Musiał brnąć w to dalej, mając nadzieję, że uda mu się postawić na swoim. Nie miał wyjścia. Irlandczyk był dla niego na ten moment jedyną osobą, która mogła udzielić niezbędnych informacji. Alternatywą, niestety, było krążenie po Nokturnie przez najbliższe godziny, w nadziei, że cel sam się znajdzie; że jakimś cudem na niego trafi.
To zaś nie wchodziło w grę.
Blizna na prawej ręce, nos jak kartofel, pewnie załamany o tych kilka razy za dużo, jedno oko przekrwione, drugie zaróżowione. Półolbrzym wyglądał na takiego, z którym niekoniecznie chciałoby się wchodzić w konflikt. Ale może to była jedyna opcja? Skoro nie dało się dogadać po dobroci, to należało skorzystać z magii?
- Obydwoje dobrze wiemy, że pieniądze nie są jedynym, co może go zainteresować. - zamiast decydować się na bardziej drastyczne rozwiązania, próbował kłamać. Brzmieć na pewnego siebie. Może i Robert zdążył już przyznać się do braku pieniędzy, ale zarazem nie informował sklepikarza o tym, że nie znajdywał się w posiadaniu czegoś również wartościowego.
Albo może nawet wartościowego bardziej?
- Możemy się tutaj dłużej przepychać, skoro tak najwyraźniej wolisz, ale mogę Ci zagwarantować, że tym sposobem tylko go rozzłościsz. Dysponuje czymś, co Irlandczyk chciałby mieć w swoich rękach. - czy ten olbrzym w ogóle rozumiał. co się do niego mówiło? Może niepotrzebnie się tu trudził, starał cokolwiek wymyślić, jakoś tego wielkoluda przekonać. Może zamiast tego wystarczyło strzelić mu w ryj, albo posłać w jego kierunku jakiegoś cruciatusa? Może nawet lubił w ten sposób?
Tak. Typek niewątpliwie wyglądał mu na amatora mocnych wrażeń. Akurat to nie ulegało żadnej wątpliwości. Tylko czy mógł to jakoś wykorzystać na swoją korzyść? Cokolwiek na tym zyskać? Ugrać? Przeklęta Henrietta. Łeb jej ukręcę, kiedy wreszcie uda mi się ją dorwać. Obiecał sobie w myślach, obwiniając kobietę za to, gdzie teraz się znajdywał, do rozmowy z kim musiał się obecnie zniżać. Gdyby nie ta przeklęta baba wszystko byłoby łatwiejsze. Mniej skomplikowane.