13.01.2024, 23:52 ✶
Moody spoglądał na nią przez ten papierosowy dym i dotarło do niego, że ich ostatnia rozmowa była czymś zupełnie innym, niż zapisał to w swojej pamięci. Zmieniła się z dnia na dzień - tak bardzo, aby nie poznawał jej w tym otoczeniu. Obcość okalająca to, jak bardzo go do niej przyciągało. Inność wybrzmiewająca w aparycji, zachowaniu. A kilka dni temu była wciąż sobą. Zadawał sobie więc dosyć trafne pytanie - czy ona naprawdę była wtedy sobą, czy udawała przed nim, bo ich wspólne wspomnienia były bezpieczną przystanią dla zbrukanych bezsensem Beltane myśli? Kłamała teraz, czy wtedy?
Ludzie rzadziej kłamali po pijaku. Przynajmniej z jego doświadczenia. Łatwiej mówić, kiedy ci skórę wypełnia Kosmos. Nawet jeżeli to brzmiało jak majaki, bo przecież był tu, a dla niej go nie było - takie słowa przekazywały więcej niż pełne bólu uniesienia klatki piersiowej i myśli odgradzane kompasem moralnym.
- Uwierz mi, że wolałbym być wytworem twojej wyobraźni.
Dla ludzi jego pokroju nieistnienie było nawet lepsze niż życie pokryte kurzem. Nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle podejmował z nią jakiś dialog, w dodatku wymagający wytężenia szarych komórek, kiedy ona wyglądała, jakby wstając z barowego stołka, miała albo wywalić się na podłogę i uderzyć głową o posadzkę, albo zwymiotować na oskrobany z lakieru blat. Przynajmniej w jego ocenie, ale... On miał od ponad tygodnia tendencję do dramatyzowania, podkoloryzowania wszystkiego, co miało z nią jakikolwiek związek. Tęsknota rosła mu gardle, chociaż nie powinien, bo się obiecał już tej Eden - obiecał się jej nawet jeśli światła zgasną, a z nich zostanie tylko pył. Kiedy ostatnio sprawdzał, nawet zmieniając punkt siedzenia, definicja wierności nie zmieniła znaczenia, a jednak...
Znów miał te brudne myśli. Brudne od tej magii, czy brudnej od bycia zwyczajnie złym człowiekiem? Nie wiedział. Ale ostatecznie zepsuć się nie mógł, bo kiedy widział, jak upija kolejny łyk alkoholu, wiedział dobrze, że dzisiaj nie wydarzy się pomiędzy nimi absolutnie nic.
- To był twój ostatni - oznajmił. I jeżeli ktokolwiek wpadłby na pomysł polania jej czegokolwiek jeszcze, Moody prawdopodobnie pogroziłby mu odznaką. - Zabiorę cię do Doliny.
Ludzie rzadziej kłamali po pijaku. Przynajmniej z jego doświadczenia. Łatwiej mówić, kiedy ci skórę wypełnia Kosmos. Nawet jeżeli to brzmiało jak majaki, bo przecież był tu, a dla niej go nie było - takie słowa przekazywały więcej niż pełne bólu uniesienia klatki piersiowej i myśli odgradzane kompasem moralnym.
- Uwierz mi, że wolałbym być wytworem twojej wyobraźni.
Dla ludzi jego pokroju nieistnienie było nawet lepsze niż życie pokryte kurzem. Nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle podejmował z nią jakiś dialog, w dodatku wymagający wytężenia szarych komórek, kiedy ona wyglądała, jakby wstając z barowego stołka, miała albo wywalić się na podłogę i uderzyć głową o posadzkę, albo zwymiotować na oskrobany z lakieru blat. Przynajmniej w jego ocenie, ale... On miał od ponad tygodnia tendencję do dramatyzowania, podkoloryzowania wszystkiego, co miało z nią jakikolwiek związek. Tęsknota rosła mu gardle, chociaż nie powinien, bo się obiecał już tej Eden - obiecał się jej nawet jeśli światła zgasną, a z nich zostanie tylko pył. Kiedy ostatnio sprawdzał, nawet zmieniając punkt siedzenia, definicja wierności nie zmieniła znaczenia, a jednak...
Znów miał te brudne myśli. Brudne od tej magii, czy brudnej od bycia zwyczajnie złym człowiekiem? Nie wiedział. Ale ostatecznie zepsuć się nie mógł, bo kiedy widział, jak upija kolejny łyk alkoholu, wiedział dobrze, że dzisiaj nie wydarzy się pomiędzy nimi absolutnie nic.
- To był twój ostatni - oznajmił. I jeżeli ktokolwiek wpadłby na pomysł polania jej czegokolwiek jeszcze, Moody prawdopodobnie pogroziłby mu odznaką. - Zabiorę cię do Doliny.
fear is the mind-killer.