Pokiwała twierdząco głową, kiedy zapytał ją, czy ma opowiedzieć jej jakąś historię. Chętnie jej wysłucha, w końcu pierwszy raz spotkała na swojej drodze kogoś takiego. Na pewno będzie mówił ciekawie, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Przyglądała mu się uważnie, gdy tak pięknie mówił. Jej myśli przeniosły się ku morskim głębinom i temu statkowi, o którym opowiadał. Jak to możliwe, że skarby nadal w nim pozostawały, opierały się potężnemu żywiołowi, jakim była woda? Nie miała pojęcia, nie wiedziała też, czy to tylko legenda, czy opowiada jej prawdę, chociaż, czy w każdej legendzie nie było odrobiny prawdy? Nie brzmiałoby to tak prawdziwie, gdyby chociaż część informacji się nie zgadzała. - To niesamowite, że tak sobie tam tkwi, jakby nigdy nic. - Naprawdę ją to zadziwiało, że też jeszcze nikt tam nie dotarł i nie zainteresował się tymi skarbami.
- Wobec tego jesteśmy swoimi przeciwieństwami. - Odparła z uśmiechem, zauważyła też, że humor nie tylko jej dopisuje, najwyraźniej dla chłopca spotkanie kogoś jak ona też było atrakcją, a przynajmniej tak sobie starała wmówić.
- Czyli możecie mieszać swoją krew, to interesujące, bo jeszcze nigdy nie spotkałam w swoim życiu nikogo o oczach, jak twoje. - Przynajmniej tak się jej wydawało, bo na pewno zwróciłaby na nie uwagę, były niesamowite, jakby można było w nich dostrzec fale i nienaturalnie niebieskie, jakby sam ocean się w nich odbijał.
- Niby żyjemy tak blisko siebie, a jednak jesteśmy dla siebie zupełnie obcy. - Powiedziała nawet bardziej do siebie. Nie wiedziała, jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie było jej dane spotkać kogoś tak niesamowitego. Może dobrze się ukrywali wśród głębin oceanu, a szkoda, na pewno mieli bardzo wiele do opowiedzenia. Będzie musiała udać się do biblioteki, aby poczytać nieco o morzach, bo jej wiedza póki co nie pozwalała jej na to, żeby stwierdzić, czym dokładnie jest siedzący przed nią chłopiec.
- Caomhan - Powtórzyła jeszcze, po czym się przedstawiła. - Ja Heather, niezmiernie miło mi cię poznać. - Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo wstał z tą skórą w dłoni i udał się w kierunku morza. Wood przyglądała mu się uważnie, bo nie do końca wiedziała, co właściwie się dzieje. Wszedł do wody i zniknął. Nie wiedziała, czy nie stała mu się krzywda, pierwszym odruchem byłoby wskoczenie tam za nim, aby się upewnić, że nic mu nie jest. Odsunęło ją od tego pomysłu dostrzeżenie foki, o kolorze dokładnie takim, w jakim była skóra, którą chłopiec trzymał na kolanach. Pomachała w kierunku zwierzęcia, a ono zniknęło w głębi morza. Została sama na tej plaży, mrugnęła kilka razy oczami, żeby upewnić się, że jej się to nie przyśniło, uszczypnęła się nawet dłoń, ale to poczuła, czyli to wszystko musiało być prawdą. Nie została tutaj długo, wróciła na miotłę i poleciała do domu, gdzie jeszcze długo rozmyślała o tym, co się jej dzisiaj przydarzyło.