Cała ta przepychanka trwała stanowczo zbyt długo. Z wolna tracił cierpliwość, której przecież w wielu innych sytuacjach mu nie brakowało. Tyle tylko, że w przypadku tych innych sytuacji, czas niekoniecznie odgrywał tak dużą role. Grunt nie uciekał mu spode stóp. Mógł sobie pozwolić na inne podejście, na zachowanie większego spokoju.
- Zważaj lepiej na słowa, dziwolągu. – odpyskował, niczym ten szczeniak. Poniosły go odrobinę nerwy. Wiedział, że nie powinien był tego robić, ale nie dał rady w porę ugryźć się w język. Pozostawało teraz liczyć, że straty nie będą zbyt duże; że nie wpakuje się tym sposobem w kolejne problemy. Naprawdę tego nie potrzebował.
Mniej więcej w tym czasie, dołączyła do nich kolejna osoba. Kobieta? Trochę dziwna. Postanowiła się wtrącić. Dorzucić swoje trzy knuty. Koła ratunkowego należało się chwytać, prawda? Dlatego też Robert postanowił spróbować to uczynić.
- Ja również dałem się za bardzo ponieść nerwom. – odpowiedział, starając się podejść do tego wszystkiego z odpowiedniej strony. Nie chciał zrażać do siebie kolejnej osoby. – Znam dobry sposób na problemy ze snem, wystarczy się zgłosić z tym, pierwsze kadzidło lub świeca będą za darmo. – wysunął z kieszeni wizytówkę. W Olibanum dostępne były świece oraz kadzidła, które można było wykorzystać w różnych celach. Produkty znajdujące się w sklepie posiadały szeroki zakres właściwości. Dzięki temu nie były skierowane wyłącznie do wąskiego grona odbiorców.
Kiedy umieścił wizytówkę na ladzie, ponownie skupił się na nieznajomej kobiecie.
- Potrzebuje drobnej pomocy, muszę uzyskać informacje o pewnym człowieku. – wyjaśnił, nie widząc potrzeby ukrywania celu swojej wizyty. – Masz racje, że nie byliśmy umówieni, ale wasz szef z pewnością mnie przyjmie. – dodał. Czy miał pewność? Kolejny raz nie. Ryzykował. Mógł mieć jedynie nadzieje, że mimo upływu czasu, Irlandczyk wciąż o nim pamiętał. Lata temu Robert odpłacił mężczyźnie przysługą za przysługę. Były to jego początki w Podziemnych Ścieżkach. Krótka współpraca jaką nawiązał wówczas z Irlandczykiem, pozwoliła mu rozwinąć prowadzone tutaj interesy. Zabezpieczyć się przed konkurencją.
A nawet więcej – tej konkurencji się pozbyć raz i na dobre.
Po cichu, bez zwracania na siebie uwagi, bez brudzenia swoich własnych rąk. Bo przecież on, Robert, swoje ręce brudził jedynie w ostateczności, kiedy inne rozwiązania okazywały się zawodzić.