07.01.2024, 18:07 ✶
Ach, ja ja uwielbiałem drapcianie za uchem. Przyjemny dreszczyk przeszył moje ciało, a cichy charkot od razu mi się uruchomił, bo jednak Pani Norka to miała rękę do kociaków. Rozpływałem się w tym niebiańskim uczuciu, bo to naprawdę było coś, dla czego warto było żyć, więc pewnie powiedziałbym Pani Norce, że ja to mogłem premie odbierać w drapcianiu, może nawet pół wypłaty... Co byłoby zapłatą w naturze, hehe. Zapewne bym tak zrobił i zapewne został w tej kociej postaci i za nią łaził do końca dnia, żeby mnie drapała za uszkiem i pod pyszczkiem, ale obiecałem jej drineczka, poza tym Dellian coś krzyczał, żebym coś tam pamiętał. Co prawda, nie pamiętałem już co, ale pamiętałem, że coś było. Poza tym obiecałem drineczka. Koci Bożku, ja to bym jednak zrobił wszystko na raz! I został tak na wieczność, był barmanem na tym dancingu, a jeszcze jednocześnie spał. Tak, spałbym w opór.
Musiałem jednakże pochwalić się swoim kunsztem. Podjaranie było we mnie tak wysokie, że nie przekalkulowałem sobie wcale swojego męskiego, wielkiego cielska, więc kiedy. wróciłem do ludzkiej postaci, rozwalony właściwie na całym blacie jak ta śliczna prostytutka w klubie, tylko że byłem ubrany w pełni, na letnie standardy całkiem schludnie, mógłbym rzec, to... właśnie. Przestała się mieścić na nim filiżanka po kawie czy też z resztą kawy Pani Norki i moja szklanka po mleku, a że ciężko było mi zdecydować, które ratować, to jednak okazało się, że szklanki nie trąciłem, a filiżanki nie zdążyłem w locie złapać. I tak cudownie, bo tym razem nie wylądowałem z tyłem na podłodze, chociaż ja tak potrafiłem. I chwała, bo pewnie bym się zwalił na kolekcję mocnych alkoholi, a to już nie byłby tani fikołek.
- Ups - wyrzuciłem z siebie jedynie, po czym już normalnie, jak na człowieka przystało, zeskoczyłem z baru by zająć się szkłem leżącym na ziemi. - To pierwsze spotkanie mamy ochrzczone - zaśmiałem się, wcale nie nerwowo, bo już omówiliśmy kwestię szklanych ofiar. I chwała, bo przynajmniej nie miało nas nic zaskoczyć. Machnąłem kilka razy różdżką, a zaklęcia czyszczące to akurat u mnie na tle dziennym były, więc... Zaraz się wyprostowałem i podskoczyłem w miejscu kilka razy, żeby pokazać światu, że żyję, że przeżyłem.
- Pokazałbym swoją specjalność, jeśli chodzi o drinki, ale to whisky z mlekiem, a że musi być odpowiednia ilość whisky, a my chcemy na słabo, to porzucę ten temat na przyszłość, ale ja często to serwuję przyjaciołom, więc zapewniam, że nie zapomnę - odparłem, po czym machnąłem różdżką by się przygotowała, a ja odwróciłem się do asortymentu, by wymyślić coś fancy. Postawiłem na wódeczkę, nieco słodkości, bo byliśmy w klubokawiarni z cukiernią również i dużo owocowego soku. Mogłoby robić pozory kompotu, gdyby po pięciu drinkach nie kosiło... Norkę to może po trzech albo nawet dwóch, bo drobna była.
- I jak? I jak? Przyznam szczerze, że bywam niezdrowo podniecony, kiedy ludzie piją moje wytwory - stwierdziłem, uśmiechając się jak ten wariat i czekając z widoczną niecierpliwością, ale przy tym czekaniu, to sobie nieco potuptałem w miejscu do muzyki w lokalu, co się roznosiła. Fajna-fajna, bardzo fajna sprawa.
Musiałem jednakże pochwalić się swoim kunsztem. Podjaranie było we mnie tak wysokie, że nie przekalkulowałem sobie wcale swojego męskiego, wielkiego cielska, więc kiedy. wróciłem do ludzkiej postaci, rozwalony właściwie na całym blacie jak ta śliczna prostytutka w klubie, tylko że byłem ubrany w pełni, na letnie standardy całkiem schludnie, mógłbym rzec, to... właśnie. Przestała się mieścić na nim filiżanka po kawie czy też z resztą kawy Pani Norki i moja szklanka po mleku, a że ciężko było mi zdecydować, które ratować, to jednak okazało się, że szklanki nie trąciłem, a filiżanki nie zdążyłem w locie złapać. I tak cudownie, bo tym razem nie wylądowałem z tyłem na podłodze, chociaż ja tak potrafiłem. I chwała, bo pewnie bym się zwalił na kolekcję mocnych alkoholi, a to już nie byłby tani fikołek.
- Ups - wyrzuciłem z siebie jedynie, po czym już normalnie, jak na człowieka przystało, zeskoczyłem z baru by zająć się szkłem leżącym na ziemi. - To pierwsze spotkanie mamy ochrzczone - zaśmiałem się, wcale nie nerwowo, bo już omówiliśmy kwestię szklanych ofiar. I chwała, bo przynajmniej nie miało nas nic zaskoczyć. Machnąłem kilka razy różdżką, a zaklęcia czyszczące to akurat u mnie na tle dziennym były, więc... Zaraz się wyprostowałem i podskoczyłem w miejscu kilka razy, żeby pokazać światu, że żyję, że przeżyłem.
- Pokazałbym swoją specjalność, jeśli chodzi o drinki, ale to whisky z mlekiem, a że musi być odpowiednia ilość whisky, a my chcemy na słabo, to porzucę ten temat na przyszłość, ale ja często to serwuję przyjaciołom, więc zapewniam, że nie zapomnę - odparłem, po czym machnąłem różdżką by się przygotowała, a ja odwróciłem się do asortymentu, by wymyślić coś fancy. Postawiłem na wódeczkę, nieco słodkości, bo byliśmy w klubokawiarni z cukiernią również i dużo owocowego soku. Mogłoby robić pozory kompotu, gdyby po pięciu drinkach nie kosiło... Norkę to może po trzech albo nawet dwóch, bo drobna była.
- I jak? I jak? Przyznam szczerze, że bywam niezdrowo podniecony, kiedy ludzie piją moje wytwory - stwierdziłem, uśmiechając się jak ten wariat i czekając z widoczną niecierpliwością, ale przy tym czekaniu, to sobie nieco potuptałem w miejscu do muzyki w lokalu, co się roznosiła. Fajna-fajna, bardzo fajna sprawa.