dotknąć, ona go przytuliła! I chociaż próbował z całych sił, utrzymać pokerową twarz, to rozpływający się uśmiech rozkoszy wymalował jego lico. Obrócił się wewnątrz jej objęcia, by znaleźć się frontem do niej. - Ja, em... Jestem spokojny... - odparł w końcu. Spoglądając nieco góry na wtuloną w jego koszulę blond główkę gryfiątka, miał przez moment odwzajemnić ten gest, jednak świadomść mu na to nie pozwoliła. On nie z tych którzy tak szybko i tak łatwo się rozczulają.
- To tylko wyuczona agresja. Czasem lepiej zaatakować pierwszym, zanim ktokolwiek o tym pomyśli wcześniej. - wyjaśnił obniżając ton swojego głosu równomiernie. Mówiąc to spokojnym ruchem dłoni, przeniósł jej paluszki z zamkniętego na nim uścisku i położył jej ręce na twojej twarzy. Dobrze zrozumiał, że nareszcie rybka połknęła haczyk, dlatego nie zamierzał teraz w żadnym wypadku oddawać pola. Przesunął się w przód, zmuszając jej postać do lekkiego poddania się mu, by w końcu, po kilku krokach dziewczyna przywarła plecami do ściany łazienki. Jedną z jej rączek przesunął po swojej szyi, przeciągając w dół i przycisnął swoją dłonią jej dłoń do swojego torsu. Być może na krótką chwilę przesunął nosem po jej włosach, by do jego nozdrzy uderzyła woń jej zapachu, jej perfum. Odpuścił w końcu, by spojrzeć gniewnie jeszcze raz w kierunku w którym uciekł duch dziewczyny. - Nienawidzę kiedy tak o niej mówią... Zawsze boli najbardziej. - rzucił niby w eter, ale mówił jednak w kierunku dziewczyny. Zdecydowanie nie było w jego zwyczaju przyznawanie się do takich słabości, ale pod trupio bladą skórą wyczuł, że Effi nie ma złych intencji. W końcu idealnie go wyczuła, więc nic dziwnego że go w krótkiej chwili zaprogramowała do otworzenia się. Zmarszczył brwi i osuwając się plecami po ścianie, niczym prawdziwy emo nastolatek, przyklęknął jakby nieco zrezygnowany. Odpalił kolejnego papierosa, którego teraz potrzebował na ostudzenie nerwów, a nie na pokazówę przed małolatą.