Nie tracił czasu na dokładniejsze zapoznawanie się z pomieszczeniem; z asortymentem dostępnym w lokalu. Wiedział, w jakim celu się tutaj zjawił. Potrzebował pomocy jednej, bardzo konkretnej osoby. I to właśnie ona – wspomniany wcześniej Irlandczyk – go teraz interesowała. Problem był jeden. Co musiał zrobić, żeby móc się spotkać z tym człowiekiem?
Głupotą byłoby reagowanie na słowa sklepikarza. Oczywistym było, że tak po prostu, pierwszej lepszej osoby, do Irlandczyka nie dopuści. Bywało różnie. Ostrożność zawsze była w cenie. Robert to rozumiał. Nie zamierzał się irytować. Złościć. Domagać spotkania.
To było trzeba odpowiednio rozegrać.
- Niestety, nie jestem w stanie zaoferować takiej sumy za umożliwienie tego spotkania. – odpowiedział, mając nadzieje, że nieprzychylne spojrzenie nie przerodzi się w coś więcej. Nie potrzebował kolejnych komplikacji. Musiał wszystko załatwić szybko i sprawnie. Tylko czy był w stanie to zrobić? – Gwarantuje jednak, że Irlandczyk będzie zainteresowany tym spotkaniem.
Czy faktycznie był w stanie to zagwarantować? W żadnym razie. Zwyczajnie liczył na to, iż jakimś cudem uda mu się spotkać z mężczyzną. Porozumieć. Dobić targu. Musiał tu improwizować. Kombinować. Wymyślić coś, co pozwoli mu zdobyć niezbędne informacje. Tylko czy znajdywał się w posiadaniu czegoś, co mógł Irlandczykowi zaoferować? Czegoś, co byłoby dla niego opłacalne? Korzystne?
Na ten moment niewiele przychodziło mu do głowy, ale przez cały czas starał się znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Nie miał wyboru. Jeśli chciał zachować własną głowę, życie, a przy okazji uporządkować bałagan, któremu sam był winien, to musiał sobie z tym poradzić. Inne możliwości nie tyle nie wchodziły w grę, co w ogóle nie istniały.