08.01.2024, 00:53 ✶
Znieruchomiała, ganiąc się w duchu. Czy zbadała w nocy teren? Niby tak. Czy coś świadczyło o pułapkach? Niby nie, z tego co pamiętała, ale też specem pułapkowym jednak nie była – jej talenty kryły się w zgoła innych dziedzinach. Czy poszła na pewniaka, uznając, że skoro ma rachunki do wyrównania z filarem (jakkolwiek by to nie brzmiało), to generalnie na resztę uwagi nie trzeba zwracać, zwłaszcza że: znów, zbadała teren. A pułapka to jednak jakoś wcześniej powinna być, a nie w tej sali…
Co nie zmieniało faktu, że takie dreptanie na pewniaka nie było roztropne – choćby z tego względu, iż mogło to zrodzić pytania z gatunku „a skąd wiesz, że nic się nie stanie, ha?”. Odpowiedź na nie zaś była tym, czym niekoniecznie się chciała chwalić na prawo i lewo. Kto miał wiedzieć: wiedział. I to w zupełności wystarczało; po co poszerzać krąg wtajemniczonych?
- Dobra, dobra, dobra... – uniosła dłonie w uniwersalnym geście poddania się – To sobie tutaj postoję i zapuszczę korzenie – prychnęła. Cóż, z dwojga złego – chyba lepiej tak niż skakać dalej po sali, nie? Przynajmniej tyle już wiedzieli, że droga, jaką Crouch przebyła, powinna być bezpieczna. Bo zawsze jednak istniało ryzyko, że ominęła pułapkę o raptem centymetr… A szkoda, żeby znowu w powietrzu miały latać znowu skorpiony bądź nadziali się na coś innego.
- Cóż, jak dla mnie to mogli mieć po prostu pecha. Nawet jeśli filary faktycznie stanowiły ochronę, to celowałabym w zewnętrzne zagrożenia? Wiecie, żeby nikt nieproszony się nie wpierdzielił na ten teren. Ale to niekoniecznie mogło obronić przed, dajmy na to, trzęsieniem ziemi... – cóż, jakkolwiek by nie patrzeć, musieli najpierw usunąć zawalisko, żeby się dostać do właściwego korytarza. Przymknęła na chwilę oczy, biorąc głębszy wdech. A może…
… może to filar był tym, co zmarli chcieli ochronić? Cóż, mogli oglądać właśnie ostatni bastion obrony bądź ostatnią kryjówkę, która dawała jakieś szanse na przetrwanie. Bądź coś innego?
Teraz tego nie widzieli, nie czuła tego, ale aż za dobrze pamiętała ten blask, tę brutalność, tę… barierę? Machnęła lekko różdżką, zwiększając jasność i siłę swojego światełka. I o ile – póki co – odpuściła sobie wędrówkę, to nie oznaczało to, że nie mogła się poprzyglądać. Czy widziała może coś, co wyglądało jak pieprzone pieczęcie? A może na samym filarze coś jednak widniało…?
Co nie zmieniało faktu, że takie dreptanie na pewniaka nie było roztropne – choćby z tego względu, iż mogło to zrodzić pytania z gatunku „a skąd wiesz, że nic się nie stanie, ha?”. Odpowiedź na nie zaś była tym, czym niekoniecznie się chciała chwalić na prawo i lewo. Kto miał wiedzieć: wiedział. I to w zupełności wystarczało; po co poszerzać krąg wtajemniczonych?
- Dobra, dobra, dobra... – uniosła dłonie w uniwersalnym geście poddania się – To sobie tutaj postoję i zapuszczę korzenie – prychnęła. Cóż, z dwojga złego – chyba lepiej tak niż skakać dalej po sali, nie? Przynajmniej tyle już wiedzieli, że droga, jaką Crouch przebyła, powinna być bezpieczna. Bo zawsze jednak istniało ryzyko, że ominęła pułapkę o raptem centymetr… A szkoda, żeby znowu w powietrzu miały latać znowu skorpiony bądź nadziali się na coś innego.
- Cóż, jak dla mnie to mogli mieć po prostu pecha. Nawet jeśli filary faktycznie stanowiły ochronę, to celowałabym w zewnętrzne zagrożenia? Wiecie, żeby nikt nieproszony się nie wpierdzielił na ten teren. Ale to niekoniecznie mogło obronić przed, dajmy na to, trzęsieniem ziemi... – cóż, jakkolwiek by nie patrzeć, musieli najpierw usunąć zawalisko, żeby się dostać do właściwego korytarza. Przymknęła na chwilę oczy, biorąc głębszy wdech. A może…
… może to filar był tym, co zmarli chcieli ochronić? Cóż, mogli oglądać właśnie ostatni bastion obrony bądź ostatnią kryjówkę, która dawała jakieś szanse na przetrwanie. Bądź coś innego?
Teraz tego nie widzieli, nie czuła tego, ale aż za dobrze pamiętała ten blask, tę brutalność, tę… barierę? Machnęła lekko różdżką, zwiększając jasność i siłę swojego światełka. I o ile – póki co – odpuściła sobie wędrówkę, to nie oznaczało to, że nie mogła się poprzyglądać. Czy widziała może coś, co wyglądało jak pieprzone pieczęcie? A może na samym filarze coś jednak widniało…?