20.01.2024, 23:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2024, 00:06 przez Leo O'Dwyer.)
A więc o to chodziło... O ten niewinny całus, który jej sprzedałem na Alei Horyzontalnej. Zapamiętała to, wspominała to, miała mnie w głowie! Doskonale! Mayka myślała o mnie, może nieco wzburzona, ale to zawsze jakaś reakcja, no nie? Uśmiechnąłem się nawet szeroko, dumny i zadowolony, choć zaraz nieco ostygłem w tych zapałach, nawet trochę całkiem poważny, przekrzywiając głowę i patrząc tak w jej kierunku.
- A podobało ci się? Ten pocałunek? - zapytałem ją z ciekawością. Dobra, wiedziałem już, że może mogłem tego nie robić bez jej zgody, ale... - Gdyby był za zgodą, to całkiem mru, czy raczej nie...? - dopytałem, żeby tak być pewniejszym tego, czy miałem u Mayki szanse, czy raczej powinienem spadać sobie z tego dachu, bo totalnie nie byłem tu mile widziany? Hem?
- I spokojnie-spokojnie! - odparłem, zaraz unosząc rękę na poziom swojego serducha i właśnie tam w ramach przysięgi kładąc swoją dłoń. - Uroczyście przysięgam, że nie dotknę cię bez twojej zgody, a przynajmniej bardzo-bardzo-a-nawet-najbardziej się postaram tego nie robić. I przepraszam cię za ten pocałunek, ale na swoją obronę dodam, że nie mogłem się powstrzymać. Jesteś po prostu zbyt śliczna - przysięgłem i stwierdziłem, zaraz opierając swoje obie ręce na kolanach i patrząc w dal, na majaczące w oddali dachy. Nikt tam nie siedział, ani tam, ani tam. Byliśmy tu sami.
- A co mogę zrobić, żebyśmy się bardziej poznali?!?!?! WIEM! Mogę ci pokazać gdzie pracuję! Albo zapoznać cię z moim współlokatorem!!! Tylko że jest ślepy, a jego kot to cham, ale... może lepiej pokażę ci, gdzie pracuję. To taka cudowna, słodka kawiarnia. Jest tak urocza, że nic nie jest tak urocze jak ta kawiarnia jest... A ja jestem tam barmanem, bo wieczorami są tam dancingi! I jest na Pokątnej, ulicy Pokątnej, więc to całkiem blisko. Co ty na to, Maya?! - zapytałem ją. Trochę się rozwinąłem, przezdrowo podniecony, ale już tak czasami miewałem, że dużo myślałem albo dużo mówiłem, albo dużo robiłem tego i tego, więc teraz w końcu milczałem, wlepiając pełne nadziei spojrzenie w Azjatkę, Pannę Metr Czterdzieści Sześć.
- A podobało ci się? Ten pocałunek? - zapytałem ją z ciekawością. Dobra, wiedziałem już, że może mogłem tego nie robić bez jej zgody, ale... - Gdyby był za zgodą, to całkiem mru, czy raczej nie...? - dopytałem, żeby tak być pewniejszym tego, czy miałem u Mayki szanse, czy raczej powinienem spadać sobie z tego dachu, bo totalnie nie byłem tu mile widziany? Hem?
- I spokojnie-spokojnie! - odparłem, zaraz unosząc rękę na poziom swojego serducha i właśnie tam w ramach przysięgi kładąc swoją dłoń. - Uroczyście przysięgam, że nie dotknę cię bez twojej zgody, a przynajmniej bardzo-bardzo-a-nawet-najbardziej się postaram tego nie robić. I przepraszam cię za ten pocałunek, ale na swoją obronę dodam, że nie mogłem się powstrzymać. Jesteś po prostu zbyt śliczna - przysięgłem i stwierdziłem, zaraz opierając swoje obie ręce na kolanach i patrząc w dal, na majaczące w oddali dachy. Nikt tam nie siedział, ani tam, ani tam. Byliśmy tu sami.
- A co mogę zrobić, żebyśmy się bardziej poznali?!?!?! WIEM! Mogę ci pokazać gdzie pracuję! Albo zapoznać cię z moim współlokatorem!!! Tylko że jest ślepy, a jego kot to cham, ale... może lepiej pokażę ci, gdzie pracuję. To taka cudowna, słodka kawiarnia. Jest tak urocza, że nic nie jest tak urocze jak ta kawiarnia jest... A ja jestem tam barmanem, bo wieczorami są tam dancingi! I jest na Pokątnej, ulicy Pokątnej, więc to całkiem blisko. Co ty na to, Maya?! - zapytałem ją. Trochę się rozwinąłem, przezdrowo podniecony, ale już tak czasami miewałem, że dużo myślałem albo dużo mówiłem, albo dużo robiłem tego i tego, więc teraz w końcu milczałem, wlepiając pełne nadziei spojrzenie w Azjatkę, Pannę Metr Czterdzieści Sześć.