Pracujący w Ministerstwie Magii Leon bywał w swoim mieszkaniu na Alei Horyzontalnej głównie wieczorami, nie licząc oczywistych dni wolnych od pracy w których nie miał żadnych innych planów na dany dzień. Czasami potrzebował posiedzieć z książką, z leżącym na jego brzuchu albo barku samiczką pufka o wdzięcznym imieniu Honey. Posiadane przez niego zwierzątko nie było wymagające w swojej opiece, a zatem odpowiednie dla niego. w końcu poza odpowiednią klatką potrzebowało jedynie przytulanie i lekkie podrzucania oraz było wszystkożerne. Jego największym utrapieniem było to, że to magiczne stworzenie miało tendencje samobójcze - musiał zabezpieczyć drzwi od łazienki oraz zamykać zawsze sedes. Z niejasnego dla niego powodu pufki wprost uwielbiały pić wodę prosto z muszli klozetowej. Mniejszym problemem było ich zamiłowanie do wyjadania smarków prosto z nosa pogrążonego we śnie swojego opiekuna. On jednak zamykał na noc pufka w swojej klatce dla jego dobra, tak aby nie zgnieść go podczas snu.
W chwili, w której rozległo się pukanie drzwi, Leon siedział na fotelu czytając książkę. Honey umościła się na jego barku mrucząc przy tym rozkosznie. Wsunął zakładkę między kartki powieści i powoli się podniósł, odkładając książkę na siedzenie swojego fotela. Powoli podążył do drzwi z zamiarem ich otworzenia. Wszyscy jego goście musieli być przyzwyczajeni do dłuższego oczekiwania na to aż podejdzie i naciśnie klamkę. Po otwarciu drzwi jego oczom ukazał się stojący na progu w swoich futrzanych kapciach Neil. Początkowo Leon wyglądał na zaskoczonego. Kiedy minęło pierwsze zaskoczenie, uśmiechnął się do niego. Mieszkający po sąsiedzku Neil stanowił jego stałego dostawcę świec i kadzideł.
— Cześć. W samą porę. Wejdziesz do środka? Zrobię herbaty. — Przywitał swojego sąsiada i spojrzał na papierową torbę w jego dłoni. O finansach porozmawiają w środku, przy herbacie. Przy okazji może dowie się o tym, co słychać w życiu swojego sąsiada.