— Jestem całkiem dobrze zorientowany w kwestii liczących się w świecie czarodziejów rodzin. — Przyznał dla dla potwierdzenia swojej wiedzy z tego zakresu. Użyte przez niego słowa stanowiły doskonały eufemizm zamiast bezpośredniego przyznania tego, że czystokrwiste rodziny czarodziejów odgrywają niebagatelną rolę w ich świecie, że są jedynymi, które tak naprawdę powinny się liczyć - za wyjątkiem rodzin zdrajców krwi. Rodziny czarodziejów czystej krwi nie powinny występować przeciwko im, Śmierciożercom, a najlepiej powinni poprzeć Czarnego Pana i jego popleczników. Wykazywał pewną dozę tolerancji względem rodzin półkrwi, za to nie był w stanie tolerować rodzin pełnych szlam. To jednak nie był temat do rozmowy z piękną kobietą. W przypadku Chestera znacznie trudniej było wywołać u niego dyskomfort. Jako Auror przeprowadził sporo przesłuchań i wiedział, jak to wszystko wyglądało i nie uważał, aby Camille go przesłuchiwała.
— Nie byłem, postanowiłem poświęcić trochę czasu swoim wnukom do przyjścia ich rodziców. Podczas pełnienia służby noszę mundur. Nie będę miał przez to kłopotów. — Zapewnił czarownicę z przelotnym uśmiechem. Zarazem chciał ciężko westchnąć w związku poruszeniu tematu jego pracy. Może gdyby był dzisiaj na służbie to tamten incydent z tamtą dwójką złodziei, o których miał zamiar się wypytać jak przyjdzie następnego dnia do pracy. Ich miejsce było w areszcie i jak przystało na służbistę nie zmieniłby swojego osądu w tej kwestii.
— Aurorzy często współpracują z uzdrowicielami z tego oddziału, co wynika ze specyfiki naszej pracy. Urazy pozaklęciowe i klątwy są wpisane w nasz zawód. To przyzwoity zawód. — Wykonujący zawód zaufania publicznego uzdrowiciele potrafili zaskarbić sobie dozę szacunku ze strony Chestera, o ile zajmowali się przypadłościami dotykającymi ciała zamiast umysłu.
— Ja z reguły również. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. — Powodów, dla których głównie unikał sabatów, jak i praktycznie wycofał się z publicznego poświęcając się pracy było co najmniej kilka: śmierć jego żony, żałoba, praca i służba Czarnemu Panu. Z czystym sumieniem mógł nazwać głupcami wszystkich tych, którzy udali się na tegoroczne Beltane. Pomimo wykonywanego zawodu samemu igrał z prawem. Dostrzegł ten błysk w oczach blondynki, która znacznie się ożywiła wspominając o swoim zawodzie, będącym ewidentnie jej pasją.
— To skłoniło cię do stania się uzdrowicielką? — Zapytał z nietypową jak na siebie dozą zainteresowania, przebijającego się przez jego zwyczajowe zobojętnienie. Dopiero od niedawna, głównie dzięki swojemu bratu postanowił trochę przełamać ten impas.