Chłód grudniowej nocy idealnie schłodził jej twarz, idealnie zamroził emocje i wsunął jej do głowy jedynie to, że zimno było przyjemnie niekomfortowe. Otuliła się kurtką trzymając jego dłoń, nie patrzyła na niego, starała się opanować głowę, opanować myśli, opanować istnienie swoje w tej konkretnej chwili. Zagryzła spierzchnięte usta w zamyśleniu, gdy zadał jej pytanie o samopoczucie. Jak się czuła? Jej wargi drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale nie miała na to siły, albo miała wrażenie, że było to niestosowne.
– Dobrze – skłamała. Czuła się dziwnie, ale nie chciała mu tego mówić, czuła dyskomfort i zmęczenie, ale nie chciała o tym rozmawiać. Poradzę sobie. Zawsze radziła sobie z własnymi problemami, albo je chowała gdzieś głęboko z dala od światła dziennego. Nie potrzebowała jego troski, ani opieki. Nie było to teraz jej potrzebne. – Tak – znowu krótka odpowiedź. Nawet nie potrafiła się zbesztać za to, że odpowiadała tak krótko. Ludzie w jej otoczeniu zwykle gadali więcej, prowadzili monologi, a ona się im poddawała. Crow był człowiekiem wprowadzającym chaos, dyskomfort i ciszę, którą Avelina ubóstwiała, ale teraz potrzebowała czegoś nowego, czegoś, co zabierze myśli, odurzy wspomnienia i da odrobinę zapomnienia.
– Co jesteś w stanie zaproponować? – nie pytałby w końcu, gdyby nie miał niczego do zaproponowania prawda? Nie ciągnąłby jej poza to miejsce, gdyby nie chciał spędzić z nią czasu? Mógł ją łatwo spławić, pozbyć się jej wychodząc i nigdy nie wracając, a zamiast tego trzymał jej dłoń i ciągnął w noc grudniowych uliczek.