Jakby się nad tym zastanowić to Brenna w tej kwestii miała sporo racji. Leonowi trudno było znaleźć znacznie bardziej odpowiednie słowa na czyny tych fanatyków. Dla dobrych ludzi, takich jak oni, zawsze tego rodzaju akty będą budzić skrajne i negatywne emocje. Zasługiwały one na potępienie, podobnie jak wszyscy czarodzieje dopuszczający się ich powinni trafić do Azkabanu. To nie budziło najmniejszych wątpliwości. Tak jednak byłoby w idealnym świecie. Rzeczywistość pokazywała, że większość z nich pozostając na wolności czuła się wręcz bezkarna.
— Nazwanie ich potworami w ludzkiej skórze wydawałoby się bardziej odpowiednie. — Skonstatował. Leon potrafił zrozumieć podejmowanie pewnych działań dla osiągnięcia materialnych korzyści albo poprawy swojej sytuacji - niektóre z nich, nawet jeśli nie były zgodne z prawem, to nie oznaczały odbierania niewinnym ludziom życia. W takich przypadkach to nic nie było czarno-białe. Nie wszyscy znajdowali się w tak dogodnej sytuacji, jak oni - nie wszyscy mieli kochających bliskich, przyjaciół, nie wszyscy mieli możliwość uczęszczania do szkoły magii albo nie wszyscy mają jakąkolwiek uczciwą pracę. Wszystko sprowadzało się do tego, że jako ludzie popełniali błędy.
— Jeśli o to chodzi to sądzę, że poczuliby się pewniej gdyby ktoś mógł zadbać o ich bezpieczeństwo. — Spekulował. Gdyby sam urodził się czarodziejem mugolskiego pochodzenia to obecność Brenny sprawiła, że poczułby się pewniej i bezpieczniej. Nawet jak sam jest czarodziejem półkrwi to przez swoje braki w zakresie magii obronnej to również czułby się bardziej bezpieczny w obecności Brenny, niż będąc w pojedynkę. — Możemy do nich podejść i zapytać. — Odkąd sam wyprowadził się do magicznego Londynu to nie miał już tyle okazji do spotykania zaprzyjaźnionych mieszkańców Doliny Godryka - te nadarzały się ilekroć odwiedzał rodziców albo podczas zaplanowanych z góry spotkań.
— Jestem tego samego zdania. — Dla Leona postać ojca pozostawała wzorem do naśladowania. Pod wieloma względami przyjął jego poglądy i starał się postępować podobnie do niego. — Z tego co do mnie pisał... dopilnował tego. Tak, na całe szczęście. Chcę również wierzyć w to, że mieszkanie pod jednym dachem z jasnowidzącą uchroni moich rodziców przed niebezpieczeństwem. — W kwestiach bezpieczeństwa ojciec nie rzucałby słów na wiatr, a przynajmniej chciał w to wierzyć. Pozostawał lepszym czarodziejem od niego. Pokładał zbyt dużą ufność w darze, który posiadała jego matka a który mu przekazała wraz krwią. Jednocześnie rozumiał, że w niektórych sytuacjach przyszłości nie można było zmienić, że nie powinno się spróbować wpłynąć na jej bieg. Jednak wiedział, że gdyby doświadczył wizji śmierci swoich bliskich to musiałby zareagować.
— A jak ty sobie radzisz? A twoja rodzina? — Zapytał po chwili. Sama Brenna, jak i pracujący w Departamencie Przestrzegania Prawa bliscy czarownicy mogą znaleźć się w centrum tych wszystkich przerażających wydarzeń i wszystko wskazywało, że tak właśnie będzie jeśli ci fanatycy będą stawać się coraz bardziej zuchwali w swoich działaniach. Chciałby jakoś pomóc na miarę swoich możliwości.
@Brenna Longbottom