Skłamałby mówiąc, że Nokturn znał równie dobrze, co własną kieszeń. Z racji na prowadzony tutaj - w Podziemnych Ścieżkach - biznes, był jednak do pewnego stopnia z tą okolicą zaznajomiony. Znał pewne osoby oraz miejsca, do których należało się udać, aby uzyskać niezbędne informacje. Wiedzę tę zamierzał wykorzystać teraz. Zatrzymując się przed właściwymi drzwiami, ze swojej kieszeni wygrzebał kilka sykli. Srebrne monety zabrzęczały, lądując wewnątrz metalowej puszki. Dołączając zapewne do innych, zebranych przez żebraka. Następnie ominął mężczyznę możliwie najszerszym łukiem, sięgając do drzwi. Naciskając klamkę.
Lata temu zdołał przyzwyczaić się do tutejszych warunków. Przynajmniej do pewnego stopnia. Nie robiły na nim większego wrażenia panujące tutaj bieda, brud, smród. Choć to ostatnie na dłuższą metę było całkiem męczące. Czasami zasłaniał nos dłonią, czasami zamiast tego sięgał po chusteczkę noszoną w kieszeni. Obydwie metody nie bardzo jednak pomagały. Pewnych rzeczy nie dało się łatwo przeskoczyć. Ominąć. Pokonać?
Wiele by dał, żeby nie być zmuszonym odwiedzać tego człowieka. Niestety, nie dało się tego załatwić w inny sposób. Wybierając inną ścieżkę. Zwłaszcza w sytuacji, gdy czas miał znaczenie. Uciekały kolejne minuty, które zamieniały się w godziny. Jak daleko znajdywała się Henrietta? Jak daleko udało jej się uciec? Ile dała radę zdziałać? Rozglądał się po obskurnym pomieszczeniu, nie będąc w stanie wyrzucić z głowy tych oraz podobnych myśli. Za sklepową ladą stał mężczyzna. Ten sam co zawsze? Inny? Robert nie byłby w stanie tego ocenić. Dużo wody upłynęło odkąd był tu po raz ostatni. Może nawet zbyt wiele?
- Chce rozmawiać z Irlandczykiem. – nie tracił czasu, nie bawił się w zbędne uprzejmości ani pogawędki. Ledwie tylko zamknęły się za nim drzwi, ledwie tylko skierował się w stronę stojącego za ladą… czy był on po części olbrzymem? Nieistotne w zasadzie. Po prostu nie tracił więcej czasu. Wyjaśnił co sprowadziło go do tego miejsca. Albo raczej kto.
Irlandczyk. Człowiek, który wiedział wiele. Handlujący tym, co najcenniejsze.