10.01.2024, 21:39 ✶
Milczałem chwilę wraz z synem, a kiedy żadne kolejne pytanie nie padło, postanowiłem ustosunkować się do jego wcześniejszych stwierdzeń. Cieszyłem się, że była dziedzina magii, w której czuł się dobrze, wręcz całkiem dobrze, aczkolwiek nie zaszkodziłby trening.
- Mimo wszystko proponowałbym trening. Z kimkolwiek. Nawet gdybyś miał wykorzystać transmutację w samoobronie. Taki trening wyuczy w tobie typowe odruchy obronne. Będziesz to po prostu robił, a nie zastanawiał się, co począć, w razie sytuacji awaryjnej... Z pewnością czułbym się pewniej, gdybym wiedział, że skorzystasz z tej możliwości. Jeśli nie chcesz mojej pomocy w tym temacie, to może weź któreś ze swoich przyjaciół... albo Vincenta - zaproponowałem, bo nie uważałem tego za coś złego, wręcz przeciwnie. Laurent miał zdecydowanie za dużo losowych przygód, żeby spać spokojnie. Jeśli nie przystanie na trening ani ochronę, to będzie miał przymusową ochronę albo dodatkowy cień za plecami - tak załatwiałem ważne sprawy. Po dobroci albo po rozkazie.
Jakoś nie przeszło mi przez myśl, żeby Laurentowi zaproponować swoją osobę do treningu, ale może wyszło to na dobre. Jeszcze rzuciłbym tak wymyślnym zaklęciem, że nie obyłoby się bez kolejnej interwencji Florence, a jej podwójnej wizyty w ciągu dwóch tygodni to Keswick by nie wytrzymało. Byłem tego aż nader pewny. Źle też by było, wręcz tragicznie, gdybym dostał od Laurenta niezłe bęcki tą transmutacją... A już w ogóle tragicznie, gdyby miała mnie z tego ratować Florence.
Zamrugałem kilka razy i czym prędzej pozbyłem się z myśli podobnych myśli. Brońże Matko Naturo przed podobnymi sytuacjami.
- Poza tym... Phi, Duma... Pamiętaj synu, że Prewettowi żaden zwierz nie będzie wierniejszy od jego własnego abraksana. Czy wszystko w porządku u twojego...? - zapytałem niepewnie, bo nie sądziłem by jakakolwiek negatywna informacja na jego temat mi umknęła. A o abraksany to ja zapewne troszczyłem się bardziej niż o ludzi. - A ta Duma twoja, to... ten jarczuk, których hodowlą się zajmujesz? Co możesz mi o niej opowiedzieć. Chętnie posłucham... To coś zdecydowanie rzadkiego, a wiesz, że mam słabość do takich... okazów - odparłem, w pewnym momencie poprawiając się na fotelu, by bardziej nachylić się w kierunku Laurenta. Tak, nieskrywana ciekawość Edwarda Prewetta dawała się we znaki. Herbatka też od razu zwilżyła moje wargi, bo gotów byłem na wysłuchanie interesujących mnie informacji. Ciekawe, czy dopuszczonoby jarczuki do wyścigów psów...? Raczej nie sądziłem by to było zgodne z regulaminem.
- Mimo wszystko proponowałbym trening. Z kimkolwiek. Nawet gdybyś miał wykorzystać transmutację w samoobronie. Taki trening wyuczy w tobie typowe odruchy obronne. Będziesz to po prostu robił, a nie zastanawiał się, co począć, w razie sytuacji awaryjnej... Z pewnością czułbym się pewniej, gdybym wiedział, że skorzystasz z tej możliwości. Jeśli nie chcesz mojej pomocy w tym temacie, to może weź któreś ze swoich przyjaciół... albo Vincenta - zaproponowałem, bo nie uważałem tego za coś złego, wręcz przeciwnie. Laurent miał zdecydowanie za dużo losowych przygód, żeby spać spokojnie. Jeśli nie przystanie na trening ani ochronę, to będzie miał przymusową ochronę albo dodatkowy cień za plecami - tak załatwiałem ważne sprawy. Po dobroci albo po rozkazie.
Jakoś nie przeszło mi przez myśl, żeby Laurentowi zaproponować swoją osobę do treningu, ale może wyszło to na dobre. Jeszcze rzuciłbym tak wymyślnym zaklęciem, że nie obyłoby się bez kolejnej interwencji Florence, a jej podwójnej wizyty w ciągu dwóch tygodni to Keswick by nie wytrzymało. Byłem tego aż nader pewny. Źle też by było, wręcz tragicznie, gdybym dostał od Laurenta niezłe bęcki tą transmutacją... A już w ogóle tragicznie, gdyby miała mnie z tego ratować Florence.
Zamrugałem kilka razy i czym prędzej pozbyłem się z myśli podobnych myśli. Brońże Matko Naturo przed podobnymi sytuacjami.
- Poza tym... Phi, Duma... Pamiętaj synu, że Prewettowi żaden zwierz nie będzie wierniejszy od jego własnego abraksana. Czy wszystko w porządku u twojego...? - zapytałem niepewnie, bo nie sądziłem by jakakolwiek negatywna informacja na jego temat mi umknęła. A o abraksany to ja zapewne troszczyłem się bardziej niż o ludzi. - A ta Duma twoja, to... ten jarczuk, których hodowlą się zajmujesz? Co możesz mi o niej opowiedzieć. Chętnie posłucham... To coś zdecydowanie rzadkiego, a wiesz, że mam słabość do takich... okazów - odparłem, w pewnym momencie poprawiając się na fotelu, by bardziej nachylić się w kierunku Laurenta. Tak, nieskrywana ciekawość Edwarda Prewetta dawała się we znaki. Herbatka też od razu zwilżyła moje wargi, bo gotów byłem na wysłuchanie interesujących mnie informacji. Ciekawe, czy dopuszczonoby jarczuki do wyścigów psów...? Raczej nie sądziłem by to było zgodne z regulaminem.